Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Drakula przebity kołkiem

Drakula przebity kołkiem

2012-02-10 Łukasz Badula

Jest w głównym obiegu kultury epidemia, którą należy niezwłocznie powstrzymać. Chodzi o zataczającą coraz szersze kręgi plagę wampiryzmu. Istoty, które niegdyś straszyły na obrzeżach literackiej pulpy i kina klasy B., w poszukiwaniu świeżej krwi wdarły się do intelektualnego mainstreamu. Spijają posokę, gdzie tylko można, aspirując do miana podręcznej metafory od wszystkiego. Agnostyczny lub sataniczny bunt? Wampiry. Narkomania? Wampiry. Prześladowane mniejszości seksualne? Wampiry. Transgresja? Wampiry. Czosnek już nie wystarcza. Czasem po prostu trzeba wbić osinowy kołek. Tak jak zrobił to Piotr Szczerski, zawiadujący Teatrem im. Żeromskiego w Kielcach.

.html
Drakula w hollywoodzkim Muzeum Figur Woskowych, tam jego miejsce?/Wikipedia

Dyrektor kieleckiej placówki zreflektował się trochę późno, bo miesiąc przed spodziewanym atakiem wampira. Wcześniej, chyba nieświadomy zagrożenia, planował na deskach Żeromskiego nową adaptację "Drakuli" Stokera. Ciężko pojąć, jakimi torami chadzała wtedy myśl pana dyrektora. Wyobraźmy sobie pospolitego konsumenta kultury. W telewizji - "Czysta krew", w radiu - wampiryczne songi którejś z emo- gwiazd, w księgarniach - kolejne tomiszcze o wampirach rozpatrywanym pod jakimś nowym (najlepiej lacanowskim) kątem. Ba, i w dodatku cała Warszawka żyje premierą "Nosferatu" Jarzyny. Doprawdy, jedyne o czym marzy zawampiryzowany na Amen odbiorca, to jeszcze oglądać hrabiego Drakulę w teatrze.

Plany Szczerskiego, owszem, były ambitne. Dyrektor chciał pokazać Stokera w adaptacji Piotra Siekluckiego. Sieklucki, enfant terrible młodego teatru, chyba miał świadomość bezkresnej nudy, jaka bije z kart XIX-wiecznej powieści. Dlatego ochoczo zaczął przy niej majstrować. Trochę markiza de Sade'a, trochę homoerotycznej optyki i na wszelki wypadek pogadanka o historycznych psychopatach, z Gillesem de Reisem na czele. Słowem, "Dracula" reżyserowany przez śp. Passoliniego. Dla jasności, z okresu "Salo", a nie "Ewangelii wg św Mateusza".

Scenariusz Siekluckiego zawiera wiele drastycznych tyrad i zabawnych bon motów ("Biseksualizm zwiększa twoją szansę na sobotnią randkę"). Szczerski postanowił udostępnić go online, dla uargumentowania własnej decyzji o odwołaniu spektaklu. Na kilka tygodni przed planową premierą. "Draculi" na deskach Żeromskiego zatem nie będzie. Przebity kołkiem hrabia jednak jeszcze wierzga. Głównie na Facebooku.

Zbyt nihilistyczne, niemoralne, zepsute do szpiku kości, a poza tym biseksualne, czego Pan Bóg nie akceptuje - tak według Siekluckiego wyglądały słowa pożegnania z dyrekcją kieleckiej placówki. Post na portalu społecznościowym opatrzył jeszcze własną dobitną opinią: oto jest prowincja i brak gustu i własnego zdania, gdzie panny z biura decydują o tym, co winno się wystawić! Murem za twórcą stanęli znajomi z Facebooka. W kolejnych postach pojawiły się opinie, że tekst Siekluckiego świetny, a w Kielcach można tylko hagiografie Gosiewskiego wystawiać. 

Znamienite, jak jedne z najbardziej wyeksploatowanych wątków kultury masowej (i wampiryzm i sadyzm) nagle stają się forpocztą postępowości. Sieklucki forsując ich chaotyczną kompilację, siebie ustawia na pozycji innowatora, kielecką dyrekcję spycha zaś do defensywy kołtuństwa. Trzeba przyznać, wyjście na miarę przebiegłych forteli Księcia Ciemności. Lepiej spijać krew teatralnych instytucji jako artysta prześladowany niż artysta- grafoman. Jest więcej niż pewne, iż jego "Drakula" zapuka do drzwi któregoś z polskich teatrów. Kto ma tyle co Szczerski odwagi, aby stawić mu odpór? 



Komentarze
  • zapraszamy do dyskusji na ten temat na oficjalnym profilu kieleckiego teatru http://www.facebook.com/kielce.teatr.zeromskiego

  • A wedlug pana dyrektora na wierne odwzorowanie 19-wiecznej ramotki,ludzie pchaliby sie do teatru drzwiami i oknami?