Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Chłopi - musical o nas samych

Chłopi - musical o nas samych

2014-02-26 Marta Korycka

Skrócić do 3 godzin inscenizacji aż 4 tomy powieści to nie lada wyzwanie. Ale muszę przyznać, iż twórcy dobrze się z niego wywiązali.

.html
 Scena ze spektaklu/Teatr Muzyczny w Gdyni

20 lat temu w ciągu zaledwie 5 dniu jednym tchem przeczytałam powieść "Chłopi" Władysława Reymonta. Byłam zauroczona zarówno warstwą językową, jak i przedstawieniem roku z życia lipeckich chłopów, głównie obrzędowością i zwyczajami.

Powieść została niedawno przeniesiona na deski Teatru Muzycznego w Gdyni. Zadania podjęli się: scenarzysta i reżyser w jednym Wojciech Kościelniak, autor tekstów piosenek Rafał Dziwisz, scenograf Damian Styrna, choreograf Ewelina Adamska-Porczyk oraz Piotr Dziubek odpowiedzialny za oprawę muzyczną.

Skrócić do 3 godzin przedstawienia 4 tomy powieści to nie lada wyzwanie. Ale muszę przyznać, iż twórcy dobrze się z niego wywiązali. Najważniejsze wątki zostały wiarygodnie przedstawione, a całość była spójna i logiczna. Nie odnosiło się wrażenia, że czegoś brakuje.

Aktorzy wcielający się w rolę głównych i drugorzędnych bohaterów przenieśli widzów do XIX-wiecznej wsi Lipce, zaś prosta scenografia idealnie oddawała prostotę życia sprzed ponad 150 lat. Bernard Szyc jako Maciej Boryna, Rafał Ostrowski jako Antek i Renia Gosławska jako Jagna zachwycali grą. W trakcie całego przedstawienia na scenie przebywał anioł (w tej roli Maja Gadzińska) w brudnych łachmanach i z postrzępionymi skrzydłami. Jakby cały czas z ramienia Pana Boga czuwał nad społecznością lipecką, a z drugiej strony przypominał, że życie na wsi toczyło się nie tylko zgodnie z porami roku, ale też według kalendarza liturgicznego.

Szczególną uwagę zwróciłam na najmłodszego i najstarszego aktora. Kilkuletni Witek (Kamil Rykała) ujął mnie naturalnością i dojrzałością sceniczną, a także głosem, zaś ślepiec (Tomasz Fogiel), który prawie całe przedstawienie przesiedział z boku na ławeczce, raczył widzów mądrościami ludowymi. Owe przysłowia sprzed wieków zostały umiejętnie wplecione w tok akcji. Jedne wywoływały zadumę i refleksję, drugie smutek, a jeszcze inne śmiech. Jednakże wszystkie zmuszały widzów do myślenia nad sensem ludzkiego życia. Podobnie było z kazaniem księdza na pogrzebie Maćka Boryny. Niby mamy XIX wiek, a przesłanie w swej wymowie było tak uniwersalne, że i w XXI wieku jest jak najbardziej aktualne. Tak jak i całe przedstawienie.

Problemy poruszone przez noblistę w powieści i przeniesione na deski Teatru Muzycznego w Gdyni wciąż są aktualne – rodzina, miłość, zdrada, zawiść, żądza, walka o przetrwanie, walka o władzę, malwersacje. Problemy te same, tylko ludzie się zmieniają. Trochę to smutne, ale widocznie natura ludzka jest taka, a nie inna i trudno ją zmienić.

Mnie osobiście zabrakło obrzędowości, choćby chodzenia ze śledziem czy niedźwiedziem, lecz darcie pierza było nasycone erotyzmem i bardzo "pierzaste" – pióra fruwały wszędzie. Scena Wigilii po prostu mnie zawiodła – była bardzo surowa i okrojona, ale za to sceny zbiorowe chwyciły mnie za serce i urzekły. Zwłaszcza jarmark i ślub Macieja z Jagną. Wtedy to na scenie było kolorowo dzięki strojom łowickim i z przytupem dzięki polskim tańcom. Nogi same rwały się do tańca w trakcie obertasa i mazura. Oczy nie wiedziały, gdzie patrzeć, bo na ogromnej scenie mnóstwo się działo za sprawą około 70 aktorów. A razem z nimi można było śpiewać, skoro kilka razy usłyszało się: Co moje to twoje, co twoje to moje, wódka dobra jest, wódka dobra jest. Takim to sposobem idzie nam na zdrowie i czyści krew, i czyści krew. Muzyka łatwo wpadała w ucho, oddawała ludowość, nastrój wydarzeń i odgłosy przyrody. A i podskoczyć można było na fotelu, gdy niespodziewanie usłyszało się wystrzał ze strzelby.

Idźta ludzie z Bogiem – rzekł ślepiec na zakończenie spektaklu. Kilkuminutowa owacja na stojąco mówiła sama za siebie. Idźta ludzie… na "Chłopów" – rzekę Wam ja.

Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.

"Chłopów" Teatru Muzycznego w Gdyni recenzowaliśmy również tutaj. 





Komentarze