Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Niemy krzyk

Niemy krzyk

2014-02-24 Przemysław Barwik
Dzięki niemieckiemu ekspresjonizmowi, widzowie zainteresowali się mrocznymi elementami ludzkiego bytu. Gdyby nie ten odrealniony i przerysowany nurt, kino byłoby znacznie uboższe jako medium. 

.html
Gabinet doktora Caligari
Kultura po I wojnie światowej przechodziła kolejne rewolucje. Powstawały nowe ruchy, wyrażające niepokój i absurd burzliwych lat 20-tych. Raczkujące kino nie było tu wyjątkiem. Podczas, gdy Hollywood dzięki pierwszym aktorskim skandalom i braku cenzury staje się w oczach amerykańskiego społeczeństwa "gniazdem rozpusty”, w Niemczech powstaje ruch, którego działanie odczuwamy do dziś. 
 
Kiedy niemieckie państwo próbowało pozbierać się po I wojnie światowej, jego kultura, a zwłaszcza kino, przeżywała prawdziwy artystyczny boom.  Wraz z pogarszającą się sytuacją ekonomiczną, wielu niemieckich obywateli wyruszało wtedy do kin. Oczywiście, aby choć na chwilę uciec od przerażającej rzeczywistości. Wywołało to ogólne  zainteresowanie nowym medium. Wielu artystów zajmujących się architekturą, malarstwem czy teatrem, zaczęło napływać do kina. Tak narodził się ekspresjonizm niemiecki. 
 
Kino zaczęło mówić o szaleństwach, pasji, zdradzie i świecie wewnętrznym. Reżyserzy i scenarzyści  tworzyli filmy odrealnione, których wykrzywiony, rozchwiany wizerunek oddawać miał emocjonalny tumult bohaterów. Drzewa zaginały się pod nienaturalnymi kątami, nie istniała perspektywa, scenografia wydawała się tylko wywoływać dezorientację, a fabuła nie wyjaśniała obserwowanego świata, skupiając się na budowaniu nastroju i niepokoju. 
 
Twórcy tacy jak Robert Wiene, Fritz Lang czy F.W. Murnau zaczęli naginać prawa kina. Ich filmy nie musiały być chronologiczne, zrozumiałe i sensowne.  Klasyk tego gatunku "Gabinet dr Caligari" (1920) stał się protoplastą kina psychologicznego, horroru i thrillera. Wiene, reżyser teatralny, zaprosił swych pomocników do studia, tworząc film niepowtarzalny. Oto chory młodzieniec opowiada historie tajemniczego hipnotyzera i jego wpływu na niemieckie miasteczko. Lecz nie wszystko co mówi, może okazać się prawdą. Dzięki pięknie i pokracznie pomalowanym tłom, niespotykanej jak dotąd grze aktorskiej (magnetyczny Conrad Veidt jako somnambulik kradnie film) i surrealistycznemu scenariuszowi, film zabrał widzów w niebywałą podróż po szaleństwie.  
 
 Zobacz film w całości
 
 
.html
 Metropolis
Wkrótce pojawia się pierwszy prawdziwy film science- fiction. Mowa o ”Metropolis” Fritza Langa (1927), którego rozmach i pewność wykonania wzbudzają zachwyt do dziś. Ogrom dekoracji, niespotykane dotąd efekty specjalne, oraz głębia przekazu, która natchnie kilka kolejnych generacji dały dziełu status legendarnego.  Zachowując element romansu godny klasycznej literatury, film Langa mówił także o ludziach pracy, o rewolucji i nieśmiertelności. Wielki romans między klasami, robotniczy prorok wiodący lud ku wyzwoleniu, zabawa w Boga. Lang wydawał się jednym ruchem tworzyć kilka najważniejszych przykładów gatunku. Od dystopii do political i social fiction. Jakby natchnieni twórcy chcieli powiedzieć jak najwięcej jak najszybciej.  
 
 Zobacz film w całości‚ 
 
 
Z kolei Murnau wspaniale przekłada dzieła literackie, tworząc surową i poetycką adaptację "Draculi" Brama Stokera. Nie mając praw do powieści (co doprowadzi na wiele lat do zaginięcia filmu) zmienia fabułę, zostawiając niektóre elementy pierwowzoru. Max Shreck, gra wampira nietypowego. Szczurze rysy, wykrzywiona sylwetka, powolny koszmarny ruch dał widzom istotę chorą i zniszczoną przez nieśmiertelność. Ten wampir nie jest typem romantyka, a potwora, pół zwierzęcia złamanego przez czas i głód.  
 
 Zobacz film w całości
 
 
Jednym z ostatnich godnych  przedstawienia, filmów tego ruchu, było kolejne z dzieł Langa - "M" (1931), z niesamowitym Peterem Lorre. Historia pedofila mordercy ściganego przez kryminalistów, staje się w ostatnich scenach atakiem na rosnące widmo Nazizmu. Lang przechodzi samego siebie jako reżyser. Sceny ucieczki mordercy wciąż przykuwają uwagę, a subtelne sekwencje porwań dzieci są mocniejsze niż oglądane dzisiaj sceny akcji. 
 
