Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Pomówmy o fACTAch

Pomówmy o fACTAch

2012-01-25 Sebastian Gabryel
Czy to takie kuriozalne, że większość społeczeństwa nie lubi dziwnych, pisanych na kolanie ustaw, za którymi stoją nie wiadomo czyje interesy? Jak inaczej, jak nie nieczystymi intencjami tłumaczyć fakt debaty publicznej o ACTA na tydzień przed podpisaniem jej w Tokio? W dodatku zapoczątkowanej nie przez Michała Boniego, a na skutek medialnego przecieku o zamknięciu Megaupload, jednego z największych upload-serwerów? Skoro intencje są czyste, skąd ten nagły pośpiech? I skąd ta zasadnicza niechęć do głębszej analizy jej poszczególnych artykułów? Wiecie kto stoi za ACTA? Ja nie wiem. Jedyne co zdążyłem się przez miniony tydzień dowiedzieć, to to, że fetysz demokracji Unii Europejskiej, której jesteśmy członkiem jest mitem, a jej definicję można urabiać według własnego, często godzącego w nasze interesy widzimisię.

.html
Internet AD 2013?
Już dzień po ACTA-boomie eksperci zaczęli bić na alarm, ostrzegając, że parafowanie przez Polskę owego porozumienia może poważnie naruszać konstytucyjne prawa obywateli. Cóż po ich pogróżkach, skoro z najwyższego szczebla odpowiedziało im tylko odbite echo. Na pierwszy rzut oka treść dokumentu nie wywołuje niepokoju. Najgorsze jest jednak, że to właśnie jego ogólny charakter jest gwoździem do trumny, prowadzący do bardzo rozbieżnych interpretacji.

Smuci mnie Paweł Graś, będący rzecznikiem naszego rządu, który jak ognia unika odpowiedzi na podstawowe zagadnienia w sprawie ACTA, manewrując z nie mniejszą gracją, co była minister Kopacz na niedawnej konferencji w sprawie leków refundowanych. Śmieszą mnie naiwne i głodne kawałki o tym, jak to na skutek paranormalnego zbiegu okoliczności strony wielu prominentnych polityków, ba, witryna rządu i prezydenta zawiesiła się nie na skutek ataków Anonymous, ale z powodu... ogromnego zainteresowania nią internautów. Jak mogliśmy na to nie wpaść?! Może i dlatego, że oficjalna wersja biegu wydarzeń cuchnie porównywalnie mocno, co północno-koreański kit, o tym jak to Umiłowany Przywódca zmarł na skutek ogromnego wysiłku intelektualnego i fizycznego.

Smuci mnie Prawo i Sprawiedliwość oraz jego eurodeputowani, którzy jeszcze nie tak dawno temu ochoczo podnosili ręce, głosując za przyjęciem projektu ACTA, by po chwili położyć się Rejtanem na komputerze i typowym dla polityków słowotokiem tłumaczyć tą pochopną decyzję. Niech żyje populizm! Nota bene, decyzję podjętą na... Radzie ds. Rolnictwa i Rybołówstwa UE, a nie na merytorycznym forum. Dlaczego? Żadne z państw członkowskich nie zgłosiło do niego uwag.

Smuci mnie niesolidarna postawa prasy oraz stacji telewizyjnych i radiowych, które spłycają problem, ograniczając się jedynie do wymaganych powinności oraz informowania o bieżącej sytuacji w sposób co najmniej lakoniczny. Jeden, jedyny Piotr Chęciński z TVP Info, nie pierwszy raz zresztą, zdobył się na odwagę, w sposób jasny i przystępny tłumacząc oraz punktując wadliwą umowę w najlepszym czasie oglądalności. Dlaczego tylko on jako przedstawiciel mediów ogólnopolskich był skłonny się na to zdobyć? Rozumiem, że to kolejna gorzka lekcja o moralności, z której wynoszę jedynie tyle, że nie mamy tłumaczyć rzeczywistości, a ją w dowolny sposób kształtować.

