Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Łelkam tu Gdynia!

Łelkam tu Gdynia!

2012-05-02 Łukasz Jaroń
Gdynia Film Festival.html
Plakat (poster) 37. Gdynia Film Festival
Po angielsku wszystko brzmi lepiej. Jakoś tak zwięźlej, dostojniej i bardziej światowo. Taki choćby "bilet autobusowy" – aż siedem sylab, wymawia się je w dodatku tak długo, że już w połowie można się zmęczyć. A "bus ticket" - jakże krótko i pięknie! Zakupy przyjemniej robić w "markecie" niż w ordynarnym "sklepie", coraz mniej z nas "lubi" kotlety schabowe, a raczej "preferujemy" hamburgery. Nie dziwi więc chwalebna zmiana, jaka w tym roku zaistnieje w nazwie jednego z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w naszym kraju. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni (trzynaście sylab, uff) przeobrazi się na naszych oczach w Gdynia Film Festival (sześć sylab). Czy to nie wonderful?

Skąd ten jakże wspaniały (great) i niewyobrażalnie trafiony pomysł? Michał Chaciński, dyrektor artystyczny Festiwalu, tfu, Festivalu, na łamach portalu Trójmiasto.pl wyjaśniał: W trakcie pracy nad kampanią medialną odkryliśmy, że niewiele mediów używa pełnej jego nazwy. Dziennikarze posługują się zrozumiałym dla wszystkich skrótem "Festiwal w Gdyni". W związku z pracami nad odświeżeniem wizerunku festiwalu, Komitet Organizacyjny jednogłośnie postanowił, że oficjalna nazwa zostanie skrócona i stąd na plakacie hasło Gdynia Film Festival.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej słusznie minionej i anachronicznej nazwie "Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni". Co to takiego "festiwal"? Taka impreza, podczas której dużo się dzieje i przeważnie ktoś coś wygrywa. "Polskie filmy" to takie, które powstały w kraju nad Wisłą. A "filmy fabularne" to takie, które są pełnometrażowe i nie są dokumentami. Strasznie dużo treści. Co zaś mówi nam nowa, dumna i pięknie brzmiąca nazwa "Gdynia Film Festival"? Już na
Złote Lwy.html
 Golden Lions, czyli Złote Lwy/mat. pras.
wstępie informuje, gdzie się znajdujemy. To zapewne z troski o niesfornych festiwalowych bywalców, którzy mogliby zabłądzić i wylądować na przykład w Działdowie albo Głuchołazach. Reszta jest po angielsku, czyli nieważne, co oznacza. Jakże pięknie brzmi!

Zerwijmy zatem z niechlubnym dziedzictwem 36. poprzednich edycji Festiwalu w Gdyni – pardon – Festiwalu Polskich... No, sami wiecie czego. Witaj, majowa jutrzenko Gdynia Film Festival. Nie pozwólże się zaszczuć oszczercom, co bezczelnie sarkają na Twą obcojęzyczność! Co mówią, żeś kolejnym pompatycznym wymysłem lokalnych polityków! Nie zwracaj uwagi, gdy syczą, żeś nazwą pozbawioną treści, że mogłaś od biedy zostać "Gdyńskim Festiwalem Filmowym"... Nie dawaj wiary żadnym krytykantom. To nie ludzie, to wilki!

Słuszną linię ma nasza władza. Każdy Polak poczuje się od razu pewniej, kiedy pójdzie na festiwal pod angielską nazwą. Będzie mógł wtedy mieć wrażenie, że znajduje się w trochę lepszym miejscu, na przykład w Londynie, Nowym Jorku albo w Złotych Tarasach. Oby tylko tego świetnego wrażenia nie zepsuły prezentowane na Festivalu filmy. One, niestety, będą po polsku. Może za rok organizatorzy i na to znajdą jakiś sposób.



Komentarze
  • Moze nie bedzie az tak tragicznie.Nowy dyrektor festiwalu-Michal Chacinski-mial na pewno podobne odczucia i dlatego postanowil robic selekcje filmow,konczac tym samym z automatyczna prezentacja wszystkich zglaszanych obrazow.Mysle,ze teraz da sie ta impreze przezyc! :)

  • Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni tak na prawdę mało interesowałam się tym festiwalem może w tym roku zobaczę co zaprezentują :)

  • Mogę się podpisać pod tą ironią autora artykułu. Już naprawdę się przesadza z tym nazywaniem wszystkiego po angielsku. Tym bardziej festiwal polskich filmów nazwany po angielsku to jakiś żart.