Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Tom Hanks jako bohater z przypadku

Tom Hanks jako bohater z przypadku

2013-12-03 Gabriela Będkowska

Pozwolę sobie zacząć od prywaty: kocham Toma Hanksa. Od lat uważam go za aktora, który potrafi wyjść obronną ręką ze starcia z największymi nawet niedostatkami scenariusza. Tytułowa rola w filmie "Kapitan Phillips" niemal na pewno przyniesie mu nominację do Oscara, a prawdopodobnie i samą statuetkę. I na tym w zasadzie mogłabym skończyć pisanie o tym filmie.

Tom Hanks.html
Tom Hanks jako tytułowy kapitan/ fot. materiały promocyjne

Niby wszystko jest - świetny aktor w roli tytułowej, bardzo dobra muzyka i scenariusz oparty na prawdziwej historii. Jest nieźle skonstruowana postać kapitana Phillipsa - odważnego, honorowego,  prawdziwego bohatera, a przy tym pokazanego w sytuacjach ekstremalnych bez retuszu. Kiedy załoga się leni, to jest zły, kiedy się boi, widzimy jego strach. Reżyser nie dorobił mu aureoli, pokazał zwykłego człowieka, z którego nadzwyczajne okoliczności wykrzesały niezwykłe cechy. Tom Hanks stworzył niezwykłą kreację, wiarygodną, pełnokrwistą, poruszającą. Ostatnie pół godziny filmu to wielki pokaz jego nieprzeciętnego talentu i aktoskiej klasy.

Film jest skazany na sukces komercyjny - w końcu opowiada o wydarzeniach sprzed zaledwie czterech lat, w dodatku serwuje świetny dowód na to, że autorytety można znaleźć wszędzie, niekoniecznie na stronach plotkarskich portali. Mógłby więc zachwycać, ale mnie jakoś nie zachwycił.

Nie przekonał mnie sposób filmowania. Chyba rozumiem zamysł reżysera, dziwne ujęcia miały pewnie kojarzyć się z produkcjami dokumentalnymi, dodać autentyczności, uwiarygodnić historię, ale po kolejnym zbliżeniu na ucho Toma Hanksa zaczęło mnie to męczyć. Choć jak pisałam, autorzy filmu nie popadli w pompatyczny nastrój, nie zabrakło moralizatorskich frazesów, które w ekstremalnych sytuacjach brzmiały dość naiwnie. Naiwnie też przedstawiono somalijskich piratów. Nie, nie spodziewałam się, że zaatakują statek ubrani w garnitury od Hugo Bossa, ale postkolonialna perspektywa w kreowaniu ich postaci mnie po prostu drażniła. Można to położyć na karb literackiego pierwowzoru, wspomnień prawdziwego kapitana Phillipsa, ale odnoszę wrażenie, że twórcy filmy zbyt skwapliwie wykorzystali te klisze.

"Kapitan Phillips" początkowo zapowiadał się jak film, który włożyłabym między obrazy typu "okruchy-życia", jednak z czasem nabrał tempa, a tytułowy kapitan - charakteru. Ogromna w tym zasługa genialnego Toma Hanksa i naprawdę dobrej ścieżki dźwiękowej. Reżyserowi udało się zachować balans w kreowaniu sylwetki kapitana - pokazanie jego bohaterstwa nie wiązało się z przedstawieniem somalijskich piratów jako złych do szpiku kości ludzi. Oni po prostu nie mieli wyboru - ktoś im kiedyś dał broń do ręki i uzależnił ich życie od łupów ze statków. Warto wyjść z kina także z tą myślą w głowie.


Tekst powstał w ramach programu "Praktyka w Kulturaonline.pl".

***

 Film obejrzałam w Multikinie Arkady Wrocławskie.











Komentarze