Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Co ja pacze, czyli Górniak i przemykające talenty

Co ja pacze, czyli Górniak i przemykające talenty

2013-09-26 Sebastian Gabryel
.html
Edyta Górniak łapie się za głowę/mat. pras.

Ruszyła trzecia edycja "Voice of Poland" telewizyjnej Dwójki. Wiem to, wszyscy wiedzą. Nie da się nie wiedzieć. A że nic z tego nie wynika, to już całkiem inna sprawa. Wraz z pierwszym liściem zwiastującym jesień, ten, jak i wszelkie inne "talent szoł, szał i łał" po raz kolejny ruszyły w heroiczny bój o odpływającego, coraz bardziej internetowego widza. Można by naiwnie wierzyć, że akurat idea "Voice of Poland" mogłaby go przy sobie przytrzymać. Mogłaby, bo na pierwszy rzut oka wydaje się niesłychanie szczytna. Na papierze wygląda całkiem obiecująco, bo przecież w dobie radiowej mielizny, fajnie byłoby objawić rodakom nowy głos muzycznej Polski, który niczym Dzwon Zygmunta krzepiłby serce narodu swą nieprzemijalną siłą, co nie?

Zaleciało patosem? I owszem. Dokładnie tym samym, jaki unosi się nad telewizyjnym studiem, w którym rozgrywa się to szemrane widowisko. "Co w nim takiego podejrzanego?", ktoś spyta. Ano, w całej tej zalewie naszpikowanej rozmaitymi polepszaczami smaku, pełnej "ochów" i "achów", tabletów do wygrania, dramatycznych uniesień, smsów za 1,23 zł (plus VAT), łez i dreszczyków, czuję się wystrychnięty na dudka. Cóż mi po wystudiowanych fajerwerkach skoro stoi za nimi wielkie, ziejące nic? Nie słyszę tam prawdziwej muzyki. Słyszę muzak. Głosy ocenianych cichsze niż oceniających. Przewidywalność i poprawność. A chyba nie na takich fundamentach wzniesiono Świątynię Muzyki? Co nie?

A więc pal licho stających na scenie aspirantów. Niech ich na castingach kule biją! Przez przesłuchania do najnowszej edycji, jak zwykle przewinęła się horda kosmitów masakrujących bębenki uszne, tłumy wiecznie obiecujących średniaków i wąska grupa scenicznych zwierząt, kipiących pasją, emanujących najprawdziwszym talentem. Ale przecież nie o nie tu chodzi! Odkąd Kuba Wojewódzki zdumiał cowellowskimi reprymendami w dziewiczej edycji "Idola", w mig stało się jasne, że to na jurorach/sędziach/trenerach mają się skupiać oślepiające światła jupiterów. Podtrzymywać dawno utracony blask. Z sezonu na sezon, to jakże szczytne przedsięwzięcie nabrało cech klinicznych groteskowego kuriozum.

.html
Edyta Górniak cierpi/mat. pras.

Sztandarowym przykładem jak łatwo fotel trenera przerobić na kozetkę jest właśnie najnowsza edycja "VoP-a". Z Edytą Górniak w roli głównej, która po latach niebytu, z najwspanialszej divy naszej ojczystej ziemi przeistoczyła się w kapryśną, wołającą o wszystko i do wszystkich jęczybułę. Należy prawilnie przypomnieć, że od przynajmniej piętnastu lat nie wydała niczego, co zainteresowałoby nie tylko dogorywające koła (bo to już nawet nie fan cluby) fanatyków jej twórczości. Ba, jej ostatni prawdziwy hit rozbrzmiał w roku 2002. Pamiętna to data dla każdego maniaka futbolu i konesera awangardowych, mocno eksperymentalnych interpretacji Mazurka Dąbrowskiego.

Od tamtego czasu Obrażalską Edytę karmiły jedynie taniego sortu tabloidy. Ale nawet na nie się obrażała. Na tyle, że zmuszona była poszukać innego, bardziej spektakularnego środka swojej artystycznej ekspresji. Żałosne łkanie z wyłączną licencją dla "Twojego Imperium" na przemian z wyrywaniem włosów szefowi "Super Expressu"? To sztuka już nie z tej dekady. Czas na ocenianie, bo dziś każdy ocenia. Jak to ostatnio ironizował Jerzy Haszczyński: "Byłem w Szarm el-Szejk - jestem ekspertem od islamu". Abstrahując od trzyoktawowego głosu Edyty Górniak, nie byłbym wcale tego taki pewien, czy jej rady dla kiełkujących talentów zrobią im dobrze.

.html
Edyta Górniak płacze/mat. pras.

OK, można by się kłócić, w końcu jej karierę wyreżyserował sam Hitchcock - na początku wielkie "BUM!", potem długo, długo nic, później znowu nic, nadal nic, potem... No dobra, to scenariusz nie tak całkiem w jego stylu, ale powiedzmy sobie szczerze - jeśli stawką jest tytuł Głosu Polski, to chyba żaden z co bardziej ambitniejszych, walczących o niego żółtodziobów nie chciałaby tak skończyć! Nowe "Voice of Poland" leci odcinkiem za odcinkiem. A ja, zamiast dowiedzieć się nieco o przebiegu programu, nowych diamentach i nowych niewypałach, to strona po stronie czytam co tam znowu złego przydarzyło się tej nieszczęsnej kobiecinie. Leady wyją wniebogłosy jak zaszczute psy: "Edyta Górniak przyznaje: to jest ponad moje siły", "Histeryczne zachowanie Górniak na konferencji "The Voice of Poland", "Edyta Górniak bała się, że dostanie zawału", a ja wzorem jednego z nich, kulę się w kłębek i zasłaniam łapą oczy.





Komentarze
  • Cóż, Edyta Górniak, tak jak Foremniak, nieustanny wzrusz na wizji i łza za łzą. Brakuje tylko czarnych serduszek. Mniejsza o kapryśny charakter Edyty, "to nie tak jak myślisz, kotku" - marnuje się po prostu wspaniały głos.

  • Mozna powiedziec,ze ten tekst tylko utwierdza mnie w przekonaniu,ze ogladanie takich programow jest bezsensowne.Jesli wiecej niz o uczestnikach pisze sie i mowi o jurorach,to wniosek moze byc jeden-dac sobie spokoj.

  • To moim zdaniem najnudniejszy ze wszystkich tego typu programów, które obecnie lecą w TV. A Górniak i jej ciągłe wzruszenia już też chyba nikogo nie szokuje. Chyba jednak lepiej zrobić karierę próbując najpierw w Internecie a nie w takich show.