Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Bliżej człowieka, dalej od sztuki?

Bliżej człowieka, dalej od sztuki?

2013-03-01 Łukasz Badula

Nic nie jest w stanie pokonać bariery działającej podprogowo. Na poziomie zapachu. Czy raczej okropnego smrodu. Smrodu doświadczanego codziennie w tramwaju, na klatce schodowej, przy śmietnikach, wokół sklepów monopolowych. Wszędzie tam, gdzie rezyduje tzw. "niezdrowa" tkanka społeczeństwa. Na początku lutego w Krakowie dokonano jej czasowego przeszczepu do piwnicy Bunkra Sztuki. Poczekalnia mająca być performatywnym aneksem wystawy Łukasza Surowca, stała się niezależnym od niej zjawiskiem. Dla jednych – eksperymentem z zakresu psychologii zbiorowości, dla drugich – nadużyciem artystycznej pozycji.

.html
 Wózki złomiarzy na wystawie/fot. Ł. Badula

O wystawie Surowca donosiły ostatnio serwisy nie tylko kulturalne. Jedna z telewizji informacyjnych poświęciła "Dziadom" quasi-interwencyjny reportaż. Epatując obrazami noclegowni i sugerując instrumentalne traktowanie gości przybytku. Głosy o bezdomnych jako eksponatach powtarzały się zresztą w innych głosach o wystawie. To nie pierwszy przejaw problemu, jaki ze sztuką współczesną ma opinia publiczna. Skutek trwającej latami ignorancji wobec artystycznej awangardy. Pomijanej przez szkolną edukację, sytuowanej po stronie ekstremizmu i wyśmiewanej za rzekome "wydziwianie". W efekcie o sztuce współczesnej nie sposób dyskutować dzisiaj inaczej niż za pomocą retoryki społecznej lub obyczajowej. Zupełnie jakby oceniać aktorów według postępowania granych przez nich postaci. Najgorsze, że owi aktorzy sami w taką degradację uwierzyli.

Ekspozycja "Dziady" w pewnym stopniu odzwierciedla stan artystycznej inercji. Czy może raczej znudzenia akademicką sztuką. Ktoś mógłby zadać pytanie, po co w uczelniach artystycznych kształcić predyspozycje malarskie i rzeźbiarskie, skoro stają się one po studiach bezużyteczne? A współcześni artyści wolą sięgać po środki typowe dla marketingu, teatru czy reality- show? Surowiec nie jest tu przecież żadnym wyjątkiem. Zaprezentowane na wystawie projekty to kolektywne akcje i rozciągnięte w czasie happeningi. Nic, co można podziwiać w muzealnej przestrzeni. Coś, czego powinno się raczej doświadczać w realnym życiu. Albo to wspierając albo ignorując.

Pomysły Surowca opierają się na znajomych praktykach artystycznych. "Black Diamonds" – fabryka węgielnych "diamentów" nasuwa skojarzenia ze słynną instalacją Ai Weiwei w londyńskiej Hali Turbin. I tu i tam kolektywny wysiłek osób spoza świata sztuki, generuje nową jakość estetyczną. Film "Szczęśliwego Nowego Roku", poświęcony projektowi osiedla bezdomnych, jest z kolei odpryskiem sztuki krytycznej. Kolekcja kupionych od złomiarzy wózków, przypomina wreszcie o tradycji tzw. znalezionych obiektów, zrównując gest artysty z magicznym dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Wystarczy przecież wziąć wózek i dostrzec w nim artefakt.

Powyższe konteksty nie decydują o recepcji owych dzieł. Jest ona bowiem warunkowana sferą pozaartystyczną:  społecznikowską, ekonomiczną, cywilizacyjną. Jakkolwiek ją nazwać, nie ma nic wspólnego z kunsztem artystycznym. To operacja na zbiorowości, której sens leży w pragmatyce, a nie abstrakcji. I tu należy wrócić do feralnej Poczekalni. Wywrotki, którą Surowiec ze swoją, otwarcie deklarowaną, naiwnością, zaliczył.

Podczas kuratorskiego oprowadzania po wystawie, dużo mówiło się o sytuacji rezydentów Poczekalni. Czy wyniosą się stamtąd dobrowolnie? Jak załatwiają swoje potrzeby fizjologiczne? Mają świadomość uczestnictwa w artystycznym projekcie? Jeden z widzów oskarżył krytyków pomysłu o egocentryzm. Bo tam na dole są żywe istoty. Może są, ale warto się zastanowić w jakim celu?

.html
 Czarne diamenty/fot. Ł. Surowiec

Surowiec udostępnił piwnicę galerii dla osób z zewnątrz. 24 godziny na dobę. Po to, by zobaczyć jak przebiega "zawieszenie umowy społecznej". W Poczekalni miało dojść do starcia grup zawłaszczających dla siebie przestrzeń i negocjujących warunki współistnienia. Ze zrozumiałych względów, akcja zaowocowała jednak kreacją tymczasowego schroniska dla bezdomnych. Schroniska, w którym, jak wyjawił artysta, jedni chcieli spać, a drudzy – imprezować. Ostatecznie osiągnięto kompromis i wypracowano nieformalny regulamin przytułku.

Po co Surowcowi w galerii atrapa squatu? Wydaje się, że artysta padł ofiarą kompleksu niższości, podsycanego przez sztukę zaangażowaną. Wmawiającej, iż liczy się twórczość użyteczna, potrzebna, jak najbliższa drugiemu człowiekowi. Surowiec w pięknym geście otworzył więc galerię na osoby wykluczone. Tyle, że to akt okazał się kapitulacją sztuki wobec skrzeczącej rzeczywistości. Przeniesieniem w skali jeden do jeden mikrokosmosu biedy. Biedy, która dla mieszkańca każdego dużego miasta nie stanowi żadnego tabu. Ani tym bardziej sztuki. Nawet, jeśli zamknie oczy i zatka nos. Podprogowo.

Wystawa "Dziady" trwa w krakowskim Bunkrze Sztuki jeszcze do niedzieli 3 marca.


    









Komentarze
  • I co to ma wspolnego ze sztuka? Przeciez mozna bylo sie spodziewac,ze pomieszczenie bedzie traktowane za noclegownie. Idea moze sluszna-ale szkoda,ze Łukaszowi Surowcowi zabraklo odwagi i wprowadzil regulamin dla swoich "aktorow". Mialby wtedy prawdziwy happening! :),

    • A ja uważam, że to całkiem ciekawy i chyba udany eksperyment artystyczno-społeczny. Nie wiem do końca, jaki dokładnie bym zamysł pana Surowca, ale na pewno osiągnął jeden cel - zainteresowanie.

  • regulamin wprowadziły osoby przebywające w noclegowni. to one zdecydowały, że jest im potrzebny. co do uwag autora artykułu: czy właśnie kontrowersje, jakie wywołała wystawa i poczekalnia nie wykazują, że bieda i bezdomność są jak najbardziej tabu dla mieszkańców każdego dużego miasta? podoba mi się zdanie o kapitulacji wobec skrzeczącej rzeczywistości - bo tak, wobec takiej rzeczywistości jak ta najbiedniejsza, łatwo skapitulować i sztuka sobie z nią nie radzi. Surowiec próbuje ogarnąć trudne społeczne tematy i uważam, że trafił w sedno.