Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Drzazgi Pana Janka, czyli o odbiorcy słów kilka

Drzazgi Pana Janka, czyli o odbiorcy słów kilka

2013-02-28 Sebastian Gabryel

Na wstępie chciałbym przeprosić, jeśli któryś z Czytelników uzna moje słowa za zbyt ogólnikowe lub pewne rzeczy zbyt mocno kolokwializujące. Zapewniam, że czynię to z pełną świadomością, chcąc przez to jedynie uwypuklić kilka mierżących mnie kwestii.

Utarło się mówić: "Polski rynek muzyczny jest, jaki jest". Bzdura. Niestety, jest dokładnie taki, jaki większość chce aby był. Ale mało kto ma odwagę o tym mówić. Mało kto utożsami się z jego produktami na forum publicznym. A taka jest wola ludu, rozejrzyjcie się wokoło. Zajrzyjcie do okna Janka Kowalskiego. Jedno z podstawowych praw demokracji zadziałało w sferze polskiej kultury, przynajmniej tej muzycznej, z zaskakującą skutecznością. Czy można się z tego cieszyć - to już całkiem inna sprawa.

.html
 

I tak, głaszcze się odbiorców po łepetynach, rugając spuchniętych majorsów, rzekomo jedynych winnych metodycznego psucia jego i tak już rozkojarzonego przez transformację gustu. Tymczasem ów znienawidzone białe kołnierzyki wykonują robotę, którą niejako sami im zleciliśmy. Jest podaż tego, na co jest popyt. A popyt tworzymy my. A raczej ta większość, do której najprawdopodobniej nikt z nas nie chce się zaliczać. Bo wstyd.

Co widoczne na Zachodzie, jeszcze mocniej daje po oczach na naszym rodzimym poletku. Zdaje się, że na początku lat dziewięćdziesiątych muzyczna Polska oszalała, bo kiedy opadła kurtyna, skończyła się jej prawdziwa sztuka. Wcześniej, cenzura i inne narzędzia władzy były dla muzyków niesłychanie represyjne, ale nie jeden, i nie dwóch z nich przyznało, że wymuszało to na nich pewien rodzaj kreatywnej gimnastyki. To właśnie dlatego tamte dźwięki, tamte pełne metafor i symboliki teksty do dziś robią na słuchaczu tak piorunujące wrażenie. To właśnie dlatego Budka Suflera Budce Suflera nie równa. Zrobiło się ciasno, pasję wyprała chłodna kalkulacja.

Polska muzyka nie wykorzystała szansy, jaką dał '89. Zachłysnęła się wolnością i bezmyślnie uciekła w biznes. Ocalało SBB i kilku innych, ale reszta rozpierzchła się na boki, schodząc z obranej drogi lub odcinając kupony czy dokonując autoplagiatów. Skalę szarości zastąpiliśmy paletą barw, ale zbyt często robiąc z jej kolorów skrajnie zły użytek. To przykre, że potransformacyjna radość ma smak disco polo. Smak jedyny w swoim rodzaju i tak cholernie osobliwy dla naszej mentalności, że trudno określić kiedy uda się o tej pstrokatości zapomnieć. Minęły ponad dwie dekady, a my jak czkaliśmy, tak czkamy.

.html
 

Od tamtego czasu statystycznego Janka Kowalskiego toczy maniera muzycznej bezrefleksyjności. Traktującego muzykę jak Muzak. Stwarzającego sobie nią jedynie miałkie tło dla prozy codziennych czynności. Radiowe molochy plumkają aż miło, w TV dinozaury i pięciominutowe pop-gwiazdki tańczą w kółeczku, w zadymionych klubach 40-letnie ostoje "jedynie słusznej prawdy i autentycznego buntu" tworzą sobie co liczniejsze kółka wzajemnej adoracji. Trzeba być ślepym żeby tego nie widzieć. Czasem największa hipokryzja jest właśnie tam, gdzie najmniej można by się jej było spodziewać. I nikt tego kręgu nie przerwie, kiedy wszyscy się pospali, zapadli w flegmatyczny letarg. Bo i po co? Pieniądz się zgadza. Dla całej reszty dawno zabrakło już miejsca.

