Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Psy atakuje Gentlemanem

Psy atakuje Gentlemanem

2013-04-13 jar

Artyści jednego przeboju istnieli od zawsze. Już w XVIII i XIX wieku istniały kompozycje, które lotem błyskawicy zyskiwały popularność w salonach mieszczańskiej Europy. W drugiej połowie XX wieku, wraz z rozwojem rock and rolla i przemysłu fonograficznego, obrodziło w gwiazdki pop, które potrafiły wylansować jeden hit, a później znikały bez wieści. W ostatniej dekadzie rozwój internetu i masowej komunikacji otworzył drogę do popularności twórcom, którzy bez wszechobecnej sieci i portali społecznościowych mogliby odnieść sukces co najwyżej w wąskim gronie słuchaczy.

Psy.html
Gentleman Psy?/mat. pras.

Jednym z najbardziej niewiarygodnych sukcesów ostatnich lat była światowa popularność przeboju "Gangnam Style" południowokoreańskiego artysty i komika Psy. Wpadający w ucho hit nucili wszyscy, od Kamczatki po Chile, od Alaski po Nową Zelandię. Podobnie było niegdyś z "Lambadą" czy "Macareną", których twórcy (czy ktoś jeszcze o nich pamięta?) nigdy już nie zdublowali sukcesu tych sztandarowych utworów. Są jednak i tacy, którzy próbują nie dać się wcisnąć w szufladkę z napisem "artysta jednego przeboju".

Pierwszym singlem Psy po sukcesie "Gangnam Style" jest opublikowany właśnie "Gentleman". Electro-popowa piosenka zadebiutowała na gościnnych łamach serwisu YouTube – odpowiedzialnego przecież za niespotykany sukces poprzedniego hitu Koreańczyka. W ciągu dwóch dni od premiery utwór zdobył ponad milion wyświetleń, a sam Psy zaprezentował go na żywo podczas koncertu transmitowanego właśnie przez YouTube. Nowa piosenka, nowy taniec... Czyżby Psy udało się uniknąć "klątwy drugiego przeboju"?

 

 Psy - Gentleman 
 


Tuż po pierwszej fali popularności "Gangnam Style", Psy podpisał umowę z łowcą talentów i managerem Scooterem Brownem. To nazwisko mówi zapewne niewiele, ale dużo więcej mówią nazwiska jego klientów: to on wylansował Justina Biebera czy autorkę wkurzającego "Call Me Maybe" Carly Rae Jepsen. I przy okazji jako jeden z pierwszych dostrzegł, że zamiast wielkiej wytwórni i machiny promocyjnej można do tego celu wykorzystać internet – z dużo lepszym skutkiem.

Niewątpliwie do sukcesu "Gangnam Style" przyczynił się fakt, że jego wizerunek i niepoważny teledysk stały się internetowymi memami, które w pewnym momencie zaczęły funkcjonować niezależnie od (teoretycznie najważniejszej) muzyki. "Gentleman", śpiewany po koreańsku z kilkoma anglojęzycznymi wstawkami (typu "I'm a motherfather gentleman"), raczej nie przebije swego bijącego rekordy poprzednika, ale być może zwiastuje moment upadku monopolu USA na kreowanie popowych gwiazd. A właściwie - może Ameryka postanowi "zainwestować" w artystów spoza swojego kręgu? Jedno zwiastuje na pewno – wakacyjne imprezy nie będą mogły się obyć bez kolejnego koreańskiego hitu.



Komentarze
  • Internet rzeczywiscue ulatwia sprawe promocji-ale mam wrazenie,ze popularnosc tego typu produkcji polega na zgrywie. Jakos nie widac w Europie,czy USA sukcesow odnoszonych przez najpopularniejszych azjatyckich wykonawcow