Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Crimestory: Dla osób o silnych nerwach

Crimestory: Dla osób o silnych nerwach

2014-03-25 Dorota Urbańska

Toruńska wystawa oburza, porusza, czasem zawstydza. Wywołuje skrajne emocje.

.html
Plakat wystawy/CSW Toruń

21 marca w toruńskim Centrum Sztuki Współczesnej odbył się wernisaż wystawy "Crimestory”. Publiczność dopisała. Byli lokalni twórcy, wielu artystów współtworzących wystawę (wmieszanych w tłum) oraz duża grupa studentów. Prowadząca wernisaż przywitała zebranych słowami: "Crimestory”, to wystawa adresowana do osób o stalowych nerwach, nie dla dzieci i młodzieży.

Ekspozycja stanowi  próbę odpowiedzi na pytanie o miejsce artysty w świecie. Mówi m.in. o konflikcie pomiędzy twórcą a widzem. Artysta jest z jednej strony wolny, niczym nie ograniczony, z drugiej - jednak umiejscowiony w społecznej akceptacji, poszukujący jej. Bez widza artysta przestaje istnieć. Twórca przekraczający konwenanse, łamiący zasady, zostaje odrzucony.

Na wystawie znalazły się prace z gatunku skandalicznych,  tworzone  w sposób niekonwencjonalny, a czasem budzący niesmak. Obok fotografii, prac plastycznych wykonanych w różnorodnych technikach, są jeszcze filmy, rzeźby, manekiny oraz  tzw. zakazane książki. Wśród prac znajdziemy takie, które łamią normy społeczne i obyczajowe, igrają z poprawnością polityczną, walczą z tabu, a więc dzieła grożące społecznym ostracyzmem. Być może artyści chcą w ten sposób udowodnić, że sztuka nigdy nie przestanie być wolna, że zawsze będą powstawać dzieła w danym czasie niechciane.

Takie są wizje i potrzeby artystów. Woli tworzenia nie można zabić. Można tylko ukrywać tymczasowe efekty tych wysiłków. Artysta jest z założenia aspołeczny, arogancki, mizoginistyczny, a poprzez to wyobcowany i samotny. Co nie oznacza, że przez to mniej twórczy. Te aspołeczne postawy są zaczynem wielu dzieł, które by nigdy nie powstały, gdyby ich autor uparcie przestrzegał politycznej, społecznej i każdej innej poprawności. Stanowią niezwykły, nieograniczony potencjał. Konkluzją może być wniosek, że nie sposób zaprzyjaźnić się ze sztuką. Ona nigdy nie będzie posłuszna, spełniająca oczekiwania tzw. większości.

"Crimestory" oburza, porusza, czasem zawstydza. Wywołuje skrajne emocje. Można ją porównać do sztuki tworzonej sto lat temu przez dadaistów, surrealistów, futurystów i innych z tego okresu, gł. we Francji. Może z tą różnicą, że wtedy panowała swoista moda na szokowanie, a dzisiaj dużo częściej przeciwnicy organizują pikiety i głośno wyrażają swoje oburzenie. W tamtym czasie zdarzały się np. bójki między dadaistami, a publicznością. Protest współczesny przebiega nieco łagodniej.

.html
 Robert Wałęka - Afrikatransport/CSW Toruń

W samym centrum znalazła się "Spowiedź" Jacka Markiewicza. Artysty prześladowanego i pozwanego do sądu za swoje wcześniejsze dzieło "Adoracja"; pokazane na zbiorczej wystawie w CSW  Zamek Ujazdowski. "Spowiedź" to pozbawiony obrazu film, w którym Markiewicz spowiada się księdzu ze swojej artystycznej działalności (onanizowałem się, fotografując). I otrzymuje rozgrzeszenie. Czy podobnie zareaguje publiczność?

Markiewicz pokazuje w Toruniu również książkę pt. "A.R.T.". Stanowi ona sprawozdanie z pięciu lat działalności galerii, którą prowadził w swoim rodzinnym mieście Płocku. Publikacja uświadamia odbiorcom istnienie dwóch sprzecznych oblicz osobowości bohatera. Obrazoburczego, skandalicznego twórcy sztuki współczesnej, ale też dobrze przystosowanego do społeczeństwa ojca, męża prywatnego przedsiębiorcy. Książka to jakby kronika  wielkiego osiągnięcia – świetnie działającej galerii, istniejącej dzięki pracy i wielkiemu zaangażowaniu jednej osoby. Z dala od wielkich miast, na głębokiej prowincji. Galerii, która urasta do miana jednego z ważniejszych miejsc sztuki współczesnej lat 90-tych.

Wśród książek uznanych za skandaliczne, na wystawie znalazła się też opowiadanie Jean Paul Sartre’a "Herostrates", w interpretacji duetu Twożywo. Narratorem tego utworu jest młody chłopak, który zamierza mordować wszystkie napotkane osoby. To realizacja chorego zamysłu – ustanowienia swojej własnej niepodległości w danej zbiorowości. Twożywo  snuje sartrowskie opowiadanie za pomocą ilustracji oraz typografii.

