Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Promowanie nie na ekranie

Promowanie nie na ekranie

2014-02-21 Rafał Kowalkowski
Co nas może zachęcić do obejrzenia kolejnego filmu lub sezonu serialu? Jak wypromować nowe, kiedy "starych" i dobrych taka ilość, że nie starczy życia? 
 
.html
 Jeden z elementów akcji promującej w Nowym Jorku serial "Walking Dead"/AMC
Być albo nie być? Mieć czy być? Te fundamentalne pytania wiążą się z nieprzespanymi nocami u producentów seriali i filmów. Zastanawiających się, jak tu przyciągnąć widza przed ekran? No właśnie. Co nas może zachęcić do obejrzenia kolejnego filmu lub sezonu serialu? Obsada? Chwytliwy trailer? Opinia recenzenta? Jak wypromować nowe, kiedy "starych" i dobrych taka ilość, że nie starczy życia? Liczy się kreatywność. A także połączone wysiłki ludzi i maszyn. Czym więc zaskakują nas fachowcy od przyciągania uwagi?
 
Na szacunek zasługuje przynajmniej kilka kampanii, które pokazały, że spece od marketingu stawiają coraz bardziej na kontakt bezpośredni. Oto głównymi ulicami 26 miast na całym świecie "przechadzały" się zombi . Innym razem w 13 amerykańskich miastach fontanny wypełniono czerwonym płynem i otoczono taśmą policyjną.  Z bagażników nowojorskich taksówek wystawały i zwisały ręce (mam nadzieję, że protezy). Na przystankach autobusowych rozwieszono plakaty z instrukcją obsługi (ale to proste, szkoda, że nie dla mnie ), do których przyklejono drewniane kołki, do użycia w przypadku spotkania wampira (a ja w swoim prywatnym aucie nie mogę wozić bejsbola!). 
 
 Zobacz spot kampanii Walking Dead
 
 
Dobre hasło reklamowe wciąż może być dźwignią sukcesu. Trzeba tylko w Wigilię Bożego Narodzenia wyemitować scenę z księdzem i dodać: Watykan nie chce, żebyś to oglądał. Siedzicie? Zysk ponad 50:1. W tym temacie, nowe życie zyskała również "stara” forma, jaką jest książka. Na zasadzie przystawki przed ekranizacją - daniem głównym, bądź po - jako deser. 
 
W mojej subiektywnej ocenie numerem 1 kampanii filmowych jest jednak akcja twórców remake'u horroru "Carrie". Dlaczego? Bar kawowy – miejsce prozaiczne. Niby jakich wiele, jak market czy zakład fryzjerski. Tylko, że market oznacza zbyt wielu "dziwnych" ludzi, których reakcji nie da się kontrolować, a do fryzjera rzadko zagląda się  przypadkiem? Co innego kawiarnia. 
 
 Zobacz spot reklamujący "Carrie"
 
 
Kawa i zjawiska paranormalne w jednym miejscu. Podstawowa potrzeba i szok. Genialne. Prosta mechanika. Linki, ciężarki, dźwignie, tory jak dla dziecięcej kolejki i zdaje się, że magnetyzm. Nic kosmicznego. Wykonano bez udziału NASA. Prawda, że niemałym nakładem. W końcu musieli zaadoptować lokal do wykonania sztuczek. Biorąc jednak pod uwagę ilość odsłon w sieci i emisje w telewizjach na całym świecie, była to opłacalna inwestycja. Gratuluję zminimalizowana nakładów na media przy maksymalnym ich wykorzystaniu! Strzał w 10! 
 
Takie akcje jak z "Carrie" dobrze rokują przyszłości filmowego marketingu. Nieprzewidywalnego i pełnego efektywnych trików. Wypada podziękować wszystkim, którzy zajmują się sferą filmowej promocji. Na pewno jeszcze wielokrotnie nas przerażą, rozśmieszą, rozczarują. I chyba nie tylko ja czekam na te emocje...
 
Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj. 


Komentarze
  • To prawda - liczba wartych obejrzenia seriali jest coraz większa, a czas, który można poświęcić na oglądanie nie wzrasta :) Ja jednak sięgam co jakiś czas po nowe tytuły, ostatnio zafascynował mnie True Detective. Musze nawet korzystać ze specjalnej aplikacji, żeby się pogubić, co kiedy oglądać :)

  • Musze przyznac,ze spot dotyczacy filmu "Carrie" bardzo mi sie podoba.Az szkoda,ze polscy tworcy nie decyduja sie na podobne kroki.Ale wiadomo,ze wszystko rozbija sie o skromne srodki finansowe.