Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > MDK, czyli Mobilny Dom Kultury?

MDK, czyli Mobilny Dom Kultury?

2012-02-14 łb
Jeśli recesja za progiem, na jej pożarcie rzuca się wpierw jednostki najsłabsze, tj. nie potrafiące przynieść realnego dochodu. Do odstrzału idą zatem nierentowne placówki kulturalne. Jakiś czas temu, w Małopolsce głośno było o cięciach budżetowych, których ofiarą padły Miejskie Domy Kultury. W Krakowie odbyła się nawet głośna, publiczna demonstracja w tej sprawie. Analogiczny szum nie grozi małym miasteczkom i wsiom. Zwłaszcza tym, w których kultura ogranicza się do potańcówek w lokalnej remizie oraz ubogo zaopatrzonej biblioteki. Tam nie ma już właściwie czego obcinać, należałoby raczej coś czym prędzej mieszkańcom zaproponować. Tak też się stanie. Dzięki inicjatywie.... operatora sieci komórkowej.
Pracownia Orange.html
Proponowany wystrój pomarańczowej pracowni/pracowniaorange.pl

Zjawiskiem coraz bardziej powszechnym jest symbioza rozwarstwienia społecznego z rozwarstwieniem kulturowym. Miejscowości wyrzucone poza nawias gospodarczej transformacji, jednocześnie zostają odcięte od artystycznych dóbr. Stąd, choćby dla zachowania społecznej równowagi, niezbędne jest tworzenie placówek typu MDK właśnie tam. Nie w dużych miastach z większym rynkiem pracy i dostępem do artystycznych przybytków, ale wsiach, gdzie recesja zdławiła potrzebę kolektywnego przeżywania kultury. 

W kontekście tych niewesołych refleksji, inicjatywa sieci Orange zapowiada się interesująco. I to pomimo świadomości, iż za całą akcją stoi zapewne przemyślany PR i wyrachowana strategia reklamowa. Orange chce mianowicie w 50 miejscowościach, liczących do 50 tys. mieszkańców, stworzyć ogólnie dostępne pracownie multimedialne. 

W ramach zaplanowanej na 2 lata kampanii, operator zamierza patronować działaniom aktywizującym małe społeczności. Bo pracownie będą tak naprawdę efektem kreatywności samych mieszkańców. Zespoły złożone z co najmniej 5 osób, mają z pomocą wybranej lokalnej instytucji przygotować stosowne wnioski. Aplikacje powinny zawierać pomysły na lokalizację pracowni, jej przeznaczenie, a także plan zagospodarowania najbliższej przestrzeni wokół placówki. Orange zapewnia, iż w każdej pracowni znajdą się stanowiska komputerowe z bezpłatnym dostępem do internetu, konsolą do gier oraz umożliwiający wyświetlanie multimedialnych prezentacji pokaźny telewizor LCD. Ponadto operator weźmie na siebie pełne umeblowanie pomieszczenia. 

 Brzmi jak bajka? Dla mieszkańców wsi, gdzie problem jest nawet z zasięgiem telefonów komórkowych, tak. Oczywiście, projekt Internetowe Pracownie Orange nie oznacza automatycznie kulturowego awansu biorących w nim udział społeczności. Może być i tak, że wybudowane przez operatora salki, przyciągną tylko uzależnioną od gier komputerowych młodzież. Nie liczy się jednak mniej lub bardziej realna klęska przedsięwzięcia, lecz sam fakt jego wdrożenia. Paradoksalnie, pożytek z tego "dania wędki małym społecznościom" może mieć sam resort kultury. Ktoś za prywatne, a nie państwowe pieniądze, przeprowadzi przecież cenny eksperyment, badający kulturalny potencjał prowincji.

W kraju, gdzie Ministerstwo Zdrowia częściowo wyręcza pospolite ruszenie Jerzego Owsiaka, zapał realnej zmiany staje się nader atrakcyjny wizerunkowo dla firm. Skoro Play i Lidl wspierają Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, czemu Orange nie może być na chwilę poważnym animatorem kultury? O wymiernych efektach akcji, przyjdzie jednak podyskutować za 2 lata. Wtedy, gdy pomarańczowe pracownie zaczną realny byt w przaśnych warunkach Polski klasy B. 

 Akcja ruszyła 13 lutego. Aplikacje do zgłoszenia własnej miejscowości znajdują się na witrynie Pracowni Orange tutaj



Komentarze
  • Powiem tak ja jestem z małej miejscowości ale u nas kultura wbrew pozorom nie jest ograniczona tylko do potańcówek w remizie a biblioteka jest bardzo dobrze wyposażona i cały czas uzupełniana w nowości są organizowane wystawy lokalnych artystów :) i nie tylko ;)

    • Oczywiście Deasy, dlatego moim zdaniem akcja jest sensowna tylko wtedy, gdy zmobilizuje nie miasteczka i wsie potrafiące zadbać o potrzeby kulturalne, ale miejscowości, gdzie o takich sprawach nikt nie jest w stanie myśleć, przy okazji - wzmianka o remizie i źle wyposażonych bibliotekach nie miała na celu deprecjonować życia na prowincji, dobrze, że są dyskoteki i jest dostęp do książek, szkoda, że nie ma innych form mobilizacji społeczności, a nie ma, bo brak pieniędzy oczywiście...

      • brak pieniędzy to jeden z powodów i choć często na pierwszy plan wypychany - wcale nie najpoważniejszy. Bardzo często wynika to z utkwienia osób zarządzających i pracujących w realiach poprzedniej epoki. Choć z wierzchu wszystko wygląda pięknie, to gdy się w to wdepnie (że tak brzydko się wyrażę), natychmiast widać, że z rzeczywistością niewiele musi mieć to wspólnego. I, o dziwo, ma to niewiele wspólnego z faktem, czy jest to małe "zapyziałe" miasteczko, czy może jedna z polskich metropolii. Pochodzę z tego małego, tam miałam praktyki w MDK i byłam zachwycona! Tam się działo! I chciano działać! A wszystko wychodziło od kierowniczki dawno po 50. Teraz mieszkam w tej drugiej wielkiej, tu pracuję w CK i walczę o zmianę układu krzeseł na koncerty i wytłumaczenie, że bez dobrej reklamy nic nie ma. Porównując - niebo a ziemia...

  • To skandal,ze oszczedza sie na kulturze!Jakie potem bedzie spoleczenstwo?Ale wlodarzom najlatwiej obciac fundusze na to,z czego sami nie korzystaja!