Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Każdy tutaj bije się z tymi samymi myślami

Każdy tutaj bije się z tymi samymi myślami

2014-02-22 Janusz Kaczmarek

Z Michałem Mrozkiem, autorem pierwszej powieści studenckiej, rozmawiamy nie tylko o studiowaniu.

.html
 Michał Mrozek w bramie kamienicy przy toruńskiej ulicy św. Ducha...

Premiera książki "Tak jak każdy tutaj" toruńskiego pisarza Michała Mrozka miała miejsce 7 grudnia ubiegłego roku. To opowieść o życiu, które w ciekawy sposób mknąc do przodu, stoi jednocześnie w miejscu. Autor, z wykształcenia politolog, od kilku lat jest związany zawodowo z jedną z toruńskich stacji radiowych. W 2011 roku zadebiutował powieścią "Trzy Certyfikaty", która otrzymała miano pierwszej polskiej powieści studenckiej. Tak, jak każdy tutaj to jej nieformalna i samodzielna kontynuacja.

Nieprzypadkowo spotkaliśmy się z autorem na toruńskim rynku pod pomnikiem Mikołaja Kopernika. To uniwersalne miejsce spotkań przed imprezami czy wspólnymi wyjściami służące w obrębie toruńskiej starówki za najbardziej popularny punkt orientacyjny. Tak więc spotkaliśmy się dziś pod "Kopcem". Tak jak każdy tutaj.


Janusz Kaczmarek: Michał, co możesz nam powiedzieć o tytule swojej najnowszej książki?

Michał Mrozek: "Każdy tutaj" (w naszym wieku) boryka się też z tymi samymi problemami. "Każdy tutaj", gdy słyszy o piątkowym czy sobotnim spotkaniu, układa sobie w głowie jego "alkoplan". "Każdy tutaj” po zbyt ciężkim poimprezowym poranku z głową przy muszli klozetowej, przyrzeka całemu światu, że już więcej nie pije. "Każdy tutaj” narzeka na rząd, wyimaginowany kryzys, na umowy śmieciowe, na finansową wegetację lub brak pracy. "Każdy tutaj” (jak bohater mojej książki) nie chce myśleć o przyszłości, bo to tylko i wyłącznie sprowadza się do frustracyjnych myśli, narzekań i szukania przyczyn. Tytuł mojej drugiej książki nie wziął się więc znikąd – naprawdę "każdy tutaj", z pokolenia dzisiejszych 24-25-26 latków, bije się z tymi samymi myślami, które są wielokrotnie bagatelizowane nie tylko przez starsze pokolenia, ale także przez samo społeczeństwo... Ale o tym pewnie jeszcze dzisiaj porozmawiamy...

Wedle życzenia. Najpierw jednak powiedz nam, czy zdawałeś sobie sprawę, jeszcze przed premierą "Trzech Certyfikatów", że otrzyma ona miano pierwszej polskiej powieści studenckiej?

Jeszcze przed wydaniem tamtej książki odbyły się poszukiwania powieści studenckich, znalazłem kilka książek, które poruszały tę tematykę, ale żadna z nich nie starała się tak szeroko podjąć ten temat. Zresztą – nie oszukujmy się – pojęcie studiowania z każdą partią kilkunastu lat zmienia swoje znaczenie, dzisiaj studiowanie nie jest niczym elitarnym, wręcz przeciwnie – dotarliśmy do punktu, w którym osoba, która nie idzie na studia jest traktowana dziwnie. Inaczej. Można tutaj zaserwować taki przykład – z tego co wiem oboje jesteśmy z rocznika 1988 – na moich studiach, z osiemdziesięciu studiujących osób, chyba tylko trzy czy cztery były starsze bądź młodsze. Z którego jesteś rocznika? 1986? Co się stało? Oblałeś jakieś studia? Wyjechałeś do Ameryki? Sensacja!

