Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Od clubbingu do foodingu

Od clubbingu do foodingu

2013-06-16 nadia

Ostatnio w Warszawie można zaobserwować istny wysyp miejsc, w których można nie tyle potańczyć wieczorami czy napić się piwa, ile zjeść coś dobrego, oryginalnego w przystępnej cenie. Mówię o stolicy, ale może jest to tendencja, którą spotykacie także w innych większych miastach.

.html
Oliwki z warszawskiego bio bazaru

Jeszcze kilka lat temu ludzie najchętniej spotykali się "na piwo" lub "na clubbing", czyli przenosili się z jednego miejsca do innego, żeby potańczyć i się czegoś napić – zresetować. Pokolenie trzydziestolatków korporacyjnych, czyli tzw. yuppie jeszcze pięć czy dziesięć lat temu wynalazła termin clubbing z kolei w latach 70-tych i 80-tych w Warszawie chodziło się po tzw. szlaku, czyli po trakcie królewskim lub po dość niebezpiecznych ulicach takich jak Poznańska (dziś modne miejsce pełne barów, gdzie spotykają się współcześni trzydziestolatkowie na jedzenie) czy wreszcie trafiali na praskie meliny, żeby napić się wódki.

Kolejna epoka gastronomiczna na mieście to już nie picie, nie taniec i zapiekanki czy kebaby nad ranem po imprezie (choć to nie znika z krajobrazu i „imprezownie” działają w najlepsze). Nowa moda to spotkania towarzyskie, które odbywają się już nie w sieciówkach, a alternatywnych i ciekawych knajpach, które mają tylko jeden lokal i przyciągają dobrymi ofertami stałych bywalców.

Ostatnio z koleżanką rozmawiałyśmy na temat tego jak zmieniła się pod tym względem stolica, jak trend slow food wpłynął na myślenie ludzi o jedzeniu. Dziś jedzenie ma być przede wszystkim zdrowe i dobre oraz w cenie, która nie jest odstraszająca. Do jedzenia pije się piwo lub wino. Na spotkaniach przy przekąskach vel tapasach spędza się popołudnia i wieczory, a im ludzie są starsi tym bardziej zanika granica miedzy dniem powszednim, a weekendem, ponieważ ci, którzy mają rodziny i ci, którzy mają już stale związki (mieszkają razem) nie czują już potrzeby spotykać się w każdy piątek i szaleć do rana, a potem przez całą sobotę leczyć kaca.

Ludzie coraz mniej dążą już do schematu podawanego przez kultowe seriale telewizyjne typu "Przyjaciele", gdzie życie toczyło się non stop stadnie, wszyscy mieszkali razem i codziennie się widywali. Jeśli by nad tym pomyśleć choćby chwilę to kto w wieku trzydziestu – trzydziestu pięciu lat chciałby mieć codziennie (!!!!) na głowie gromadę ludzi, którzy biegają po domu ze swoimi problemami, nie udanymi związkami czy bez pukania wchodzą do domu i mają dorobione klucze do wszystkich zamków. Może to współczesne zmienianie się typów spotkań to kwestia dorastania, może rzeczywiście zmian w podejściu do życia i do pewnej kultury bywania na mieście. Może też kwestia tego, że jako ludzie jesteśmy coraz bardziej indywidualni (wręcz introwertyczni), bardziej samowystarczalni i mniej podoba nam się życie stadne.

Z drugiej strony zaczynamy zauważać, że przyjaźnie wirtualne i pogaduchy na kawie przed skypem to nie to - potrzebujemy żywych ludzi, a na to nakłada się świadomość, że to co jemy jest ważne i jest w jakimś stopniu kwestią naszego wyboru. W dodatku żyjemy coraz szybciej i weekend często chcemy poświęcić rodzinie lub przeznaczyć go na bycie we własnym towarzystwie, więc łatwiej nam spotkać się gdzieś na mieście po pracy. Ekonomicznie z kolei stwierdzamy, że jeśli pójdziemy do sieciówki na kawę i ciastko wydamy ok 20 – 30 zł, a za tyle możemy zjeść obiad.

W tym sezonie przedwakacyjnym w każdej z dzielnic Warszawy powstały dziesiątki knajp z przekąskami i winem, piwem etc. Ceny dań typu tapasy wahają się od 12 do 35 zł (z piwem lub winem to koszt od 20 do ok 50 zł). Rachunek wypada dużo lepiej niż za noc clubbingu czy za kawę (10 – 17 zł) i ciasto (ok 8 - 12 zł) w sieciówce.

Co więcej knajpy prześcigają się nie tylko w podawaniu oryginalnego i zdrowego jedzenia w przystępnej cenie, ale też w zapewnieniu komfortu i milej atmosfery. Mamy zatem wiele nowych lokali na starym Żoliborzu w otoczeniu zieleni z małymi stylowymi stolikami na zewnątrz, praskie knajpy w starym stylu z lampami jak w domach naszych babć i maszynami do szycia zamiast stolików, stałym punktem tzw. hipsetów są okolice pl. Zbawiciela, gdzie wciąż powstają nowe lokale, Poznańska rozkwita w klimatach różnych narodowych kuchni i przyjacielskiej atmosfery. Oprócz tych dzielnic, w których od kilku lat zauważa się ruch gastronomiczny rozkwita coraz bardziej Powiśle, a ciekawe miejsca pojawiają się też na Ochocie, Bemowie i Woli.

Nową modę, a może raczej kulturę wychodzenia na miasto już nie tylko po alkohol i nie tylko po zmroku moja przyjaciółka Agata nazwała ostatnio foodingiem; nie wiem czy ta nazwa już funkcjonuje czy jakoś nam się urodziła w trakcie jedzenia na mieście, ale uważam, że doskonale nadaje się na określenie tego rodzaju wypadów. Tym bardziej, że nie ogranicza się tylko do jedzenia poza domem, ale też do szukania ciekawych nowych miejsca. W tym celu powstają liczne portale poświęcone knajpom i nowościom kulinarnym.

Ty też uprawiasz fooding jeśli:

- szukasz nowych lokali z dobrym jedzeniem w przystępnych cenach

- częściej spotykasz się z przyjaciółmi popołudniami w lokalach z jedzeniem niż na nocne szaleństwo

- wybierasz zamiast sieciówek małe klimatyczne knajpki

- zwracasz uwagę na to, żeby jedzenie było dobrej jakości

- zaglądasz chętnie na portale poświęcone gastronomi w twoim mieście



Komentarze