I wreszcie, smuci mnie krótkowzroczność i hipokryzja Zbigniewa Hołdysa - osoby publicznej, kreującej się na człowieka uważnie słuchającego głosu młodego pokolenia, a zarazem od kilku dni lekkomyślnego, bezgranicznie ufającego obecnej władzy i lekceważącego internautów oraz ich obawy faceta. Internautów, z którymi kilkanaście razy na dzień kontaktował się poprzez Facebook, przy okazji umieszczając na nim adekwatne do tematu wpisu obrazki.

.html
Internet AD 2013?
Rozumiem, że pan Hołdys, jak nie ma obaw o nadużycia ze strony ACTA wobec osób używających plików mp3, bądź jpg w przestrzeni internetowej, tak żyje w stuprocentowym przeświadczeniu, że sam nie zostanie za to pociągnięty do odpowiedzialności. Chciałbym nosić w sobie to samo poczucie zaufania do tej umowy, jednak co niektóre jej artykuły skutecznie mi to uniemożliwiają, choć naprawdę mocno staram się zrozumieć i nauczyć tej samej wiary w akty prawne, oparte na uogólnieniach i niejednoznacznych w interpretacji punktach.

Jako gość na profilu pana Hołdysa, mający czelność nie zgodzić się z jedynie słusznym poglądem, przeczytałem o sobie jako o krzykaczu, który na oczy nie widział choćby jednego artykułu spornego porozumienia. Niestety, jak na złość zadałem sobie ten trud i już po pobieżnej analizie w duchu znów zadałem fundamentalne pytanie - na co komu ten bubel? Post scriptum - niestety, gościem na owym profilu już nie jestem - został zablokowany, podobnie jak Twitter i inne środki łączności pana Hołdysa z nadgorliwym tłumem.

Z góry jednak chciałbym podkreślić jedną bardzo ważną kwestię - porozumienie handlowe ACTA to nie zło z dna piekieł, które z zasady należy odrzucić, przemielić i wyrzucić na wysypisko. Obrót towarami podrobionymi, to uciążliwy i narastający problem, który poprzez uprawomocnienie tej umowy w długofalowym okresie z pewnością zacząłby maleć. Szkopuł jak zwykle tkwi w szczegółach, które niesłychanie boleśnie uderzają przede wszystkim w Internet, gwałcąc fundamentalne prawa demokracji.

Przykłady? A proszę bardzo - zgodnie z artykułem 12 może spotkać Ciebie niemiła sytuacja, kiedy to pewnego popołudnia wrócisz z pracy i spostrzeżesz, że bez jakiegokolwiek powiadomienia Twój blog o modzie został najzwyczajniej w świecie zablokowany. To oczywiście tylko tymczasowy środek mający na celu wyjaśnienie sytuacji, w której ktoś, gdzieś z jakichś względów uznał, że jako właściciel strony naruszyłeś prawa autorskie.

Dochodzenie przez sąd czy rzeczywiście doszło do ich naruszenia zajmie bardzo krótki czas - znając wydolność polskiego sądownictwa, jakieś kilka lat - czyli będzie jak zwykle, co przecież nie zrobi Tobie żadnej różnicy, mam rację? Jakakolwiek będzie Twoja odpowiedź to wiedz, że już nigdy nie będziesz mógł być pewien, co do legalności zamieszczanych przez siebie treści. Pociesz się, że nie tylko Ty, ale cała reszta - Twój sąsiad, dziewczyna, Jan Kowalski, którego mijasz na ulicy, artyści, copywriterzy i my, dziennikarze.