Studia stały się dla tego społeczeństwa kolejnymi, obowiązkowymi klasami liceum, które wypada zaliczyć. A dyplom magistra niektórych kierunków nie ma żadnej mocy (nie chcę generalizować, mówię o tych kierunkach, z którymi miałem do czynienia – czyli o pochodnych humanizmach i na siłę wymyślanymi przez uczelnie „bezpieczeństwach wewnętrznych”). Dlatego studiowanie niektórych przedmiotów jest bezsensowne – może rozwija umysł czy spostrzegawczość – ale tylko tych, którzy chcą się w to zaangażować. A takich osób na osiemdziesięcioosobowym roku jest może z siedem, osiem? Gdyby się zapytać „dlaczego wybrałeś ten kierunek?” - to najczęściej usłyszysz odpowiedź „a bo podobno tutaj najłatwiej zdać”.  Bardzo łatwo byłoby zrobić sito takich osób, ale nikomu to się nie opłaca – więc całe rzesze studentów, którzy chcą tylko zdać – wychodzą z uczelni z dyplomami, które mają taką samą siłę jak te zdobyte z wysoką średnią i godzinami spędzonymi na nieobowiązkowych wykładach i w bibliotece.

Kiedyś podczas wywiadu dla Polskiego Radia powiedziałem na nagraniu (program nie był na żywo), że w takiej formie studiowanie jest bez sensu, a tworzenie licencjatów i magisterek to po prostu przepisywanie innych książek (bo gdybyśmy sami potrafili stworzyć naukową teorię, bylibyśmy doktorami, a nie studentami trzeciego roku). Kilka chwil później usłyszałem, że mam jeszcze szansę cofnąć swoje słowa, bo „są bardzo kontrowersyjne”. Nie cofnąłem. I umówmy się, że w ogóle nie są kontrowersyjne i wszyscy o tym wiedzą, ale przecież po co o tym mówić, skoro tak miło to się wszystko kręci, a rodzice fundują swoim pociechom dodatkowe lata dziecięcej beztroski...

No właśnie - Trzy Certyfikaty były powieścią o przedłużaniu dzieciństwa. O czym piszesz w Tak jak każdy tutaj?

.html
.. tej samej, która ozdobiła okładkę drugiej powieści/wydawnictwo Coś Pięknego

"Tak jak każdy tutaj" to jest taka trochę nieformalna kontynuacja "Trzech Certyfikatów". Tam główny bohater był studentem, który przeprowadzał czytelnika przez zagmatwany świat miłości, pieniędzy i przesuwania się z jednego semestru na drugi jak najmniejszym kosztem naukowym, a "Tak jak każdy tutaj" to książka dojrzalsza, samodzielna, aczkolwiek opisująca losy bohatera, który już jest absolwentem i szuka swojej drogi. "Szukanie drogi" jako stwierdzenie też urosło już trochę do miana legendy – czy on zostanie mistrzem olimpijskim, czy znanym muzykiem, czy może właścicielem firmy farmaceutycznej zarabiającej miliony...?  A prawdziwe szukanie swojej drogi przez absolwentów to bardziej pytanie: czy wyprowadzić się do innego miasta poszukując pracy, czy zgodzić się na umowę o dzieło i pracować w firmie, która nas zatrudniła, czy wrócić do rodzinnej miejscowości, czy zmienić mieszkanie i czy uparcie szukać finansowej przyszłości łącząc ją ze zdobytym kierunkiem, czy rzucić wszystko gdzieś, przebranżowić się, otworzyć własny biznes lub zakotwiczyć w spokojnym wegetacyjnym życiu z dochodów w pracy w barze czy sklepie odzieżowym... ?

"Tak jak każdy tutaj" to taka mieszanka goryczy, niespełnionych oczekiwań, ale jednocześnie przyjemnego życia. Bo nie brakuje w niej imprez, podróży, przygód, miłości, przypadkowego seksu, wódki, burd... A jednocześnie takie życie jest "sztuką dla sztuki". Książka opisuje rok z życia bohatera, od zimy do zimy, w którym dzieje się tak dużo, że wiele osób powiedziałoby "wow, chcę mieć takie życie!", a z drugiej strony ukazuje ona główny życiowy cel większości młodego pokolenia, które nie ma wsparcia ze strony rodziców i musi utrzymywać się same. A ten cel jest prosty: i tak nigdy nie odłożę na nowe mieszkanie czy samochód, bo po dziesięciu latach oszczędzania stać mnie będzie na dwa metry kwadratowe, albo same koła i przednią szybę. Więc pożyjmy sobie jak najmilej, niech jak najmilej zleci ten czas, niech przyjemnością wypełni się okres do naszego kolejnego, małego celu jakim będzie urlop, święta, wyjazd na imprezę czy lato. Bo wielkie cele są i tak poza zasięgiem.

