Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Równi i równiejsi?

Równi i równiejsi?

2013-03-29 Sebastian Gabryel
.html 
Ewa Wójciak/mat. pras.

Zapewne nie ma nic odkrywczego w twierdzeniu, że wielu środowiskom, rzekomo toczącym heroiczny bój o równość, tolerancję i poszanowanie jednostki, wcale o te przymioty nie chodzi. O równość - jedynie w myśl zasady, że są równi i my, równiejsi. O tolerancję - i owszem, ale na naszych zasadach. O poszanowanie jednostki - zależy, po której stronie barykady człowiek stoi. Bo tu wcale nie o wyrównanie, a o odwrócenie szali idzie. To niewątpliwie wyjątkowo groteskowe, wchodzić w skórę tych, na których rzuca się oskarżenia. Jednak mało kto zdaje się to zauważać. Cofnij - widzi niejeden, jednak czasem i tego jednego zabraknie, by wprost powiedzieć, że sprzeciwić się "postępowi", to jak skazać się na ostracyzm. Bo teraz panie, mamy inne czasy.

Naprawdę, to nie batalia o sprawiedliwość. I nie o poszanowanie języka, bądź utemperowanie go, z całą pewnością. No, może tylko tym, którzy jego niewyparzeniu się sprzeciwiają. Dziś słowo "lobby", podobnie jak "układ", zostało sprowadzone do roli stracha na wróble. Niczego innego, niż taniego straszaka ze słownika oszołoma - zatwardziałego prawicowca, miłującego to, co wstecz, nie wypatrującego tego, co przed nim. A to wcale nie kwestia politycznej orientacji, ale trudnej, choć koniecznej próby rzetelności w ocenie. Choć byłoby nieszczerością nie przyznać, że ostatnimi czasy jakoś tak się składa, że to ludzie lewicy są autorami rzeczy całkowicie deprymujących. Szczególnie bolących, że dziejących się we wszech pojętej kulturze.

Ostatnie głośne wydarzenia z dyrektorką poznańskiego Teatru Ósmego Dnia - Ewą Wójciak i jej skierowanym w stronę ledwo wybranego papieża "ch*jem" w roli głównej, aż nazbyt uwypukliły, jak wiele hipokryzji potrafimy przepuścić przez palce. Rację ma Joanna Szczepkowska, zauważając ostatnio ciekawą zależność. W lewicowym krzyku o rzekomą wolność słowa zawsze znajdzie się sporo miejsca na kpiarstwo, obrazę, a nawet karalną groźbę pod adresem choćby duchowieństwa, które istotnie zasługuje na konstruktywną krytykę. Idąc dalej, można ubliżać i nieprzychylnym jedynie słusznej opcji politycznej, różnej maści "anachronicznym indywiduom". Jednak dziwnym trafem, zupełnie brakuje przestrzeni na pejoratywną ocenę jakichkolwiek działań ze strony środowisk homoseksualnych, faktycznie często bardzo boleśnie piętnowanych.

.html
Papież Franciszek/mat. pras.

Nasuwa się pytanie, czy w nowoczesnej demokracji, o której realną budowę ów lobby woła, powinno znajdować się miejsce na pochwałę, a co gorsza eskalację, tyle że w odwrotnym kierunku, piętnowania odmiennych przekonań i skazywanie na getto ludzi za nimi stojących? W ostatnich dniach, stara łacińska sentencja "quod licet Iovi, non licet bovi" znów nabrała na aktualności. Bo co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie.

Homo-dyktat istnieje i ma się coraz lepiej. Chce zawłaszczyć przestrzeń kulturalną, nie zaś uczestniczyć w niej na tych samych zasadach co inni. Zainteresowany jest jedynie tymi specjalnymi. I nie to, żeby choćby ten tak pogubiony w ostatnim dziesięcioleciu polski teatr miał przywdziać się w heteroseksualny kostium i gadać głosem starej dewoty. Ale do diabła, przestańmy mówić, że za wulgarnymi słowami Wójciak stoi jakaś bliżej niezdefiniowana idea przywrócenia równości, kiedy gołym okiem widać, że jedyną intencją jej i broniących ją zatrzeciewionych defensorów, w rodzaju niezawodnego w takich sytuacjach prof. Jana Hartmana czy skrajnego populistę Janusza Palikota jest wyłącznie odwrócenie zastanych proporcji.

Popadając w ironię, jak wysublimowanym trzeba posługiwać się zmysłem estetycznym, by odebrać - nomen omen - "ch*ja" Wójciak za artystyczny gest? Naprawdę, tylko na tyle dziś stać ten nasz, niegdyś wielki, polski teatr? Idąc logicznym tokiem rozumowania, nawet najbardziej krzywdzący czyn człowieka będziemy w stanie wytłumaczyć osobliwą, artystyczną kreacją, jeżeli dosadnemu, by nie powiedzieć hejterskiemu komentarzowi na Facebooku będziemy nadawać artystycznej wymowy. Co warto bardzo dobitnie podkreślić, nie jest to przecież żadne działanie artystyczne, w rodzaju choćby ostatniego, absurdalnie potępianego stand-up'u Abelarda Gizy. Ozywiście w zamyśle, wytłumaczyć zdołamy to jedynie wtedy, kiedy działa skierowane będą nie w stronę tych, którzy całkowicie bezrefleksyjnie miłują Zachód.

.html
Janusz Palikot/mat. pras.

