Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Motocyklem przez Azję Środkową

Motocyklem przez Azję Środkową

2014-02-25 Sabina Kowalczyk

Gdy brałam do ręki przepięknie wydaną książkę, byłam pewna, że "zjem Marco Polo" w całości. Niestety, rozczarowałam się.

.html
 Okładka ksiązki/ Helion

Książka "Zjadłem Marco Polo. Kirgistan, Tadżykistan. Afganistan. Chiny" Krzysztofa Samborskiego prezentuje się niezwykle obiecująco. Piękna okładka ukazuje afgańską dziewczynkę. W tle widnieją górskie szczyty i droga prowadząca w nieznane. Przeglądając pobieżne karty książki można zauważyć, że znaczną ich część zajmują fotografie. Barwne zdjęcia krajobrazów, ludzi i zwierząt czterech tytułowych państw: Kirgistanu, Tadżykistanu, Afganistanu oraz Chin. I wreszcie zapowiedź wydawnicza: dzieło jest owocem dwudziestu lat podróży w mało znane, często dzikie i niebezpieczne zakątki świata.

Gdy więc brałam do ręki przepięknie wydaną książkę, byłam pewna, że również "zjem Marco Polo" w całości. Niestety, rozczarowałam się. Autor miesza w swoim dziele wszystkiego po trochu. Jakby do końca sam nie wiedział, co może w tego typu książce zamieścić. Mamy zatem liczne opisy dróg (ich przebudowy, sposobów pokonywania, oceny o stanie szlaków komunikacyjnych w danym kraju), fragmenty o awariach motocykli, garść suchych faktów – a to o historii danego państwa, a to o pewnych górach (m.in. informacje, ilu Polaków je zdobyło), ciut o polityce, biedzie, religiach, ludności itd.

Chwilami odnosiłam wrażenie, jakby Samborski, pisząc tekst sklejał ze sobą fragmenty jakiejś encyklopedii. Przerażająco nudne i zupełnie niestrawne! Czy po dwudziestu latach podróży, nie można skupić się na własnych przeżyciach i opowiedzieć wszystkiego po swojemu? Bez rzucania datami, liczbami i nazwiskami? Zrobić to zwyczajnie… ciekawiej?

W "Posłowiu” autor pisze: Wielu zapewne rozczarowało się, czytając tę książkę, bo liczyło, że będzie bardziej "motocyklowa". Akurat pod tym względem się nie rozczarowałam. O wspomnianych awariach, "nawijaniu kolejnych kilometrów na koła", przebywaniu trudnych dróg i rwących rzek, a także opisów dróg (typu: w prawo prowadzi do… jadąc w lewo dojedziemy do… za górą znajduje się…) jest tutaj dość dużo… Jak dla mnie, średnio interesującej się motoryzacją - zbyt dużo.   

W książkach tego typu (podróżniczych?) można zauważyć też pewną, lekko irytującą, a po części zabawną tendencję. Ważnym elementem relacji obieżyświatów jest ich umiejętność inteligentnego, fantazyjnego i odważnego wykaraskania się z różnego rodzaju tarapatów.  Głównie tych, związanych z żołnierzami, służbami granicznymi i policjantami. U Samborskiego również znajdziemy liczne opisy wyprowadzania w pole panów w mundurach (czyżby w myśl powiedzenia "Polak potrafi"?).

Oczywiście w książce Samborskiego są elementy, które mnie naprawdę urzekły. Po pierwsze – jak wspomniałam na początku – wspaniała sfera edytorska, pełna ciekawych zdjęć. Po drugie – opisy spotkań z kolejnymi ludźmi; ukazywanie ich mentalności i sposobu myślenia, często zupełnie innych niż nasze. Samborski sugestywnie opisuje upływ czasu i jego wpływ na (wraz z kolejnymi podróżami) coraz większe grono znajomych. Jednocześnie często podkreśla, jak Azjaci potrafią się tym czasem delektować. Cierpliwie znosząc koleje losu, zgodnie z ich powiedzeniem Inshallah, czyli "Jak Bóg da".