Najlepszy komplement będący recenzją książki usłyszałem od kolegi z pracy, który powiedział: Sam nie wiem, czy ta książka ma nastawiać mnie pozytywnie czy negatywnie. I taki właśnie był cel. Pozytywnie żyjemy, imprezujemy jak główny bohater, ale negatywnie myślimy o życiu za każdym razem, gdy widzimy, że ktoś nas oszukał obiecując bycie "kadrą kierowniczą, no bo przecież magister". A takie hasła trafiają do 16stolatków, którzy myślą o swoich studiach i swojej przyszłości – i nie można ich o to winić. I nie możemy winić siebie, że w to uwierzyliśmy.

Powiedz, do kogo adresowana jest książka Trzy Certyfikaty i Tak jak każdy tutaj? Czy pisałeś dla jakiegoś konkretnego grona czytelników?

Nie chciałbym ograniczać wizji czytelnikom, bo uważam, że zarówno pierwszą jak i drugą książkę mogą przeczytać licealiści (pewnie zachęci ich do studiowania, choć efekt powinien być raczej odwrotny, aczkolwiek nie spodziewałbym się tak perspektywicznego myślenia i świadomej rezygnacji z przyjemności, które ewidentnie choć krótkofalowo studiowanie przynosi), ale także studenci czy nawet pokolenie będące rodzicami studentów – też mam oddźwięk od osób powyżej czterdziestego roku życia, które nie do końca wierzą, że tak wygląda życie ich potencjalnych dzieci.

Jeżeli faktycznie to pokolenie tak się zachowuje, to jestem zszokowana - taką opinię kiedyś dostałem. I wiesz: dla kogoś to jest szokujące, a czytają obie książki studenci i mówią nic szokującego, u mnie były bardziej szalone imprezy. A różni te dwa stanowiska kilkanaście lat! Rewolucja by się stała, gdyby wszyscy rodzice przestudiowali obie książki przed wysłaniem pociech na studia. Zniszczyłbym klawe i radosne życie tysiącom osób...

"Trzy Certyfikaty" to książka o studentach, ale niekoniecznie tylko dla studentów, a "Tak jak każdy tutaj" to książka o absolwentach, choć niekoniecznie tylko dla absolwentów, a pisałem do grona odbiorców. Po prostu. Zachęcam każdego dorosłego (ze względu na przekleństwa) do spojrzenia w zdania, które prostym językiem opisują świat tak daleki i tak bliski. I zdecydowanie prawdziwy – tego jestem pewien. Mogę mieć wątpliwości odnośnie swojego stylu, odnośnie języka, przekleństw, odnośnie formy – ale opisuję prawdziwy, realny świat, który istnieje w równoległej dla starszego pokolenia rzeczywistości.

Właśnie, z pewnością każdy czytelnik podczas lektury twoich książek zastanowił się, ile z tego co dzieje się w książkach, wydarzyło się naprawdę w życiu autora. Czy główny bohater to twoje alter ego? Czym się inspirowałeś pisząc obydwie książki?

Obie książki to stuprocentowa fikcja literacka. Choć inspirowałem się sytuacjami z życia moich znajomych, w końcu sam studiowałem sześć lat więc zdążyłem spotkać lekką ręką setki osób z różnymi wizjami świata, z przygodami, z doświadczeniami, które być może brzmi czasami wręcz nieprawdopodobnie, ale każdy z nas zna kogoś, kto ma bagaż doświadczeń  i w przypadku, gdy znamy taką osobę to jej historie są naturalne i wpisane w jej osobowość, w końcu znamy się kilka czy kilkanaście lat. Kilka przygód moich bohaterów wpadło mi do głowy w pozornie podobnych sytuacjach, gdy wyobraziłem sobie, że "teraz mogłoby się zdarzyć coś takiego”. Poza tym Marek Hłasko kiedyś podobno powiedział, że nie liczy się prawda, tylko liczy się siła opowiadania. Przemyśleń w moich książkach jest bardzo dużo, są one realne i prawdziwe, więc na hiperbolizację niektórych przygód, które nie wpływają na całokształt życia i osobowości bohaterów mogłem sobie pozwolić.