A tak na marginesie, jak wiele pokładów hipokryzji musi nosić w sobie Pani Dyrektor, by ubolewać nad wyborem Bergoglio na Głowę Kościoła, z racji jego rzekomych, bo wciąż nieudowodnionych konszachtów z wojskową juntą, a w zupełności zacierając z pamięci fakt rejestracji swojej osoby przez SB jako operacyjny kontakt o pseudonimie "Nana".

Jak przewrotny musi być Pan Palikot, by jednego dnia wspólnie z nią wznosić lament nad nowo wybranym hierarchą, wróżąc jego nikłe poczynania wobec duchownych, uwikłanych w zamiatane pod dywan pedofilskie afery, a drugiego już stanowczym głosem opowiadając się za obniżeniem progu seksualnej inicjacji do - uwaga - trzynastego roku życia. To polityka, jasne, ale głupcem jest ten, co nie dostrzega niepokojącej jej relacji ze wszystkimi dziedzinami sztuki, wpływających na nie, jak widać, maksymalnie destruktywnie, niekiedy dając obraz polskiej sztuki, szczególnie tej teatralnej, jako uwikłanego politycznie dziecka, w pijackim amoku zataczającego się we mgle.





Komentarze
  • Czy można prosić o zwracanie uwagi na poprawność gramatyczną formułowanych wypowiedzi? Powyższy arytkuł czyta się jak wypowiedź osoby, która dopiero uczy się naszego pięknego języka. Nie mogłam się zupełnie skupić na właściwej treści- wychwytując wciąż błędy.

  • Po raz pierwszy chyba czytam na tym portalu tego typu tekst. Mówiąc (pisząc) szczerze, mam nadzieję, że - jednocześnie - jest to raz ostatni. "To polityka, jasne", pisze Autor i jego artykuł również można tak podsumować. Tekst z gatunku zbędnych. Oby jak najmniej takich tutaj.

  • Nie bardzo rozumiem wcześniejsze komentarze, dlaczego ten artykuł jest nie na miejscu na tym portalu? Przecież jest wolność wypowiedzi i autor artykułu odniósł się do słów dyrektorki teatru, która jest przedstawicielem kultury. Tylko w wypowiedzi tej pani kultury zabrakło. Chciała zaistnieć w mediach to zaistniała tylko czy to wpłynie na plus dla jej teatru?! Czas pokaże. Wiem jedno przez wulgaryzmy o wolność słowa walczyć nie powinniśmy!

  • Z tego, co wiem, wypowiedź Ewy Wójciak nie była oficjalną wypowiedzią skierowaną do mediów. To, że mi sie jej słowa mogą nie podobać, to jedno, ale drugą sprawą jest wyciąganie konsekwencji i ciągle dyskusje na temat tego, co wolno, a czego nie wolno. Tekst wpisuje się w tę nagonkę, więc uważam go za zbędny.

  • Jasne, tłumaczmy, że to nie była wypowiedź do mediów, że miała słabszy dzień lub wypiła jednego drinka za dużo.. Pani Wójcik jest dyrektorem miejskiej instytucji kulturalnej, która bierze publiczne pieniądze nie po to, żeby rynsztokowym językiem opisywać rzeczywistość. sama pewnie chętnie zwalcza oponentów w ramach używania "języka nienawiści". podwójna, lewacka moralność:) a tekst mocny, nadaję się na Rebelyę:)

  • Brawo dla Redakcji za jasne postawienie tematu. Wolnosc slowa? Owszem,ale bez obrazania innych! darka_b pisze:"tekst wpisuje sie w nagonke,wiec jest zbedny".Gdyby popieral takie chamskie zachowanie pewnie bylby nazwany istotnym glosem w walce o wolnosc slowa? :) :)

  • Drodzy czytelnicy, żeby była jasność - nie wszyscy w redakcji podzielają poglądy wyrażone w tekście Sebastiana. To jego prywatna wypowiedź w ramach blogowej konwencji. Jeśli śledzicie nasz profil na Facebooku, pewnie pamiętacie, że sprawa "papież- gate" została tam skomentowana krótko i z podkreśleniem absurdalności jej dalszej obróbki w mediach. Sebastian postanowił mimo wszystko zabrać głos w sprawie. Chyba nazbyt emocjonalnie, piekąc dwie pieczenie na jednym ogniu (Wójcik + Szczepkowska) i zstępując do politycznych czeluści. Bez względu na ocenę jego tekstu, pragniemy uspokoić przerażonych czytelników. Kultura Online pozostaje portalem o tematyce kulturalnej, nie zaś miejscem toczenia ideologicznych sporów, tudzież wchodzenia między medialnie sterowane awantury. Ci, którym styl felietonu przypadł do gustu i chcą poprzeć Sebastiana krytyką wszelkiego lewactwa, przypominamy, że w sieci istnieją witryny bardziej ku temu odpowiednie. Zajmujmy się kulturą, a nie wykorzystujmy jej jako pretekstu do własnych światopoglądowych połajanek. Prosimy zarazem o wzajemny wobec siebie szacunek. To, że ktoś nie chce czytać znowu o Wójcik (jak darka b), nie znaczy, że trzeba od razu złośliwie go kontrować.

  • Umknął mi fakt, ze to blogowy tekst - mea culpa. Raduje się natomiast me serce (by pozostać przy nieco biblijnej retoryce), ze Redakcja (Mr Badula - ukłony) dostrzega, ze siłą tego portalu jest właśnie uchylanie się od politycznych i plotkarskich kontekstów. Zasypiam zatem nieco mniej przerażona i nieustannie "po" i "na" Waszej stronie ;)

  • Miejmy nadzieję, że więcej takich dyrektorów w polskich teatrach, galeriach itp instytucjach już nie ma i nie będzie trzeba prowadzić na ich temat zażartej dyskusji :D