Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Obyczajówka: Erotyki= fantastyka

Obyczajówka: Erotyki= fantastyka

2014-03-17 Krzysztof Piersa

Literaturę erotyczną cechują rozbudowane opisy rozmaitych aktów seksualnych. To jednak proza tak wyrwana z codziennego kontekstu, że powinna trafić do szufladki z napisem "Fantastyka".

.html
Ciemniejsza strona Grey'a/okładka polskiego wydania - Sonia Draga

Wbrew pozorom, autorów "50 twarzy Grey’a" i "Hobbita" łączy całkiem sporo. Obie historie są całkowicie wymyślone i nie mają szansy na realizację w rzeczywistym świecie. O ile w przygodach Niziołka sprawa wydaje się oczywista, o tyle fanki tego pierwszego rozpętają w tym miejscu kłótnię.

Literatura erotyczna jest nierealna. Nie ze względu na seks, lecz samą jego aranżację, a także opisy tzw. gry wstępnej. Wiele gatunków erotyki dotyczy zresztą sytuacji, które byłyby nie tylko szokujące w rzeczywistości, ale i nielegalne. Gatunek Incest np. dotyczy romansów w rodzinie. Brat z siostrą, ciocia z chrześniakiem, matka z synem. Jednych odrzuci sama myśl na ten temat, innych zaciekawi i podnieci. Ponoć zakazany owoc kusi najbardziej. W tym wypadku nawet myślenie o tym jest niepokojące, a co dopiero pisanie…

Najwięcej fantastyki znajduje się jednak w na pozór erotykach "klasycznych". Tych, które najlepiej sprzedają się w księgarniach. Schemat zawsze jest ten sam. Bohaterką historii jest szara myszka, brzydka i zupełnie nieatrakcyjna. Nie chodzi na siłownię, nie ma zbyt wysokiego wykształcenia, jej horyzonty są wąskie jak Zakopianka.  Najważniejszą cechą jest zaś, jeśli nie dziewictwo, to przynajmniej nikłe doświadczenie seksualne. Nic nie sprzedaje się bowiem lepiej niż pierwszy raz. Ona tak się wstydzi. To takie piękne.

A teraz ON. On jest prawdziwym bogiem seksu. Wysoki, nieziemsko przystojny o sylwetce tak muskularnej, że można by uczyć się na nim anatomii. Ponadto nie jest zbyt stary, max - 40 lat. No i jeszcze obrzydliwie bogaty lub przynajmniej wpływowy. Zawsze zastanawiałem się, jak milioner poświęcający wiele lat na budowanie swojej firmy, znajduje czas na wyrabianie sylwetki, co przecież nie jest takie łatwe? Pewnie się czepiam.

No i wreszcie sam seks. Facet może cały dzień, całą noc, a w ogóle to może się kochać na okrągło. W jego żyłach płynie czysta viagra, a poci się testosteronem. Oczywiście przyrodzenie kochanka musi być nienaturalnie wielkich rozmiarów. A przy tym jest niezmiernie delikatny. Umie gotować, zna wiele języków, jest na "Ty" z każdym w mieście i zawsze dostaje, czego chce.

Dlaczego człowiek który ma wszystko i jest uosobieniem ideału, zakochuje się w szarej myszce grającej w lidze lokalnej, a nie ekstraklasie? Taka widocznie jest miłość. Jej normalność rekompensowana jest słodkością. Jesteś taka normalna. Nie jak te wszystkie blond modelki, które do tej pory spotykałem. Nie jesteś tak wygadana jak one, ani tak inteligentna, ale masz w sobie to coś. I to coś mnie kręci – mniej więcej tak wygląda osadzenie uczuć w historii erotycznej.

Prawdziwą wisienką na torcie są zmiany w zachowaniu bohaterów. On bowiem zmienia się o 180 stopni. Jeżeli był szefem, zamyka firmę. Był gangsterem? Zaczyna żyć uczciwie. Łamacz kobiecych serc? Witaj stabilizacjo. On ją tak kocha, że rzucił dla niej to wszystko. Jakie to wspaniałe. Ale bohaterka nie zmienia się nawet o centymetr. Bo przecież ona podoba mu się taka, jaka jest. I nic ze sobą robić już nie musi.

Najsmutniejszy jest jednak fakt, że wiele czytelniczek zaczyna naprawdę wierzyć w prawdziwość historii erotycznych albo przynajmniej w autentyzm opisywanego w nich uczucia. Potrafią w ten sposób ustawić niebotyczną poprzeczkę dla każdego potencjalnego partnera, której w konsekwencji i tak żaden nie sprosta.

Czy dziewczyny naprawdę myślą, że spotkają bogatego milionera z sześciopakiem na brzuchu? O nieograniczonych zdolnościach seksualnych, który zakocha się w nich, bo są przeciętne? O wiele większa szansa, że zapuka do moich drzwi stary czarodziej z bandą krasnoludów. I zaproponuje górską przechadzkę.

Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.
 







Komentarze
  • Ja nie lubię takiej literatury, ale np. książka "80 dni żółtych" bardzo mi się podobała. Moim zdaniem tzw. dewiantów, mocno odchylonych od tzw. średniej statystycznej jest naprawdę wielu, bardzo wielu. Im człowiek starszy, tym ma większą wiedzę na ten temat. Z wiekiem to, co zwyczajne zaczyna się nudzić, wielu ludzi zaczyna poszukiwać inności, także w tej sferze życia.

  • A ja przy Grey'u się śmiałam! Nie ze scen erotycznych, ale z utarczek słownych i smsów między nim a Anastazją.

  • Cóż, coś w tym jest, w końcu się kobiety naczytają takich utopii a potem się okazuje, że każdy mężczyzna nie spełnia ich wyidealizowanych oczekiwań. ^^ W sumie fantastyka w rzeczy samej.

  • A ja mysle,ze takie zrownywanie Tolkiena i "50 twarzy Greya" moze bardziej oburzyc fanow fantastyki. Znalezc kogos takiego jak Grey to sprawa latwiejsza,niz zobaczyc krasnoluda,orka,czy elfa. :)

  • Dwa pierwsze zdania artykułu sprawiły, że mój dzień jest znacznie ciekawszy

  • Nie wiem czy można porównywać trylogię pani James do Tolkiena. Chociaż to i to naprawdę się nie zdarzy. Traktuję takie książki raczej z przymrużeniem oka. Czytam dużo romansów, a jednak nie szukam księcia na białym rumaku