Główny bohater nie jest moim alter ego, ale wydaje mi się, że jest głosem mojego pokolenia, osobą kumulującą w sobie te wszystkie cechy, wątpliwości i rozdwojenie jaźni, jakie można znaleźć w każdym z nas. Bo "wszyscy tutaj" są do siebie bardzo podobni, choć mocno przecież lansuje się obecnie "indywidualizm" oraz "bycie innym". Bezsensownie. Każdy i tak czuje się sobą i nie potrzebuje przekonywania go, że musi "odnaleźć siebie”. A poczucie wspólnoty i wspólnych problemów pomaga się z nimi zmierzyć, pogodzić, przetrwać, udowodnić, że nie jest się „innym”, tylko po prostu częścią całego, milionowego pokolenia. Ktoś nas po prostu tak urządził. A my nie wyjdziemy z tego względu na ulice. Bo z drugiej strony nie jest aż tak źle…

Chciałbym zapytać, na ile wg ciebie "Trzy Certyfikaty" i "Tak jak każdy tutaj" są opowieściami o przegrywaniu życia, a na ile o bezwzględnej rzeczywistości, która odziera ze złudzeń?

.html
 Okładka debiutanckiej powieści autora...

Ależ nigdy nie mówiłem i nawet nie pomyślałem, że ktoś kiedyś przegrał życie. Specyficzna „wegetacja” nie ma nic wspólnego z przegraniem życia! Czujesz się przegrany? Nie czujesz. Ja też absolutnie nie czuję. My sobie po prostu w jakiś swój sposób żyjemy. I przeżywamy świetne dni, bywamy na niezapomnianych imprezach, kochamy się, spotykamy z przyjaciółmi w restauracjach od czasu do czasu… I wyjeżdżamy na wakacje i niekoniecznie tylko do Międzyzdrojów. Chodzi tylko o to, że nic się w naszym życiu nie zmienia generalnie, bo żyjemy tą metodą bliskich celów o której już mówiłem, po prostu staramy się jak najmilej przeżyć życie, ale widzimy, że niektóre rzeczy są zupełnie poza naszym zasięgiem. I to jest ta bezwzględna rzeczywistość, bo mieliśmy być przecież kadrą kierowniczą i elitą intelektualną kraju. A nie jesteśmy. Bo tych intelektualistów nagle zrobiły się setki tysięcy i żaden z nich nie będzie chciał z uśmiechem na twarzy pracować fizycznie. Bo chciał być kierownikiem. Dyrektorem. A musi finalnie pracować w sektorze nie wymagającym intelektualnego wytężenia, żeby zarobić na chleb i czynsz, więc popada w swoistą depresję czy wegetację i nic z tego nigdy nie będzie dobrego wynikać.

I choć teraz pewnie trochę przesadzę, to po pięciu, sześciu latach studiowania bez najmniejszej kontroli zwierzchników – w depresję potrafi wprowadzić codzienne wstawanie do pracy o godzinie 6:00. Tyle lat bumelowania, balowania, oglądania seriali i nagle obowiązki!  (śmiech)

Przygotowując się do naszej rozmowy znalazłem wypowiedź anonimowego internauty, który w komentarzu pod artykułem związanym  z premierą Tak jak każdy tutaj napisał, że konieczność zdobycia wyższego wykształcenia jest w dobie kapitalizmu tylko kolejnym sposobem sięgnięcia do czyjegoś portfela. Jak zapatruje się na to absolwent jednej z renomowanych państwowych uczelni - Michał Mrozek?