Interesujące wydają się też swoiste porównania odwiedzanych miejsc – takich, jakimi kiedyś były z ich dzisiejszym wyglądem. Samborski dokonuje tego dzięki cytatom z innych podróżników,  którzy opisywali te same góry, skrawki dróg, miejscowości, przełęcze, które on sam widział. Pisze, co się zmieniło, a co pozostało takie, jak dawniej. W pewien sposób łączy przeszłość i teraźniejszość.

U Samborskiego często pojawiają się również portrety ludzi - obrazy ich życiowych historii, trosk i radości. Autor ukazuje m.in. nieśmiałą, dojrzewającą Erkinai, gościnnego i uprzejmego Kachibeka czy naiwnego i bardzo pobożnego Jerome. Z pewnego rodzaju szacunkiem pisze i o mieszkańcach "wyklętych ziem" (nierzadko politycznie niedookreślonych). Ludzi nierzadko prześladowanych przez władze i dopominających się o swoje prawa. Tak jak przy wątku chińsko-ujgurskiego Sinkiangu i Pamirze.

Mam wobec "Zjadłem Marco Polo…” mieszane uczucia. Na pewno nie jest to pozycja, która powaliła mnie na kolana. Jednocześnie nie uważam jej za książkę do końca nieudaną. Niewykluczone, że ktoś po jej przeczytaniu, rzuci wszystko i pojedzie szlakiem Samborskiego w poszukiwaniu przygód.

Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Helion.

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj.    





Komentarze
  • Cóż, dobrze, że pojawiła się jakaś krytyczna ocena. Do tej pory spotykałem się głównie z przychylnymi opiniami, dlatego przyda się taki powiew skoncentrowania się na minusach. :)

  • Wygląda na to, ze wystarczy skupić się na zdjęciach bez głębszego wnikania w treść...

  • Bo historia/tradycja/ciąg przyczynowy są nudne... Takie nie OSOM... i wymagają tyle wysiłku w myśleniu... a tu by się chciało poprzeżywać bidę afganską leżąc na kanapie, tuż przed daniem lajka pod 'budujmy studnie w Afryce' i późniejszym wyjściem do galerii z kumpelom...

  • Totalnie się z autorką recenzji nie zgadzam. Ale być może wynika to z faktu, że mam za sobą kilka podróży motocyklowych. I w związku z tym zupełnie inny punkt widzenia. Dla mnie właśnie wielkim plusem jest "mieszanka" różnych opowiadań , opisów, przygód, wrażeń. A ostatnie zdanie recenzji "Oby mniej awaryjnym środkiem transportu..." - a propos czego to?

    • ostatnie zdanie dotyczy oczywiście opisywanych przez autora awarii motocykli.

  • Redakcja nie ma pojęcia o podróżowaniu motocyklem w trudnym i wymagającym terenie. Awarie to coś naturalnego- chyba ,że się nie zjeżdża z asfaltu lub nie wysiada z klimatyzowanego autokaru.

  • Sambor jest jednym z nielicznych, którzy są w stanie tak dogłębnie opisać zmieniający się krajobraz pogranicza Pamiru i Hindukuszu. To nie Himalaje czy Karakorum, tam wciąż ludzie żyją w innym wymiarze. Też chciał bym przeczytać coś bardzie osobistego, tyle że samotne podróże (a takie one są w rzeczywistości gdy podróżuje się jednośladem) kierują człowieka na manowce filozofii. To całkiem inna grupa odbiorców i podejrzewam że nieliczna ;) Myślę że Krzysiu zachował równowagę i uzupełnił wiadomości wielu adeptów trudnej sztuki spania po rowach.

  • Do wszystkich sympatyków "Krzysia", motocyklistów, obieżyświatów i innych oburzonych tym, że książka może się nie podobać! Recenzja jest rzeczą subiektywną. Nasza młoda praktykantka napisała o swoich odczuciach związanych z lekturą, a nie wypowiadała się z pozycji znawczyni tematu. Proszę uszanować jej zdanie i zarazem nie mieć pretensji do całej redakcji. Nikt poza Sabiną nie miał bowiem recenzowanej książki w ręce. Postanowiliśmy jednocześnie ugiąć się przed motocyklowym lobby ;) i usunąć tak denerwującą Was puentę recenzji. Nie było jej w pierwotnej wersji tekstu, więc chyba przekaz na tym nie ucierpi.

