Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Kultura na legalu

Kultura na legalu

2012-08-12 Łukasz Badula

Czy i Wam Zbigniew Zamachowski podziękował za korzystanie z legalnego źródła? Kampania Fundacji Legalna Kultura wydaje się wszechobecna. Telewizja, internet, kina, ale też masowe imprezy. Aż strach zajrzeć do lodówki. Z tego też powodu niżej podpisany omijał szerokim łukiem witrynę inkryminowanej akcji. Okazuje się jednak, że strach ma wielkie oczy, a bycie na legalu nie oznacza natychmiast karmienia wielkich korporacji. Tylko, czy podobnie pomyślą główni adresaci akcji; osoby, które z pełną świadomością wypływają w kulturę pod piracką banderą?

.html
 Banner akcji/Facebook
Nieformalny (by nie powiedzieć przestępczy) obieg od kilku dekad rzutuje na samopoczucie środowisk twórczych. Podmioty je reprezentujące próbowały już różnych sposobów na ukrócenie pirackiego procederu. Niestety, jego penalizacja zawsze była spóźniona wobec postępu technologicznego. Ledwie ukrócono produkcję nielegalnych kaset magnetofonowych i wideo, piraci mieli już w ręku kopiarki CD i DVD. Z kolei gdy policja chwaliła się konfiskatą wypalanych płytek, w internecie szalał obieg P2P. Rzecznicy interesu artystów usilnie przekonywali, że proceder pozostaje ten sam, a zmianie ulegają narzędzia mu towarzyszące. Czy rzeczywiście?

Jeśli hasło Legalna Kultura wprowadza w konfuzję, to właśnie z powodu wspomnianej uporczywej kryminalizacji odbiorców. Jeśli spojrzeć na historię muzyki, filmu czy nawet literatury, źródła owych dziedzin nie zawsze bazowały na koherencji z prawem. Z jednej strony, spora część arcydzieł trafiła pod strzechę w wyniku obiegu nieformalnego, np. duplikowana na masową skalę z pominięciem interesów autora. Z drugiej, sami twórcy funkcjonowali poza wszelkimi paragrafami. Legalizm kultury jest więc tak naprawdę zjawiskiem jeszcze świeżym. Wynikiem dostosowania owego niekontrolowanego obiegu do reguł współczesnej ekonomii, gdzie artysta stał się wytwórcą, a odbiorca - nabywcą. 

Uczestnictwo w kulturze byłoby zatem jedynie zakupem określonej usługi? Za taką interpretacją niedawno optowała spora część obrońców legalnej kultury. Rzeczywistość wirtualna w znaczącym stopniu zmieniła jednak sposób patrzenia i twórców i odbiorców. Recepcja dzieł zyskała bardziej płynny, kolektywny charakter. Ba, sam odbiór przybrał bardziej aktywną formułę. Kontekst danego dzieła tworzą już nie tylko reakcje na tak i nie, ale też jego twórcze przeróbki, analizy czy artystycznie nacechowane riposty. Kultura wraca do swoich początków. Jest bardziej zbiorowym doświadczeniem niż sferą elitarnych subskrybentów. Pytanie, jak w takich warunkach zachować rygor legalizmu?

Akcja Legalna Kultura to chyba pierwsza z antypirackich inicjatyw, która niesie diametralnie inny niż dotychczas, bo konstruktywny przekaz. Organizatorzy kampanii zamiast kija wybrali marchewkę. Stawiając na wspólnotowe doświadczenie i wiążąc odbiorcę z twórcą na zasadzie "współ-autorstwa". 

Nie musisz być artystą, żeby tworzyć sztukę. Korzystając z legalnych źródeł tworzysz ją z nami. - przekonują aktorzy i muzycy w serii telewizyjnych spotów. Idea twórczej partycypacji na szczęście nie służy tu jedynie finansowemu wsparciu wykonawców. Legalna Kultura to nie tylko zachęta do płacenia za sztukę, lecz i budowanie świadomości oficjalnych kanałów dystrybucji. A te niekoniecznie wiążą się z kupowaniem. 