.html
Człowiek, który się śmieje
Nie tylko dekoracje czy wizje reżyserów się zmieniały. Aktorzy tacy jak Lorre, Veidt czy amerykański Lon Cheney (pierwszy„Upiór w operze”), nadawali kinu całkiem nowe oblicze. Veidt, który potrafił być postawnym herosem w późniejszych filmach, w "Gabinecie” jako somnambulik porusza się w jak w koszmarze. Jego obłąkane oczy w pierwszych ujęciach weszły do legendy kina. Równie wielkie wrażenie robi jego rola w "Człowiek, który się śmieje". Upiorny, wycięty uśmiech bohatera został stworzony za pomocą bolesnych, cienkich żyłek, które nie pozwalały aktorowi zmieniać grymasu.  Z kolei Lorre o wyłupiastych oczach i niesamowitej manierze mowy, przyciągał uwagę, tworząc kreatury bez potrzeb charakteryzacji. Jego domeną są role chorych, zdradliwych i spolegliwych, co w erze herosów typu Earla Flynn było niespotykane. 
 
Interesującym przykładem ekspresjonistycznego aktora był Cheney. Amerykanina nazywano "aktorem tysiąca twarzy".Ten samouk, za pomocą nietypowych zabiegów i często bolesnej charakteryzacji tworzył pierwsze amerykańskie monstra, od "Upiora w operze" po "Dzwonnika z Notre Damme". Co ciekawe, jego gra związana była z wychowaniem, a nie z rewolucją kulturalną. Rodzice Cheney'a byli głuchoniemi, stając się jego pierwszą widownią. Stąd niezwykle ekspresyjne gesty u aktora.
 
Wśród wspomnianych kreatorów ekspresjonizmu byli nie tylko aktorzy i reżyserzy, ale także malarze, budowniczy scenografii czy kamerzyści. Większość z nich pod koniec dekady zaczęła uciekać z Niemiec. Pochłonie ich Fabryka Snów, która na przełomie dekad, jeszcze nie była pod ostrą cenzurą purytańskiej publiczności. Wypuszczała za to coraz więcej filmów (ponad 800 w samym 1928!). 
 
Ekspresjonizm niemiecki nadał głębi młodemu kinu. Dzięki niemu widzowie zainteresowali się mroczniejszymi elementami ludzkiego bytu. Gdyby nie ten odrealniony i dla wielu dziś przerysowany gatunek, jak ubogie byłoby to medium! Horrory i SF powstawały wcześniej, ale żadne nie mogło się liczyć z tym nowym językiem kina. Niestety, Hollywood rządzi się swoimi prawami i nie wszyscy potrafili się dostosować. Reżyserowie szybko przeżyli zderzenie z realiami pracy dla studia, które widząc braki zysków i rosnące budżety, ograniczało, cięło i dusiło artyzm. 
 
Murnau, jak i Lang największe dzieła mieli wtedy już za sobą.  Veidt próbował wyjechać z kraju 2 razy. Za pierwszym do Wielkiej Brytanii. Ograniczył go jednak język. Udało mu się drugi raz w Hollywood, dokąd uciekł przez nazistami. Ironicznie stanie się tam dyżurnym odtwórcą niemieckich oficerów, nazistów czy szpiegów. Jego najsłynniejsza rola w USA to Major Heinrich Strasser w "Casablance". Nigdy już nie zagrał tak ekspresyjnie jak w "Gabinecie".
 
Ciekawym przypadkiem jest Lorre, który od momentu przybycia do Miasta Aniołów, będzie grał typowe dla siebie role. Dodając do eklektycznego dorobku m.in. postać zniewieściałego agenta w "Sokole Maltańskim". Spróbuje wrócić do rodzimego kraju i nakręci tam nawet film ("Der Verlorene"), który obszedł się jednak bez echa, zmuszając aktora do powrotu na Zachód. Karierę zakończył w horrorach klasy B Rogera Cormana, którego cykl ekranizacji Poego garściami kradł z ruchu ekspresjonistów. 
 
Ci, którzy w Hollywood wytrwali (malarze, kamerzyści), będą uczyć kolejne pokolenie innego języka kina. Dzięki nim powstanie jeden z niewielu oryginalnych amerykańskich gatunków. Noir. Bo tylko w Ameryce może powstać ruch, uznany przez społeczeństwo za kino klasy B, inspirowany niemieckimi niepokojami, a rozpoznany i nazwany przez krytyków z Francji.
 
Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj.    


Komentarze
  • Brawo! Świetny tekst. Niby pigułka, a jednak ciut więcej. Nie za długo, w sam raz.

  • Fritz Lang czy F.W. Murnau to klasycy kina,a ich dokonania wciaz -mimo uplywu lat-robia wrazenie. Zreszta kiedy tylko pojawiaja sie pokazy ich filmow=szczegolnie- z muzyka grana na zywo-chetnych nigdy nie brakuje.