Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > 300. Początek imperium: Inny sześciopak

300. Początek imperium: Inny sześciopak

2014-03-11 Krzysztof Piersa

"300: Początek imperium" jest jednym z niewielu filmów doskonale łączących rozrywkę dla obu płci jednocześnie. Faceci podziwiają krwawą łaźnię, kobiety - napięte męskie torsy.

.html
 Nagie torsy idą na wojnę/Warner Bros.

Jeżeli ktoś liczy na powtórkę tego co zobaczył w trakcie oryginalnej adaptacji komiksu "300", może się mocno zdziwić. Owszem, film jest udany. Został jednak zrobiony w zupełnie innej konwencji niż pierwsza część. Nie ma już awangardowego przejaskrawienia, inspiracji mitologią czy wyjątkowych ujęć oraz kadrów, jakie gościły w potyczce pod Termopilami.

Zacznijmy od głównego bohatera - Temistoklesa; ateńskiego dowódcy, który prowadzi swe wojska do zwycięstwa. Jest niepokonany, genialny, skory do poświęceń i... mało grecki. Jego wygląd sugeruje raczej amerykańskiego marines, aniżeli greckiego hoplitę. Skąd w ogóle to wyszkolenie? Jak na "miłośników chłopięcych wdzięków", opisanych przez Leonidasa, Ateńczycy biją się całkiem całkiem. Co prawda powtarzają, że są rolnikami i garncarzami, ale masakrują Persów z wprawą godną Spartan.

Eva Green za swoją rolę Artemizji powinna zostać umieszczona na koszulkach i flagach każdego ugrupowania feministycznego. Ta kobieta ma jaja! Generałowie spuszczają wzrok, a marynarze boją się choćby mruknąć w jej towarzystwie. Oglądając film jesteśmy pewni, że swoją pozycję wywalczyła w morzu krwi, a nie łożu przełożonych. Gra aktorska robi naprawdę pozytywne wrażenie, podobnie jak jej (poprawione?) piersi, które mamy okazję ujrzeć na ekranie.

.html
 Eva Green - jako Artemizja nie bierze jeńców/Warner Bros.

Sparta została w filmie niemal całkowicie pominięta, a zbieżność z poprzednią częścią jest bardzo ograniczona. Lena Headey, nie jest już tą samą królową Sparty co kiedyś. Mając w pamięci królową Sersei z "Gry o Tron", miałem szczerą nadzieję, że Kserkses zrówna Grecję z ziemią, zaczynając od  odgrywanej przez aktorkę królowej Gorgo. Poza tym, unikanie walki ze strony Sparty wydaje się niepoparte żadnymi logicznymi argumentami.

Muzyka współpracuje z filmem. Towarzyszy nam przez cały czas, dodając dramaturgii i trzymając w napięciu. Niestety, w porównaniu z poprzednią częścią jest tylko dobra, a nie epicka, jak to miało miejsce w "300". Oczywiście bitwy morskie zachwycają rozmachem.

"300: Początek imperium" jest z pewnością filmem, który warto obejrzeć. Zwłaszcza w kinie, czerpiąc przyjemność z potężnych głośników i ogromnego ekranu. Dramatu w tym mało, akcji - aż nadto. Oglądając zmagania malutkiej Grecji z zakusami Perskiego Imperium, wsiąkniemy w fotel na dobre dwie godziny. Porównywanie filmu z poprzednią częścią jest bezcelowe. Lepiej rozsiąść się wygodnie w fotelu, kupić duży popcorn i delektować się widowiskiem.

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj  





Komentarze
  • Lid rozłożył mnie na łopatki! Nie chodzę do kina, by podziwiać męskie torsy! :) A z opisu wnoszę, że starożytni Grecy to amerykańscy... herosi.

    • No trzeba przyznać, że porównanie do amerykańskiego marines jest trafne. :) Trochę inny rozkład mięśni, inna forma treningów. Tutaj widać nie po prostu ukształtowanych facetów, tylko napakowanych, naszprycowanych wręcz metabolikami.

  • Może chodziło tylko o to, że film może się podobać zarówno mężczyznom, jak i kobietom. Z drugiej strony, mężczyźni są wzrokowcami i może uważają, że my też takie jesteśmy. Większość znanych mi kobiet nie chodzi do kina np. dla konkretnego aktora, ale zdarza mi się słyszeć komentarze, że ten czy tamten to "ciacho". Może więc nie ukrywajmy, że wygląd mężczyzn, w tym aktorów jest nam tak zupełnie obojętny.

  • Jak dla mnie ,to ta produkcja pod kazdym wzgledem przegrywa z filmem "300".Jednak jak na czysta rozrywka,nie aspirujaca do nadmiernego absorbowania intelektu widza oglada sie go calkiem niezle.

  • Druga część znacznie gorsza od pierwszej...ale czy to kogoś dziwi? A jeśli nie będziemy porównywać, film wypada całkiem nieźle. Nie jest to jakieś wybitne arcydzieło, ale przecież twórcom nie o to chodziło.