Czytałem te opinie o kapitalistycznej wizji studiowania. Podobają mi się. Ciekawe spojrzenie. Lubię takie mocne i odważne stwierdzenia, aczkolwiek nie oszukujmy się – to po prostu zabawna teoria spiskowa. Choć przyznajmy, że działania małych, nic nieznaczących prywatnych uczelni to jest po prostu kpina z systemu edukacji i takie dyplomy magistra nie mają nic wspólnego z dyplomami magistrów szkół publicznych, które też często (podkreślam na kierunkach humanistycznopodobnych) i tak nie są przecież okupione krwią… Powinien być dyplom magistra stopnia pierwszego, drugiego i trzeciego. A dzisiaj magister to magister, kogo obchodzi, czy miałeś same piątki, czy otarłeś się o stypendium ze średnią 3.0?

Podbij do studentów, którzy zaliczyli historię polski na studiach. Czy to na politologii, czy na stosunkach międzynarodowych, czy bezpieczeństwie wewnętrznym. Gwarantuje odnalezienie 25% „studentów”, którzy nie będą w stanie ze 100% pewnością podać daty wprowadzenia stanu wojennego. Wszystko w temacie.

Zmieniamy kierunek. Czy uważasz, że współczesny, a tym bardziej początkujący pisarz, powinien być również specem od marketingu?

Ja zawsze starałem się i staram, żeby nigdy nie promować tylko i wyłącznie samej książki, ale jakąś ideę i pomysł, który za tym idzie. W styczniu w Bydgoszczy odbyło się spotkanie autorskie po premierze książki „Tak jak każdy tutaj” - które przerodziło się w zasadzie w dyskusję dwóch pokoleń właśnie o losach absolwentów, studentów, o sensie samego studiowania... I faktycznie to spotkanie potwierdziło moje spostrzeżenia, że problemy młodych są bagatelizowane, a ja mam fanaberie i jestem marudą. A sama premiera "Tak jak każdy tutaj" odbyła się w grudniu zeszłego roku i połączyłem ją z wystawą zdjęć "One Day, One Face". To jest projekt toruńskiego fotografa Sławomira Jędrzejewskiego, który publikuje jedno zdjęcie – portret przypadkowo spotkanej na ulicy osoby. Przez trzy lata opublikował już ponad tysiąc zdjęć – i wybrane zdjęcia z jego projektu na ścianach, połączyliśmy z premierą "Tak jak każdy tutaj" - w końcu "każdy tutaj" może zostać spotkany na ulicy, te jego tysiąc zdjęć to tak naprawdę "każdy tutaj" z Torunia... I to wszystko połączyliśmy z industrialnym wnętrzem poddasza klubu NRD w Toruniu i nieprzypadkową datą – chciałem, żeby jeszcze nie było białej i trochę optymistycznej zimy, ale żeby jesień była już bardzo późna i by klimat był nieco melancholijny i może nawet... depresyjny? Biada sztuce, która nie budzi emocji.

Wracając jeszcze do depresyjnego klimatu – chyba największym komplementem jaki usłyszałem po wydaniu "Trzech Certyfikatów" było zwierzenie pewnego czytelnika: przeczytałem książkę i musiałem iść do monopolowego. Poczułem potrzebę pilnego, klimatycznego napicia się na smutno wódki.

Wracając do tematu, wcześniej też zawsze starałem się chociażby promować czytelnictwo – w marcu 2012 roku zorganizowałem flash moba na Dworcu Głównym PKP, gdzie w jednej chwili ponad sto osób czytało książki. Podjeżdża pociąg – a tam w Toruniu wszyscy czytają! I na to wszystko dorzuciłem jeszcze bookcrosing – te książki, które były czytane, można było wymienić na wydrukowane specjalnie na tę okazję wydanie "Trzech Certyfikatów” - a zebrane książki zostawiliśmy na dworcu, by umilić czytanie innym podróżnym. Taki pomysł. Wszystko nazwaliśmy tytułem "Kolej na książkę", choć w grę wchodził jeszcze "Pociąg do książki". Wszystko oczywiście oklepane i jak się okazuje "ktoś już coś kiedyś takiego wymyślił" (śmiech)

Premiera "Trzech Certyfikatów" też miała w pewnym sensie symboliczny wymiar, bo zorganizowaliśmy ją w... studenckim klubie muzycznym. Z jednej strony mieliśmy więc grubą imprezę (studenci piją i tańczą), z drugiej  premierę książki (studenci czytają), z trzeciej – finał popularnej w Toruniu akcji studenckiej „Wampiriady” (studenci pomagają innym, oddając krew).

