Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Nie traćmy ani chwili

Nie traćmy ani chwili

2014-03-31 Krzysztof Piersa

Na pierwszy rzut oka, zwykła typowa wręcz historia, przewidywalna do granic możliwości. Nie mogłem się bardziej mylić.

.html
 Okładka/Wyd. Literackie

Dexter to lew salonowy, podrywacz i szpaner z Londynu. Ma wspaniały apartament, świetny samochód i mnóstwo kobiet, które chętnie wskakują do jego łóżka. Rozrywkowe życie głównego bohatera zostaje nagle zachwiane z powodu śmierci siostry. I jej osieroconej, ośmioletniej córeczki Delphi.

Wydawać by się mogło, że facet będzie się opierał, dziecko zostanie mu wmuszone, a potem się z nim zaprzyjaźni. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Błąd! Jill Mansell zaserwowała historię nijak nie pasującą do tego schematu.

Historia jest rzeczowa i logicznie prowadzona. Każdy fakt jasno wynika z sytuacji. Czytelnik śledząc wybory Dextera, może zadać sobie pytania "jak ja bym postąpił w takiej sytuacji"?

Tak więc Dexter decyduje się na opiekę nad małą Delphi, kosztem swojego dotychczasowego trybu życia. Przeprowadza się do małego miasteczka Briarwood, gdzie poznaje Molly, rysowniczkę komiksów. Nic na to nie poradzę, ale gdy tylko mowa o Molly, natychmiast mam przed oczami ilonkę, autorkę internetowego komiksu "Chata wuja Freda" .

Czy Dexter poradzi sobie z wychowaniem Delphi? Jaką rolę w całej sytuacji odegra Molly? Żeby znaleźć odpowiedzi na te pytania musicie sięgnąć po "Nie traćmy ani chwili”. Będziecie totalnie zaskoczeni zwrotami akcji, jakie mają miejsce w książce. Nieraz wydawało mi się, że wiem co się zaraz wydarzy, aż tu nagle … wow, co tu jest grane?

Powieść czyta się jednym tchem. Wystarczą dwie noce, albo kilka popołudniowych godzin po obiedzie na całą historię. Spora dawka humoru przeplata się z dramatycznymi sytuacjami przewijającymi się przez całą historię, dlatego trudno jest zakwalifikować tą książkę gatunkowo, a określenie "Literatura Kobieca” wydaje mi się zbyt niesprecyzowane. Romans wydawałby się najodpowiedniejszy, gdyby nie Delphi, która nadaje powieści zupełnie inny charakter.

Jedynym mankamentem była różowa okładka w liście, charakterystyczna zresztą dla literatury kobiecej. Niejedna osoba w miejskiej komunikacji dziwnie patrzyła na mnie, gdy paradowałem z książką. Podejrzewam , że gdyby mieli okazję dostać ją w ręce, czytaliby ją tak samo jak ja.

Powieść ukazała się w Polsce nakładem Wydawnictwa Literackiego.

Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.
 





Komentarze
  • Teraz coraz trudniej określić gatunek powieści, ja na własny użytek nazywam je "misz i masz". A zwroty akcji i poczucie humoru jak najbardziej do mnie przemawiają. Chętnie przeczytam "Nie traćmy ani chwili".