Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Mali Książęta: Opowieść prawdziwa

Mali Książęta: Opowieść prawdziwa

2014-01-31 Janusz Kaczmarek

Grennanowi udało się pokazać brutalne kulisy nepalskiego konfliktu domowego, w sposób, który sprawia, że jesteśmy jednak pełni nadziei.

.html
 

"Mali Książęta" to książka napisana przez Conora Grennana - człowieka, który został wolontariuszem w Domu Małego Księcia w Nepalskiej wiosce Godawari z ciekawości oraz chęci zaimponowania znajomym. Trzy miesiące, które miał spędzić w ogarniętym wojną domową kraju, na zawsze odmieniły jego życie.

W trakcie trwającej dziesięć lat wojny domowej w Nepalu (1996-2006) życie straciło ponad trzynaście tysięcy osób. Zaś jej katastrofalne skutki gospodarcze boleśnie odczuła kilkaset tysięcy mieszkańców tego bardzo ubogiego kraju.”

Zacznijmy od tego, że Connor Grennan, jakiego poznajemy na wstępie książki, to zbliżający się do 30-stki mężczyzna, który ma w planach odbycie podróży dookoła świata, rzuca pracę, ani myśli o założeniu rodziny, a słysząc zwrot: fundusz edukacyjny dla dzieci, musi sprawdzić w wyszukiwarce, czy faktycznie coś takiego istnieje w rzeczywistości. Jest, jak sam stwierdza: "typowym Amerykaninem". Kimś, kto wyrusza do Nepalu jako wolontariusz po to, aby imponować kobietom, oraz swoim znajomym. Nie bardzo zarazem wiedząc, jakiego zadania się podejmuje.

Podejrzanie wręcz niedomyślny Conor, nie jest nawet w pełni świadomy, że jedzie do kraju, w którym panuje otwarty konflikt. Wychodząc z założenia, że skoro w ulotce informacyjnej zamieszczono adnotację: "wojna domowa", to z pewnością przesadzono. Ba, sam nie jest ojcem i nie ma żadnych doświadczeń związanych z opieką nad dziećmi, a co dopiero sierotami, które doświadczyły okrucieństw wojny domowej. Trzymiesięczny wolontariat bohater traktuje także jako wentyl bezpieczeństwa, umożliwiający mu spokojną realizację dalszych planów podróżniczych.  Bez narażania się na zarzuty lekkomyślności skierowane pod jego adresem przez rodzinę i przyjaciół:

Maoistyczni rebelianci, którzy wystąpili przeciwko królowi, metodą zastraszania i represji przejmowali kontrolę nad kolejnymi wioskami w odległych górskich rejonach kraju. Uprowadzali dzieci i siła wcielali je do swojej armii stworzonej do walki z rządem Królestwa Nepalu.

Z opisanych wyżej pobudek trafia do stolicy Nepalu, a jego naiwne podejście do sytuacji w kraju ulega zmianie już w pierwszych godzinach pobytu. Wtedy, gdy w drodze z lotniska obserwuje stacje benzynowe chronione przez czołgi, druty kolczaste okalające budynki rządowe i żołnierzy uzbrojonych w karabiny. Po dotarciu na miejsce będące domem dla 18 osieroconych dzieci, Conor zaczyna poznawać je oraz ich dramatyczne  losy. Odmienia się jego światopogląd. Jednocześnie historie sierot stają nie tylko inspiracją do dalszej pracy w charakterze wolontariusza, ale trwale związują Grennana z Nepalem:

Strach przed porwaniami wykorzystali handlarze dziećmi. Zwodzili rodziców obiecując, że zabiorą dzieci do Kotliny Katmandu, jednego z nielicznych miejsc w Nepalu pozostającego pod kontrolą Maoistów. Za tę usługę pobierali od ubogich wiejskich rodzin ogromne kwoty pieniędzy. Następnie porzucali swoje ofiary w stolicy Nepalu- Katmandu – setki kilometrów od ich górskich wiosek. W ten sposób dzieci, z których najmłodsze miały około trzech lat - stawały się sierotami.

Lektura wciąga od samego początku (gdy z lekkim niedowierzaniem poznajemy motywy, które popchnęły głównego bohatera do zainteresowania się wolontariatem) aż po fragmenty opisujące zaangażowanego w walkę człowieka, który musiał na nowo zdefiniować swoje życie i obecność w tym miejscu. Grennan zabiera nas w podróż, która nie polega na zasypywaniu czytelnika szczegółami z życia podróżnika. Kiedy Conor uczestniczy w podróży przez Himalaje do wiosek, w których urodziły się dzieci, nie epatuje czytelnika opisami (z pewnością) malowniczych krajobrazów, skupia się tylko na rzeczach istotnych.  