  • Młoda śliczna praktykantka napisała co czuła, i chwała jej za to. Obieżyświaci zze swojej natury są ludźmi spokojnymi i wyrozumiałymi, i przypuszczam że wolą szczerą krytykę niż lajkowanie ;) Powyższa dyskusja wskazuje na to że nie warto niczego zmieniać.

    • @Lupus - pisząc o obieżyświatach i innych oburzonych, rzecz jasna miałem na myśli osoby komentujące z tej wirtualnej pozycji, a nie autentycznych podróżników. Ci bowiem doskonale wiedzą, że na portalu kulturalnym ocenia się ich książki bardziej pod kątem literackim, a nie krajoznawczym. I wiedzą, że pisząc dla laików, może ich spotkać negacja lub obojętność. Nie ma więc o co kruszyć kopii. Chyba, że chce się być złośliwym wobec autorki recenzji.

  • Pani Sabina ma prawo do swojego zdania i do własnej recenzji. Moim zdaniem uchybiła tylko w jednej sprawie - chodzi mi o zdanie: "I wreszcie zapowiedź autora: dzieło jest owocem dwudziestu lat podróży w mało znane, często dzikie i niebezpieczne zakątki świata." To nie są moje słowa, a kursywa w recenzji to sugeruje. Nigdy nie nazwałbym tej książki dziełem, ani tamtych stron dzikimi i niebezpiecznymi. Przykre jest jednak zachowanie redakcji, która wycina po publikacji jakiś fragment. Rozumiem, że pod wpływem tego co napisali internauci. Przepracowałem w różnych redakcjach kilkanaście lat. Mają Państwo dziwne obyczaje. Rozumiem, że nikt w redakcji nie miał książki w ręce, skąd więc ta uwaga w komentarzu, że "ostatnie zdanie dotyczy oczywiście opisywanych przez autora awarii motocykli"? Nie pisałem niczego o awariach motocykli. A Sabinie życzę powodzenia na dziennikarskiej drodze. No i tego, by już nie trafiała na książki, które wydadzą jej się "przerażająco nudne i zupełnie niestrawne." pozdrawiam

    • Panie Krzysztofie, jeśli to rzeczywiście Pan, dziękuję za poświęcenie swojego cennego czasu na lekturę jednej, z jak sądzę, wielu recenzji, które pojawiły się na temat Pańskiej książki. Przyjmuję Pańskie uwagi i dokonuję poprawki wspomnianego fragmentu. Proszę być trochę wyrozumiałym i wobec naszej praktykantki i wobec redakcji. Teksty publikowane na blogu są efektem warsztatów dziennikarskich. To co napiszą nasi młodzi stażyści poddajemy wpierw wewnętrznej korekcie (aby autorzy mogli porównać jaką drogę przechodzi tekst od fazy finalnej i nad jakimi cechami stylu powinni popracować), a potem osądowi czytelników. Stąd informacja o programie praktyk pod każdą tego typu publikacją. "Wycinanie " nie jest przykre, ale czasem koniecznie. W tym przypadku - uzasadnione merytorycznie. Co do zdania w komentarzu - uwaga o awariach motocykli pojawia się przecież w tekście recenzji. Proszę być też precyzyjnym w osądzie młodej autorki. Wcale nie pisała o książce jako "nudnej i ciężkostrawnej" tylko jej encyklopedycznych fragmentach. Dziękując raz jeszcze za osobisty komentarz, życzę Panu (bez żadnej złośliwości) dalszych globtroterskich sukcesów i budzących nie mniejsze emocje książek.