Internetowa witryna akcji oferuje zatem stale rozwijaną listę legalnych źródeł kultury, z których wiele jest opartych na bezpłatnym dostępie. Z kolei bogata baza artykułów prawnych pogłębia zagadnienie legalizmu. Prawnicy wyjaśniają np. czy każde ściągnięcie utworu z sieci jest nielegalne, jakie prawa chronią twórcę i co grozi za naruszenie praw autorskich. Istnieje również  możliwość zyskania odpowiedzi na własne pytanie. 

Choć witryna Legalnej Kultury nie niesie potencjału np. Creative Commons, warto chyba dać inicjatywie szansę. Zwłaszcza, że wśród ponad 200 artystów wspierających akcję, znalazły się zespoły, które trudno podejrzewać o koniunkturalizm, m.in. Apteka, Afrokolektyw czy Kapela ze Wsi Warszawa

Nie chodzi o karanie, ale tłumaczenie - wyjaśnia na stronie reżyser Greg Zglinski ("Wymyk"). No właśnie, słysząc w zaciszu kinowym głos Zamachowskiego, można poczuć pewną satysfakcję. Zapłaciłem za bilet, a oni mi za to dziękują. Zwykłe "dziękuję" potrafi zdziałać cuda?  

  • odwiedź witrynę Legalna Kultura tutaj

 









Komentarze
  • Dopoki legalne materialy w internecie beda mialy cene porownywalna z ta w swiecie rzeczywistym,to kwestii piratowania nie zmieni zadna kampania! Czlowiek bedacy anonimowa postacia nie ma obiekcji przed kradzieza. Niestety!

  • Faktyczne, takie kampanie pewnie nie zdziałają zbyt wiele. Ceny legalnych materiałów dostępnych w sieci są zbyt wysokie i nie przystają do przeciętnych zarobków. A do tego dochodzi wspomniana przez andrzejo791 internetowa anonimowość i poczucie bezkarności w internecie.

  • Ta reklama jest bardzo drażniąca. Zgadzam się z przedmówcami w 100% anonimowość w sieci powoduje pewna bezkarność. A z drugiej ceny wydawnictw są drogie, bo muszą utrzymać sztab ludzi pracujących na wytworzenie czegoś nowego.

    • Myślę, że gdybyśmy zaczęli kupować książki w księgarniach czy płyty CD w sklepach, to płyty mogłyby być tańsze. Poza tym mówiąc anonimowość nie zdajemy sobie sprawy, że policja mogłaby mieć takie narzędzia, że anonimowość zostałaby zagrożona...

  • Macie rację. Ale (ja ostatnio zaczęłam właśnie) są w internecie takie strony jak iplay.pl czy deezer.pl, gdzie można posłuchać i ściągnąć za naprawdę drobne pieniądze płytę czy pojedyncze utwory. I chyba o to chodzi :) a filmy można oglądać w wypożyczalniach VOD albo iplex.pl - no jest sporo adresów na stronie Legalnej Kultury. Ja ich nie znałam.

  • Słyszałam o tej kampanii i bardzo się ucieszyłam że w końcu na takową się doczekałam :) ;) mam nadzieję że przyniesie to jakieś choćby minimalne efekty które i tak będą cieszyć :)

  • Najczęściej ci którzy kupują książki czy płyty w sklepach to ci sami, którzy ściągają je z internetu. Dlatego raczej cena się nie zmieni, bo nie ma szans, żeby nagle jakaś fala nowych czytelników przybyła. Trzeba dostosować ceny i możliwości online do tych odbiorców, którzy już są.

  • Ja kupuję w merlinie czy empiku i nie ściągam. Kompletnie nie zgadzam się z Koszką.