Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Obyczajówka: Nie czytasz? Czytaj!

Obyczajówka: Nie czytasz? Czytaj!

2014-02-19 Krzysztof Piersa

Dlaczego tak trudno o dobrą kampanię promującą książki? Znalezienie złotego środka spędza sen z powiek marketingowców, PR'owców, jak i samych pisarzy. 

.html
 Logo akcji Bibliocreatio

No i jak tu nie czytać książek, kiedy świat dookoła trąbi jak na hejnale, żeby właśnie czytać! Media cały czas huczą o statystycznych Polakach, którzy odwiedzają papierowego przyjaciela raz do roku albo jeszcze rzadziej. Całe szczęście. że mole książkowe nadrabiają tą godną pożałowania czytelniczą zapaść. Chłonąc kolejne pozycje z księgarni niczym gąbka tłuszcz z patelni. Ale jak zachęcić tych nieoświeconych? Sprawić, by nagle zwrócili swe oczęta w kierunku czarnych liter na białym (ewentualnie pożółkłym) papierze? Wielu próbowało.

Bibliocreatio wraz z Biblioteką Uniwersytetu Warszawskiego sięgnęło po stary i sprawdzony sposób. Weź kilku celebrytów i niech oni zachęcają do czytania. Ci mają przecież większy wpływ na opinię publiczną niż niejeden modowy bloger. Tu prawdziwą wisienką na torcie był fakt, że znane twarze nie tyle zachęcały, co ...zniechęcały!

Tak jest! Michał Żebrowski czy Hubert Urbański mówili kategoryczne "nie" książkom. Książki są ciężkie, oprawy twarde, a prędzej czy później i tak doczekamy się ekranizacji. O co w tym chodzi? No właśnie, takie wrażenie miał wywrzeć na nas 1,5 minutowy spot. Mój mózg natychmiast cofnął się do fazy gimnazjum. Nie możesz mi zabronić! Jeżeli czegoś mi nie pozwalają, zrobię to, bo jestem dorosły i niezależny! Co wtedy? Sięgnę po książkę. Niestety, pod sam koniec spot skręcił o 180 stopni. Racząc nas już delikatną ironią w stylu "nie czytaj, bo będziesz inteligentny". Mój mózg powrócił do trybu zwykłego, a myśl o czytaniu wyschnęła tak szybko jak pranie w upalny dzień.

 

 Zobacz spot akcji
 

 

Krakowscy studenci również postanowili szerzyć czytelnictwo wśród swoich rówieśników. Niestety, ich produkcja "Czytaj, podrywaj" okazała się sucha jak kiełbasa z tego miasta. Internauci pisali wręcz całe poematy o beznadziejności całego przedsięwzięcia. A jak studenic zachęcali do czytania? Otóż doszli do wniosku, że czytanie książek to świetny wabik na dziewczyny. Recepta była więc prosta. Czytaj książki, będziesz miał branie.

Pomysł ciekawy, choć niedopracowany. Nie od dziś panuje stereotyp, że osoby czytające są, delikatnie mówiąc, nieatrakcyjne dla płci przeciwnej. Podejrzewam, że gdyby studenci z Krakowa posiadali większy budżet i lepszy sprzęt, nakręciliby całkiem niezły spot. Taki, który hulałby "po Internetach" przez długie tygodnie. Niestety, jak się nie ma co się lubi…

 

 Zobacz spot akcji
 

 

No i ostatni. najlepszy przykład akcji, promowanej już na całym świecie. Oczywiście myślę o "Czytanie jest sexy". Jak to działa? Wydekoltowane panie trzymają w swoich drobnych rączkach opasłe tomy klasyków literatury światowej. Dla płci pięknej zaś - wysocy bruneci o sylwetce Adonisa również z książką w ręku. Jak to pasuje? Jak, nie przymierzając,  świni siodło. Dziewczyny zdają się nie dostrzegać dzierżonych przez siebie tomiszczy, z kolei faceci wyglądają na raczej nieobeznanych z literaturą. Akcja wywołała u mnie niemałą depresję. Głównie dlatego, iż nie posiadam kaloryfera na brzuchu i nijak nie mogę identyfikować się z pięknym modelem. A przecież i ja i on czytamy te same kartki. Co robię nie tak?!

Dlaczego tak trudno o dobrą kampanię promującą książki? Czytanie jest domeną ludzi wykształconych i tych, którzy chcą się kształcić. Z kolei kampanie społeczne docierają do tym szerszego grona, im prymitywniejszy jest przekaz. Nawiązanie do seksu czy agresji są więc najlepszymi sposobami promocji. A to niekoniecznie trafia do potencjalnych czytelników.

Znalezienie złotego środka spędza sen z powiek marketingowców, pijarowców, jak i samych pisarzy. Czym przekonać do czytania? Nie wiem jak was, ale mnie najbardziej zachęca po prostu... dobrze napisana książka. Ta, po którą jak najszybciej sam pobiegnę do księgarni.

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj.  

Przypominamy, iż w "Obyczajówce" są prezentowane prywatne opinie na tematy okołokulturowe.









Komentarze
  • Mnie też zachęca książka, a nie wszelkie kampanie. Nie wiem, czy zbadano jakikolwiek wpływ tych kampanii na czytelnictwo? Może odświeżenie kanonu lektur i trochę inne podejście do języka polskiego w szkołach poprawiłoby sytuację.

  • Kampania kampanią, ale to, co zniechęca przede wszystkim to cena. Mnie po prostu nie stać na nowości. Ostatnio było czyszczenie magazynów w Znaku i dzięki temu, że oferowano książki za 9,90 w momencie, gdy zrobię zakupy na powyżej 70 zł, kupiłam za 100 zł 10 książek, wszystkie w twardej oprawie, wszystkie interesujące! Monopoliści tacy, jak Empik niszczą niestety mniejsze wydawnictwa i temu trzeba zapobiegać.

  • Rzeczywiście - wszelkie kampanie promujące książki i czytelnictwo to była moim zdaniem pomyłka jak dotąd. Nie wyobrażam sobie, co trzeba mieć w głowie, żeby zacząć czytać, bo na plakacie widziało się przystojnego faceta z książką w ręku... Logika nie ma tu chyba zastosowania... Zgodzę się też z przedmówcą, że niestety ceny książek odstraszają, nawet tych w formie elektronicznej. A do biblioteki niestety nie każdy ma blisko.

  • 1. Ceny. Wyposażenie bibliotek bywa różne, ale nawet małe wsie posiadają własne filie, nieraz lepiej zaopatrzone niż wielkomiejskie oddziały! 2. Marketing. Pozwolę sobie dokleić do wątku jako ciekawostkę [bold] z istotną adnotacją - tylko dla czytelników dorosłych! [/bold]: http://coedtoplesspulpfiction.wordpress.com/about/

  • Do czego to doszło, żeby robić akcje reklamowe promujące czytanie... Myślę, że ta niechęć jest głównie spowodowana ceną, ale na ratunek idą promocje a pamiętajcie - styczeń miesiącem książkofila! Promocji i wyprzedaży książkowych wszędzie mnóstwo, chociażby na wspomnianym wyżej Znaku, sama się tam obłowiłam ;3

  • Przekonywanie przekonanych do czytania nie ma wiekszego sensu.Trzeba zachecic tych,ktorzy tego nie robia.Dlatego troche szkoda,ze studenci nie dysponowali wiekszym budzetem.Pomysl mieli calkiem niezly.

  • A mi się podoba book-crossing. Sama oddaję przeczytane książki, albo do biblioteki, albo na loterię charytatywną, po jej wcześniejszym przeczytaniu przez znajomych i krewnych.