  • Tak, to ja :) Pani Sabina ma mieszane uczucia po lekturze i ja to doskonale rozumiem. Ja po przeczytaniu jej recenzji miałem takie same. Ale jak to mówią: nieważne czy piszą źle czy dobrze. Ważne żeby nie przekręcili nazwiska! Ja wobec p. Sabiny już jestem wyrozumiały. Ot, dostała zadanie zrecenzowania czegoś co nie bardzo ją zainteresowało. Ja pewnie też bym się czegoś czepiał w książce kucharskiej, którą dostałbym do zrecenzowania. Rzeczą redakcji jest redagowanie, ale denerwuje mnie to, że redakcja skłonna jest dokonywać poprawek pod wpływem tego co napiszą pod spodem czytelnicy. Dziękuję za życzenia, Państwu życzę wielu odsłon i czytelników,

    • @Krzysztof - panie Krzysztofie, poprawki nie dotyczyły "czułych danych", tylko jednego zdania na koniec tekstu ;), zdania, które w żaden sposób nie narusza ani wymowy, ani też tego, co autorka chciała przekazać, powtarzam: program praktyk rządzi się swoimi prawami - szlifujemy tekst, poprawiamy go i często czekamy również na sugestie czytelników. Jeśli są one uzasadnione, dlaczego z ich nie skorzystać? Jeszcze raz dziękujemy za lekturę i rzeczowe komentarze...

  • Nie przypuszczałam, że moja recenzja wywołała tyle negatywnych reakcji. Owszem, jestem początkującą dziennikarką, ale recenzja ma to do siebie, że wyraża się własne zdanie i ja właśnie to zrobiłam. Poza tym napisałam nie tylko o minusach ,,Zjadłem Marco Polo...", wymieniłam też zalety książki, ale na to, jak widzę, mniej zwrócono uwagę. Ostatniego zdania, tak jak pisał ŁB(redakcja) nie było w pierwszej wersji tekstu. Pragnę też sprostować ten cytat, który przypisano Panu Samborskiemu. Gdy przesyłałam tekst do Redakcji, zdanie "I wreszcie zapowiedź autora: dzieło jest owocem dwudziestu lat podróży w mało znane, często dzikie i niebezpieczne zakątki świata" nie było napisane czcionką pochyłą. Napisałam pokrótce własnymi słowami niejako ,,streszczenie" zapowiedzi z okładki książki, ale rozumiem, że zamieszczając dwukropek, zasugerowałam, iż jest to cytat, przez co ten fragment został w ten sposób potraktowany. Jest to nieporozumienie, za co przepraszam. Zwracam się do autora: oczywiście, nie pisał pan tylko o awariach motocykli,zresztą, o ostatnim zdaniu w tekście była mowa wcześniej. Bardzo mi przykro, że odebrał Pan moje słowa jako przekonanie, iż uważam całą Pana książkę za nudną i niestrawną. Zaznaczyłam, że chodziło mi tylko o fragmenty dotyczące suchych faktów, których, moim zdaniem, było w niej po prostu za dużo. Poza tym bardzo szanuję i podziwiam Pana za to, co Pan robi. Widać, że motocykle są Pańską prawdziwą pasją. Ja oczywiście nie znam się na motocyklach (o czym zresztą też w recenzji wspomniałam) i oceniałam Pana książkę z perspektywy laika w tej dziedzinie. Ale zdania o Pańskiej książce nie zmienię. Taki był mój odbiór dzieła i uważam, że mam prawo w recenzji oceniać je subiektywnie. Pozdrawiam i życzę powodzenia w kolejnych wyprawach. A co do innych komentarzy - smuci mnie, że większość uwag kierowanych jest nie w odniesieniu do tekstu, ale w stosunku do mojej osoby. Rozumiem, że takie są okrutne prawa Internetu. Ale proszę, byśmy szanowali siebie nawzajem. Za konstruktywną krytykę dziękuję, natomiast wszelkie tzw. ,,hejty" po prostu pominę milczeniem.

  • Szanowni czytelnicy, myślę, że komentarz Sabiny powinien zakończyć naszą ożywioną dyskusję. Wątpliwości zostały rozstrzygnięte, korekta naniesiona, pan Krzysztof zabrał głos. Mamy na dzieję, że każdy z nas wyciągnął na przyszłość jakieś wnioski.

  • Dla mnie atutem tego rodzaju pozycji,jest zywa narracja i subiektywne odczucia towarzyszace podrozy.Sadzac z ozywionej dyskusji,po te ksiazke powinni siegnac wylacznie osoby podrozujace motocyklem. Tylko wtedy nie ma szans na sukces wydawniczy. :)