Cofamy się nieco i natrafiamy na piękny kwiatek w postaci artykułu 11, którego zbyt uogólniony charakter powoduje, że właściwie nie wiadomo w jaki sposób sądy miałyby go interpretować. Mogą one zobowiązać Twoją osobę, jako domniemanego-pozwanego do ujawnienia informacji, choćby na temat tych, którzy pośrednio mogli mieć swój udział w zarzucanym Tobie czynie. Proste? Proste. Żeby było jeszcze śmieszniej - nie trzeba prawniczej wiedzy, by łatwo wydedukować, jakie konsekwencje spowoduje tak ułomny z zapisie przepis. To najprostsza droga do zabawy w przerzucanie ciężaru na osoby trzecie. Myślę więc, że to nie my, a ludzie odpowiedzialni za wdrażanie ACTA w życie, nie poświęcili wystarczającej ilości czasu na dokładną lekturę wszystkich jej zapisów.

Mało? A co powiecie na punkt 9, wymuszający na dystrybutorach i administratorach sieci monitorowania oraz rejestrowania naszych działań, choć stoi to w całkowitej sprzeczności z
.html
Internet AD 2013?
obowiązującym prawem europejskim oraz dyrektywami Europejskiego Inspektora Ochrony Danych Osobowych? Rozumiem, że już za niebawem nie logika, a schizofrenia stanie się u nas obowiązującym prawem.

Każdy, kto chwycił do ręki owe kuriozum wie, jak wiele można by przytaczać podobnych przykładów. Jeśli więc nasi rządzący stroją sobie z nas żarty, ignorując wszelkie ostrzeżenia i uwagi, co do opozycyjnej wobec zasad demokracji umowy, nie pozostaje nic więcej, jak tylko pytać, pytać i pytać raz jeszcze. I ufać, i wierzyć, i pokładać nadzieję, że zapewnienia o jej wysokiej jakości pójdą w parze z rzeczywistością, a my okażemy się tylko bandą rozhisteryzowanych zombie, oblewających się zimnym potem tylko dlatego, że sami nie stosujemy się do zasad internetowej etykiety, piracąc co się da i gdzie się da, na potęgę. Znaki zapytania wyrastać będą coraz większe i w liczniejszym towarzystwie. Monopol władzy to ciche zabójstwo dla państwa, ale idee państwa są kuloodporne. Do zobaczenia przy urnie!






Komentarze
  • W fakcie braku debaty nad ta ustawa nie widze nic dziwnego.W Polsce politycy przypominaja sobie o spoleczenstwie wylacznie przed wyborami parlamentarnymi.W normalnym czasie nie zalezy im na naszym zdaniu,poniewaz znaja sie na wszystkim i wszystko wiedza najlepiej!Prawdziwe omnibusy!

  • To już nie pierwszy raz, gdy społeczeństwo dowiaduje się o jakiejś ustawie, gdy już praktycznie wszystko jest zaklepane. Przeciętny człowiek nie ma czasu i odpowiedniej wiedzy prawniczej, żeby czytać wszystkie projekty pojawiające się na stronach rządowych, a politycy to z uśmiechem na ustach wykorzystują.

  • Bardzo dobry artykuł! Pozdrawiam

  • aahhh tak na prawdę to wszystko jest chore !!!! to się w głowie nie mieści żeby rządzący nie pytali o zdanie społeczeństwa wszytko jest utajone przed nami i jesteśmy w ogóle nie informowani

  • Nikt mi nie wmówi, że garstka rozwrzeszczanych gówniarzy to bojownicy o demokrację. Jedyne na czym im zależy to możliwość darmowego ściągania pornosów, hollywoodzkich filmideł i hiphopowej sieczki. TAK DLA ACTA STOP PIRACTWU!

  • tym niekt�rym "gowniarzom" juz nawet nie chodzi o mozliwosc darmowego dostepu do dobr kultury,oni w jakis sposob probuja zamanifestowac swoja obecnosc na swiecie,chca cos zrobic,aby pokazac,ze to co dzieje sie w naszym kraju juz nawet tych mlodych "gowniarzy" drreczy i meczy,kazdy chce miec prawo do glosu