Siła opowieści o Małych Książętach wynika również z faktu, że autor, jak sam mówi, pisał ją z wielką przyjemnością, a wynikała ona z powrotu do chwil, które spędził z dziećmi. Wyraźnie buduje ona pozytywny wydźwięk całości. Sam autor wprost mówi o tym, że to również ich opowieść. Opowieść dzieci, które „zmieniły jego serce”, a potem zainspirowały do wyruszenia w ryzykowaną podróż, aby odnaleźć ich rodziny i pozostałe didi: Zatytułowałem książkę Mali Książęta ponieważ nie mogło być mowy o innej nazwie.

Autor podkreśla jednocześnie, iż w trakcie pisania zdał sobie sprawę, że to nie tylko ich opowieść, ale historia ilustrująca pewien przypadek. Przypadek człowieka, który bez odpowiednich umiejętności, głębokiej pasji do wolontariatu, pragnienia, by zmieniać czyjeś życie, odnajduje w sobie wiele poświęcenia, by walczyć o lepsze życie dzieci cierpiących po drugiej stronie globu.

Jeżeli ktoś na tym etapie lektury recenzji sądzi, że to opowieść bohatera o bohaterze, to natychmiast odpowiadam: i tak i nie.  Tak, ponieważ Grennan z czasem poświęca się walce z obecnym w Nepalu procederem handlu dziećmi i jego skutkami. Robi wszystko, co w jego mocy, aby nieść pomoc poszkodowanym oraz ich rodzinom: poszukując dzieci, odbierając je handlarzom, opiekując się nimi na szpitalnym oddziale dla niedożywionych, wreszcie wyruszając w górzyste tereny oddalone kilkaset kilometrów od Domu Małego Księcia. Żeby odszukać rodziny swoich podopiecznych.

Ale "Mali książęta" to nie tylko bohaterska historia. Grennan opisuje swoje perypetie ze wszystkimi wzlotami  i upadkami. Nie boi się boleśnie rozprawić na jej kartach ze swoją początkową naiwnością, oportunizmem i myśleniem człowieka ucywilizowanego (traktującego pracę wolontariusza jako wymówkę i pretekst). Nie boi się też opisywać swoich lęków, porażek, myśli małych i płochych i jest przy tym całkowicie szczery z czytelnikiem.

Jakie refleksje płyną z lektury Małych Książąt?

Historia Grenanna to dowód na to, ile może dać zaangażowanie i jak bardzo zmienić życie. Zmienić w sposób, którego nie moglibyśmy sobie wyobrazić. To również potwierdzenie tego, że wystarczy czasem niewiele, by pokazać, ujawnić swoją dobrą wolę, a z tego miejsca już niewiele do niesienia pomocy innym.

Książka Grennana nie jest jednak lekcją moralizatorstwa. Nie takie książki lubi przecież czytać sam autor. Morał wypływa z tej historii jakby mimochodem.  Lektura zamiast wszechobecnych pouczeń, dostarcza emocji związanych z nadzieją, poruszeniem losem dzieci, wzruszeniami. Grennanowi udało się pokazać brutalne kulisy nepalskiego konfliktu domowego,  bezwzględnej chęci uzyskania zysku kosztem istot niewinnych,  w sposób, który sprawia, że jesteśmy jednak pełni nadziei.

Na sam koniec zaś przydatna informacja "techniczna". W książce znajduje się kilkadziesiąt zdjęć, ilustrujących opowieść (a wykonanych aparatem cyfrowym autora). Idealne dopełnienie całości.  Całości, którą śmiało można polecić każdemu i w każdym wieku.

Książkę "Mali książęta" opublikowało wydawnictwo Papierowy Księżyc. Autorem polskiego przekładu jest Marta Kędra.

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej tekstów, recenzji i felietonów tutaj. 





Komentarze
  • Udało mi się zdobyć tę książkę w gratisach i muszę powiedzieć, że przeczytałam ją jednym tchem. Przez całą lekturę zazdrościłam autorowi, że miał odwagę tak zmienić swoje życie i zrobił z nim coś istotnego.

  • "Mali ksiazeta" to tytul.ktory trafil do mnie dzieki kulturalnym gratisom..Sam nie zdazylem tej ksiazki jeszcze przeczytac,ale moja siostra po jej lekturze byla zadowolona.Ciekawe jak bedzie ze mna?