Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Deszczowa piosenka: Moknąć na wesoło

Deszczowa piosenka: Moknąć na wesoło

2014-03-12 Marta Korycka

Musical "Deszczowa piosenka" to bardzo wierna adaptacja filmu pod tym samym tytułem. Niewiele jest różnic, a tak samo zachwyca. A może i bardziej!

.html
 

Musical "Deszczowa piosenka" to własna inscenizacja Teatru Roma (licencja non-replica), lecz tak samo roztańczona, rozśpiewana, wesoła i mokra jak filmowy oryginał! Reżyser Wojciech Kępczyński, wraz z ekipą stworzył wspaniałe widowisko, które opowiada o krytycznym okresie w historii hollywoodzkiej branży – przechodzeniu z filmu niemego na dźwiękowy. Różnic między wersją oryginalną a inscenizacją jest naprawdę niewiele.

Don Lockwood (w tej roli: Tomasz Więcek, Dariusz Kordek, Rafał Drozd) występuje w filmach u boku Liny Lamont (Barbara Kurdej-Szatan, Martyna Kusior), ale uczuciem obdarza Kathy Selden (Ewa Lachowicz, Marta Wiejak). Jego przyjacielem jest Cosmo Brown (Jan Bzdawka, Paweł Kubat). Widzowie śledzą perypetie tej czwórki na planie filmowym i na deskach Teatru Roma. Oddzielne brawa w trakcie przedstawienia otrzymuje nauczyciel dykcji (Bartek Figurski, Tomasz Pałasz) za lekcję z Donem. Chyba większość z nas powinna się zapisać do niego na prywatne lekcje…

Tytułowa piosenka "Singin’ In The Rain" znana jest chyba każdemu, tak jak stepujący na ulicy w deszczu z uśmiechem na twarzy Gene Kelly. I tak też jest w musicalu. Leje, że hej! Ktoś mógłby pomyśleć, że nastąpiło oberwanie chmury i dach nie wytrzymał naporu kropel deszczu. Ale zapach chloru pozbawia widzów złudzeń. Szczególnie gdy ma się czuły węch i siedzi blisko sceny… w ‘strefie zrzutu’, tzw. ‘strefie deszczu’. Ale spokojnie, dla każdego widza z pierwszych rzędów teatr zapewnił… fartuszek przeciwdeszczowy!  Cienkie i liche to to, ale dość dobrze chroni przed strugami deszczu. Zwłaszcza gdy człek zdąży się nim przykryć.

I trzeba uważać na aktorów!. Oni mokną z uśmiechem na twarzy, bo rzeczywiście taniec w strugach deszczu sprawia im frajdę. Ale proszę się nie dać zwieść niewinnym minom! Znienacka słychać plask! Gdy noga aktora z przytupem uderza w scenę pod takim kątem, aby jak najwięcej wody poleciało w kierunku widzów. Kwestia tego, czy się odczyta zamiary aktora czy nie, czy się zdąży przykryć czy nie. Zabawa w kotka i myszkę jest przednia.

Komizm sytuacyjny odgrywa w musicalu główną rolę, choć salwy śmiechu wywołuje także głos Liny Lamont. Nic dziwnego, że publiczność wychodzi z teatru z bólem szczęk i brzucha! I nucąc pod nosem: Dzień dobry kłopoty idą w cień. Dzień dobry, bo dobry to dzień.

Kto nie był w warszawskim Teatrze Roma na "Deszczowej piosence", to niech się spieszy! W tym miesiącu są już ostatnie przedstawienia tego musicalu: 12, 13, 14, 15 (2), 16, 21, 22 (2), 23, 26, 27, 28, 29 (2), 30 marca.

 

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.
 







Komentarze
  • Nie zgodzę się z pochlebną recenzją tego spektaklu. Może nie odbiega nadto od filmowego pierwowzoru, ale... nie do końca spójny fabularnie, z nadmierną ilością układów choreograficznych, zbyt długi i wręcz nużacy. Owszem, piosenki odśpiewane poprawnie, ale nie zachwycająco; jedynie fragmenty tańca w deszczu wykonane brawurowo. Niby w porządku, ale mimo wszystko - mogłoby być lepiej.

    • Ja także mam mieszane uczucia co do tego spektaklu. Dużo się dzieje na scenie, jest kolorowo, całość zrobiona z rozmachem, nawet woda jest mokra :) Z drugiej strony spektakl bardzo mi się dłużył, wydawał się mocno naiwny. Jest to moim zdaniem typowy produkt kultury masowej.

  • Skoro jest to wierna adaptacja filmu Stanleya Donena,to czy nie lepiej jest zobaczyc oryginal? Powyzsze opinie zdaja sie tylko potwierdzac taka teza.Moze byloby inaczej gdyby spektakl wnosil cos nowego?