Na "Crimestory" możemy zobaczyć  także prace stanowiące  autoportrety artystów. Jedną z nich jest oryginalny autoportret Tomasza Mroza – odpychająca, groteskowa postać nagiego mężczyzny z ogonem, w pozycji na czworakach i w obroży na szyi. Postać  porusza językiem w nieprzyzwoity sposób, macha ogonem, a przy okazji unosi męski atrybut. To ma stanowić osobliwą, złośliwą próbę podlizania się widzowi.

Inny twórca Olaf Brzeski przedstawia swój autoportret  w postaci aktu. Przedstawia nam realistyczną figurę wykonaną z brązu, z ogromnym męskim organem i nosem Pinokia. Brzeski pokazuje siebie, jako próżną osobę ogarniętą wielkim pożądaniem, a jednocześnie kłamcę, który manipuluje widzami.

Z kolei Oskar Dawicki wyraża siebie w obrazie "Portret człowieka, który sprzedał kamień nerkowy swojego ojca”. To wizerunek człowieka pozbawionego skrupułów, który wszystko potrafi zamienić w dzieło sztuki i wszystko umie sprzedać. Ręka zasłaniająca twarz mężczyzny ma oznaczać udawany wstyd.

Karol Radziszewski, artysta o orientacji homoseksualnej, na toruńskiej wystawie nie polemizuje ze stereotypem geja, nie broni się. Robi za to coś wręcz  przeciwnego. W pracy "Fag fighters"  pokazuje fikcyjną gejowską bojówkę, która napada, straszy i gwałci heteryków. Wykorzystuje język nienawiści, zazwyczaj kierowany w stronę jego środowiska.

Podobnie prowokują panie: Dominika Olszowy i Maria Toboła, tworzące duet Cipedrapskuad. Ich propozycja, to zespół hip-hopowy, który zarzuca widza ogromną kumulacją wulgaryzmów i deklaracji łamiących wszelkie normy przyzwoitości, w tym normy religijne. Mówią, a właściwie śpiewają o seksualności,  w sposób niezwykle wulgarny i bardzo brutalny.

Artystą, który nieco odstaje od pozostałych jest Marek Raczkowski (nie związany zawodowo ze sztuką, autor satyrycznych rysunków). Krytykuje nas jako społeczeństwo, obraża, jednocześnie bawiąc. Postępuje podobnie jak Michał Frydrych, którego projekt można oglądać na początku ekspozycji. Analogicznie do społeczności lokalnych, karzących nieakceptowanych oszustów zanurzaniem w pieprzu i smole, Frydrych symbolicznie czyni to  z widzami. Role sędziów i ofiar odwracają się. Już nie widzowie oceniają i krytykują poczynania artystów, ale to artyści oceniają nas.

Clou wystawy jest skandaliczny wyczyn zarejestrowany przez Mikołaja Długosza. To sfilmowana, nielegalna, bo łamiąca wszelkie przepisy podróż brawurowego motocyklisty po ulicach Warszawy (analogia do projektu Claude Leloucha z 1976r.).  Ta podróż to swoisty manifest artysty. Tu przedstawionego jako pirata drogowego, który porusza się wbrew konwenansom i wszelkim normom akceptowanym przez społeczeństwo.

Na koniec możemy zobaczyć pracę Grzegorza Drozda. To instalacja, w której ściana zamienia się w biało-czerwoną flagę. Przez nią przeskakuje grupa dzieciaków. Uciekając na wagary, wyrywają się ze wszystkich kręgów kontroli społecznej, ze wszystkich ograniczeń – szkół, instytucji państwowych, ograniczeń wynikających z przynależności do narodu, a także ze sztuki w ogóle. To symboliczna ucieczka i jednocześnie pytanie – czy wolno nam ograniczać artystę, czy mamy prawo stawiać granice w sztuce?

Sztuką jest wszystko to, co wzbudza emocje. Jeśli przyjąć taką definicję, powinniśmy najbardziej cenić te dzieła i projekty, które  na  długo  pozostają  w naszej pamięci. Wystawa "Crimestory" z pewnością do takich należy.


Ekspozycję można oglądać w CSW Toruń do 6 czerwca.


Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj. 
 













Komentarze
  • Koniecznie muszę zobaczyć tą wystawę. Sam opis "Fag Fighters" naprawdę poruszył moją wyobraźnię. zobaczenie tego wszystkiego na żywo musi być naprawdę wyjątkowym przeżyciem

  • Już same opisy dzieł poruszają wyobraźnię i emocje, a co mówić na żywo! "Fag Fighters" i autoportret Olafa Brzeskiego chyba najbardziej poruszają widzów.

  • Taka forma,a zwlaszcza tematyka kompletnie do mnie nie przemawiaja,Ale chocby z powyzszych glosow widac,ze to co nie funkcjonuje w powszechnym odbiorze zacheca ludzi do obserwacji tego rodzaju prac.

  • "Sztuką jest wszystko to,co wzbudza emocje".Kompletna bzdura! Gdyby przyjac takie kryteria to artystami byliby rowniez pedofife tworzacy z swego pozadania widea-arty. A Mikołaj Długosz lepiej niech stworzy swoj autoportret zamiast bawic sie w drogowego pirata.Przynajmniej nie bedzie narazl innych na niebezpieczenstwo.

  • "oburza, porusza, czasem zawstydza. Wywołuje skrajne emocje" zapowiada się naprawdę ciekawie niesyty jest już po wystawie ale myślę, że warto było się wybrać i zobaczyć.