Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Purpurowe miejsca zgonu: Kto tym razem zabił?

Purpurowe miejsca zgonu: Kto tym razem zabił?

2014-01-23 Sabina Lewicka

Jeśli masz jakieś pilne sprawy do załatwienia na jutro, nawet nie dotykaj tej książki. Sympatycy kryminałów wiedzą co chcę powiedzieć.

.html
 

"Purpurowe miejsce zgonu" to trzecia część z serii przygód detektywa bez licencji Travisa McGree. John D. McDonald, którego kryminały uznawane są za amerykańską klasykę gatunku, odchodzi od dobrego przepisu na tego typu powieść. I chyba w tym tkwi urok książek autora, na którym wzorowali się m.in. Kurt Vonnegut, Stephen King, czy Dean Koontz.

Jeśli masz jakieś pilne sprawy do załatwienia na jutro, nawet nie dotykaj tej książki. Sympatycy kryminałów wiedzą co chcę powiedzieć. Zaczyna się niewinnie. Travis McGree zastanawia się nad przyjęciem zlecenia od seksownej blondynki Mony – młodej żony dużo starszego biznesmena, wspólnika jej ojca Jaspera Yeomana, którego żona podejrzewa o przetrwonienie spadku po ojcu. Tymczasem dochodzi do nieoczekiwanego morderstwa. Na oczach McGree ginie potencjalna pracodawczyni. Ciało kobiety w tajemniczy sposób znika. Całe miasteczko Esmeralda w Nevadzie, z policją na czele jest przekonane, że znudzona i rozkapryszona Mona uciekła z kochankiem, wykładowcą filozofii na miejscowym uniwersytecie. Widziano ich nawet, jak wsiadają do samolotu.

Travisa znów trapią rozterki: Zapomnij o tym, McGree, spisz listę powodów, dla których powinieneś zamknąć tę sprawę. Miałem bilet powrotny na samolot, a więc żadnych strat. Potencjalna klientka nie żyła, nie było więc szans na zarobek. Nikt nie podzieli się ze mną odzyskaną kasą, w razie gdybym ją odzyskał. W końcu i tak nie lubiłeś tej babki, więc wyśpij się i wypad z miasta. Ale wtedy nigdy się nie dowiesz, dlaczego zginęła. Człowieku, czy stać cię na zaspokajanie próżnej ciekawości? No to policz, ile stopni prowadzi do piekła. (...) Byłem z Moną, kiedy zginęła, a ona od dawna nie odwiedzała górskiej chaty. Ktoś wiedział, że się do niej wybiera. Czyżby wiedział także o mnie? I tu zaczyna się pogoń za myślą.

Poszlaki wskazują na męża Mony, ale Travis nie daje się zwieść, co wydają się potwierdzać kolejne morderstwa. Prosty, potoczny język, dynamika prowadzenia narracji sprawia, że z każdą stroną lektury napięcie rośnie i wyczekiwanie na dalszy rozwój wypadków zostaje zaspokojone dopiero pod koniec. A wtedy wszystko drastycznie szybko prowadzi do rozwiązania. Kiedy zarówno czytelnik, jak i Travis wiedzą już, kto jest mordercą, ten naiwnie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. Na osłodę pozostaje wątek miłosny z udziałem głównego bohatera, konesera kobiecych wdzięków.

Travis nie jest zwyczajnym detektywem. On nie węszy. On jest w odpowiednim miejscu i czasie. A wydarzenia dzieją się same. Travis jedynie układa je w spójną, logiczną całość. To dedukcyjne myślenie, błyskotliwość i szczęście do rozwoju sytuacji w jego obecności pobudza nieodpartą ciekawość czym sprawia przyjemność czytelnikowi.

Mimo tego, że okładka raczej odpycha sugerując, iż jest to książka typu harlequin to, z całą pewnością pozycja ta zasługuje na rozpoczęcie od niej swojej przygody z powieścią kryminalną. Natomiast polskojęzyczni wielbiciele zagadek logicznych, z zabójstwem w tle, wychodzących z pod pióra McDonalda, na pewno z niecierpliwością oczekują kolejnego tomu przygód uroczego mięśniaka Travisa McGree, który doskonale radzi sobie w realiach lat 60 ubiegłego wieku.

Powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Albatros.


Artykuł powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl







Komentarze
  • Albatros i wszystko jasne. Zresztą takie legendy koniecznie trzeba posiadać w swojej biblioteczce, albo chociaż po prostu przeczytać. Dobrze, że się pojawia coraz więcej książek jego autorstwa w Polsce.

  • Ksiazke te upolowalem w gratisach,wiec ciekaw bede swoich wrazen po jej lekturze.Szczegolnie dlatego,ze wlasnie naTravisie McGree Lee Child wzorowal postac Jacka Reachera.A beznadziejne okladki w przypadku Albatrosa to prawie regula.

  • Dobre recenzje książki zachęcają zdecydowanie do przeczytania, czego nie mogę powiedzieć za to o okładce, która jest okropna (pewnie męska część użytkowników portalu się ze mną nie zgodzi :)