Czy będziesz kontynuował opowieść o losach głównego bohatera. Czy jest szansa na to, że znajdzie on dobrze płatną posadę w biurze usytuowanym na 39 piętrze nowoczesnego wysokościowca, otrzymując pokaźną wypłatę, służbowy laptop, auto, smartfon?

Nie ma na to szansy – mój bohater straciłby wtedy swoją wiarygodność. Tutaj możesz w nawiasie napisać „śmiech przez łzy” (śmiech). Generalnie nie mogę powiedzieć, że problemy opisywanych przeze mnie ludzi mnie też dotyczą w stu procentach – wtedy można byłoby mi zarzucić, że jestem po prostu sfrustrowany. A ja mam pracę, w życiu mi się układa, dlatego tym bardziej czuję, że mogę z pełną odpowiedzialnością za słowa pisać o problemach społeczeństwa, które są szczegółowo omawiane przy każdym dłuższym, piątkowym czy sobotnim spotkaniu z moimi przyjaciółmi. My też tworzymy legendy, tak jak tworzona jest legenda o mitycznym kryzysie w każdej branży. A na ulicach coraz droższe samochody.

Czy w takim razie możesz uchylić rąbka tajemnicy, czego będzie dotyczyć twoja powstająca powieść?

Tym razem część książki będzie już osadzona w Toruniu (do tej pory nigdy nie używałem nazw miast, w których działa się akcja), a część na emigracji. Mam taką wizję stworzenia równoległej opowieści na trzech płaszczyznach, które będą łączyć się w jedną całość, ale tylko i wyłącznie na życzenie czytelnika, jeżeli będzie chciał je połączyć… Osobno też będą grać same w sobie. Brzmi enigmatycznie, ale naprawdę jestem przekonany, że to kolejny poziom, jakby to ująć, artystyczny. Nic w guście Cortazara i przyznam szczerze, że największą męką są dla mnie zawsze pytania: „o czym jest twoja książka”.

Być może ta nowa powieść zniszczy wizję zgorzkniałego świata studentów i absolwentów, którą do tej pory tworzyłem, ale po pierwsze nie mogę sam siebie ograniczać, a po drugie, tak jak już wcześniej powiedziałem, temat na razie uważam za wyczerpany. Po prostu mam pomysł na coś nowego, świeżego, trochę… tym razem nie dekadenckiego, a abstrakcyjnego? Czy trafiony to będzie pomysł? To już ocenią czytelnicy. A jak nie wyjdzie, to napiszę w końcu coś o smokach. Będzie bestseller.

Tego oczywiście życzę i dziękuje za rozmowę.


Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj.    







Komentarze
  • Czytałam "Tak jak każdy tutaj" i przyznam temu gościowi rację... Problem zależy od perspektywy - ale każdy jest istotny, jeżeli dotyczy tak dużej grupy osób...

  • Jest dużo prawdy w tym co mówi...

  • jaka powieść studencka? o istnieje już taki gatunek? bo literaturze kobiecej powstała powieść studencka, hmm...

  • Prawde mowiac to troche mnie juz mecza wszechobecne "etykietki" majace na celu zdefiniowanie zarowno muzyki,jak tez literatury.Termin powiesc studencka raczej nie zacheci mnie do lektury.

  • "Etykietek" nie narzucają autorzy tylko wydawcy, dziennikarze i tak dalej... Co masz odpowiedzieć (jako pisarz) gdy przychodzi ktoś i rzuca Ci pytanie na twarz "o czym jest książka"? yyy.... "o studentach" - no to mamy "powieść studencką". I trach. Ja bym po prostu chciał to przeczytać i tyle - kupiłem sobie ebooka - czeka w kolejce.