Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Beata Pawlikowska: Mistrzyni słowa czy marketingu?

Beata Pawlikowska: Mistrzyni słowa czy marketingu?

2014-03-13 Dorota Urbańska

Znamy ją jako podróżniczkę, dziennikarkę radiową i telewizyjną. Od niedawna poznajemy jej talent pisarski. Czy raczej autopromocyjny…

Od kilku lat Beata Pawlikowska publikuje dużo i można powiedzieć, że odnosi sukcesy na tym polu. Działalność pani Pawlikowskiej dotyczy przy tym niejednego obszaru publikacji:

 

1. Mini książeczki o poszczególnych podróżach

(cykl "Blondynka w Indiach", "Blondynka  w Peru", "Blondynka w Meksyku" itp.)

 

.html
 

Pani Pawlikowska specjalizuje się w mini książeczkach (format A5), w których opisuje swoje podróże. Znajdziemy w nich niezwykłe zdjęcia i fragmenty dzienników – zapisków  z podróży. Zdumiewa to, że są one niezwykle powierzchowne. Czasem brakuje w nich chronologii, a już prawie zawsze - wiedzy merytorycznej. Znajdziemy tam informacje o jedzeniu (dowiemy się, że np. w Peru jada się świnki morskie), zabytkach, które zwiedzała autorka, trochę informacji o mieszkańcach danego kraju. Całe szczęście, że  jest w nich  mnóstwo przepięknych zdjęć i to one zasługują na uwagę. Autorka wydaje kolejne książeczki, mimo tego, że coraz częściej można je znaleźć w Taniej książce i w Biedronce.

2. Poradniki o życiu.

Tutaj pani Beata wykazuje największą aktywność. Co jest o tyle niezrozumiałe, że w każdej kolejnej publikacji pojawiają się te same zdania, te same tanie afirmacje, jakby żywcem wyjęte  z książek o podświadomości i pozytywnym myśleniu. Ile książek można napisać o tym samym, używając tych samych zwrotów, opisując te same fragmenty swojego życia? Jak widać - sporo. W ten sposób działa swoista mała wytwórnia poradników. Pewnie nie udałoby się to, gdyby nie ich oprawa graficzna i, znowu,  piękne fotografie. Poza tym, pewnie nikt nie czytał więcej niż jednej książki tego cyklu. Na każdą kolejną skusi się jakiś naiwniak, oczarowany ślicznym zdjęciem na okładce (zrobionym podczas jednej z  podróży). Można tylko podziwiać kreatywność autorki. Jestem przekonana, że gdyby treści owych poradników zebrać w jedną całość, mogłaby z nich powstać tylko jedna książka.

3. Podręczniki do nauki (wielu) języków.

Tutaj kreatywność pani Pawlikowskiej osiągnęła apogeum. Podręczniki opierają się bowiem na jednym szablonie – te same słówka, te same zwroty, czasy w języku polskim, a po drugiej stronie tłumaczenie na język obcy (angielski, hiszpański, francuski i inne). Trudno powiedzieć czy można się  z nich czegoś nauczyć.

4. Książki w większym rozmiarze.

Zdarzały się w przeszłości nieco większe, bardziej obszerne publikacje. Jedną  z nich jest książka "Blondynka w Chinach". To  według mnie jedyna publikacja, która zasługuje na uwagę. Pozwala czytelnikowi przynajmniej spróbować zrozumieć złożoność kultury tego kraju (myślę, że dla Europejczyka nie jest możliwe pełne zrozumienie), poznać jego tradycję, a wraz z nią zwyczaje i obyczaje; chińską medycynę, chińską kuchnię, filozofię, a nawet historię. Znajdziemy tu wiedzę merytoryczną, a nie tylko luźne notatki z podróży.

5. Safari dla bogatych.

Pani Pawlikowska organizuje  wyjazdy głównie do Afryki i Ameryki Południowej dla majętnych, znudzonych codziennym życiem ludzi. To zapewne ciekawe doświadczenie, choć raczej dość ryzykowne. Pozbawieni wielu niezbędnych informacji uczestnicy mogą przecież np. ulec nietypowemu wypadkowi (np. zostać pogryzionym/zagryzionym przez likaona podczas małego spaceru nieopodal obozowiska).

6. Fotografie.

Można je podzielić na dwie kategorie – interesujące i banalne pt. ”ja i tło”. Wiele z nich, to prawdziwe cacka, zasługujące na duże wystawy. Są na nich egzotyczne rośliny, zwierzęta, lokalna ludność w barwnych strojach lub bez, zabytki typowe, ale także rzadziej odwiedzane, zdjęcia pejzaży. Szkoda, że stanowią one tylko dodatek do często nudnawej treści, na dodatek  głównie  w formacie A5.

Czy twórczość pani Pawlikowskiej możemy określić mianem "przerost formy nad treścią"? Z całą pewnością. Ale jak widać, to przerost efektywny i wart naśladowania.

 

Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. 
 



Komentarze
  • Czytałam kilka lat temu kilka książek Pawlikowskiej "Blondynka w...". Pamiętam ogólne wrażenie - podobały mi się. W grudniu przeczytałam "Planet dobrych myśli" i byłam zauroczona tą pozycją, choć uważałam, że cena jest zbyt wygórowana do pięknej okładki książki i lichego papieru w środku. Ale nie mam porównania z innymi poradnikami. W podobny sposób jest wydawany kalendarz p. Pawlikowskiej. Mimo wszystko wydaje mi się, że to zasługa marketingu.