Dla Kowalskiego od dawna czas stoi w miejscu. Do znudzenia lamentuje: "Potrzebuję świeżości!", pozostając całkowicie ślepym na nowe gatunki i trendy. Boi się tego co nowe, boi się, bo muzykę doznaje, a raczej już tylko odtwarza z czystego sentymentu, tęsknoty za "cudownymi latami". W różnym stopniu dotyczy to zarówno pokolenia 30 i 40 +, jak i całej tej gimbazy, na którą zwykło się narzekać. Skądś ona jednak czerpie te wzorce. To właśnie dlatego na ulicy widzimy dzieciaki odziane w czarne t-shirty z uśmiechniętą buźką Nirvany, nie mające jakiegokolwiek pojęcia, ba, nawet najmniejszej ochoty na dowiedzenie się czym właściwie ten cały grunge był. Screaming Trees, Tad, Babes In Toyland... Zapytajcie ich o którąkolwiek z tych nazw. Najpewniej na odpowiedź nie macie co czekać. Przenieście taką postawę na prawą i lewą stronę, a zapewniam, że obraz stanie się przerażający.

.html
 

Przestańmy więc zrzucać winę na wielkie wytwórnie, popatrzmy na siebie. Może nie jednostkowo, ale z lotu ptaka na kraj, który kiedyś ze swoją muzyką mógł się naprawdę pokazać w świecie, a dziś najczęściej wraca z niego z podkulonym ogonem. Co jeszcze bardziej bolesne, nawet Ci, którzy wychodzą z szeregu mają wiele za uszami. To właśnie niektórych z nich możemy obwiniać, choćby za śmierć polskiego rocka. On to nie tylko Kult, Myslovitz i Pidżama Porno, serio. Rockowy Janek woli międlić tysięczny raz z rzędu "Długość dźwięku samotności" i "Twoja generacja", niż poruszony nimi rozejrzeć się co jest dalej. Wolał się przyzwyczaić, bo to nie przynosi zawodu i nie wymaga wysiłku. Wolał osiąść przy dobrze znanych standardach, wałkując je wciąż i wciąż, jak mantrę, nie dostrzegając, że prócz tego jest jeszcze coś dookoła. Zabija scenę, której rzekomo hołduje, bo hamuje jej rozwój swoim krótkowzrocznym odbiorem muzyki. Bo do nowego i nieznanego nawet lęka się podejść.

Debiutanci poddają się szybciej niż kiedykolwiek lub w końcu próbują się dopasować do tego, co dla Janka jest fetyszem. Odmienią więc indie rocka i punk rocka przez wszystkie przypadki i będzie hulać jak ta lala. Ku uciesze "łaknących świeżości", których zresztą co niemiara i przy innych scenach, którym hołdują. No, może za wyjątkiem szczególnie otwartej na innowacje elektroniki oraz wszelkiej maści awangardy i realnej alternatywy. Używając jej drugiego znaczenia, to właśnie jej boją się Kowalscy. Ortodoksja nigdy nie przynosi dobrego. Stoi w jawnej opozycji do postępu na każdym polu. Ale Janek, jak to Janek - wszędzie widzi drzazgi, a swojej belki nie widzi.





Komentarze
  • Co do meritum to nietrudno przyznac Autorowi racje.Problem bierze sie z tego,ze w wiekszosci myslimy tak jak inzynier Mamon z filmu 'Rejs"i podoba nam sie to co znamy.Prywarnym stacjom nie ma sie co dziwic,ze graja "sieczke"-po prostu im sie to oplaca,ale publiczne media powinny rowniez ksztaltowac swiadomosc kulturalna spoleczenstwa dajac im szeroki wybor propozycji.W pewnym stopniu tak dziala radiowa 'Trojka".Moze byloby z tym lepiej-ale ile osob placi abonament? Z drugiej strony slychac-dlaczego mam placic,skoro nie ma tam czego sluchac! Koli sie wiec zamyka! Otwarcie na nowe rzeczy jest teraz o tyle latwiejsze,ze majac internet nie jestesmy skazani tylko na to co serwuje nam radio i telewizja. Sa tez liczne male wytwornie fonograficzne. Wymaga to tylko troche zaangazowania i poswiecenia pewnej ilosci czasu.

  • Faktycznie, stan polskiej sceny muzycznej nie jest najlepszy. Zgodzę się z autorem, że to my, słuchacze, tworzymy popyt na muzykę. A to, że przeciętny Polak słucha Weekendu, no cóż...

  • Wielu już całkowicie przekreśliło polską muzykę a jest to smutne wiem że czasem teksty nie są górnolotne czy melodia ale tak na prawdę jest wielu naszych rodzimych wykonawców którzy za granicą robią niesamowitą karierę.