Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Tramwaj zwany... podkradaniem

Tramwaj zwany... podkradaniem

2013-01-09 jar

Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. 3 stycznia w gdańskich tramwajach ruszyła akcja czytelnicza – w specjalnych siatkach na pasażerów czekały książki do poczytania podczas jazdy. Wspólny pomysł miasta i Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej zapowiadał się interesująco. Miała być pierwszą w Trójmieście książkową akcją na tak dużą skalę. Prezydent miasta pochwalił, lokalne media poinformowały... a potem nastąpiło czołowe zderzenie z mało przyjemną rzeczywistością.

Tramwaj zwany poczytaniem.html
 fot. za: gdansk.pl/M. Piotrowski

Portal MM Trójmiasto doniósł niedawno, że od początku tramwajowego projektu (czyli przez niecały tydzień) w tajemniczych okolicznościach zniknęła niemal połowa książek. Czyżby pasażerowie tak się zaczytywali w zasobach tramwajowej biblioteki, że postanowili dokończyć lekturę w domach?

Chyba jednak trzeba na to spojrzeć bardziej trzeźwym okiem – użytkownicy komunikacji miejskiej w Trójmieście potraktowali użyczone im książki jak niespodziewane prezenty i bez większych oporów je sobie przywłaszczyli. Czy można się było tego spodziewać? Oczywiście. Wiara w kulturę (i tę wysoką, i tę elementarną, osobistą) każe jednak nie przejmować się takimi zjawiskami. Pierwsze koty za płoty – być może przy następnych okazjach mieszkańcy Gdańska zorientują się, jak poprawnie korzystać z tramwajowej czytelni.

Nie od razu Rzym zbudowano. Pomysłodawcy udostępniania książek w środkach komunikacji musieli się liczyć z takim obrotem spraw. Nie wiadomo, jak wyglądało pokłosie wystawienia book-crossingowych regałów w kilku miastach Polski, m.in. w Poznaniu. Czy w tym wypadku brak wiadomości o rozkradaniu publicznych księgozbiorów oznacza, że mieszkańcy nauczyli się korzystać ze wspólnych biblioteczek? Zamiast spychać winę na krewnych Chytrej Baby z Radomia trzeba uruchomić nieco optymizmu. W idealnym świecie każdy pasażer odkładałby "pożyczoną" lekturę na miejsce; w naszym, nieco mniej idealnym (pan wybaczy, panie Leibniz), użytkownicy tramwajów zabierają książki do domu. Być może któryś z nich pokusi się o zajrzenie do środka, być może kogoś wciągnie lektura... Czy to zbyt naiwne myślenie?



Komentarze
  • Don't Panic! We're From Poland

  • Pomysł świetny, ale wątpię, żeby Polacy przestali sobie te książki przywłaszczać.

  • Ale z drugiej strony, zacz�� czyta� ksia�k� i jej nie sko�czy� :/ gdyby dobrze si� zaczyna�a, to bym naprawd� pozyczy�a sobie tak� ksi��k� do domu. Tyle �e po sko�czeniu jej zn�w wsiad�abym do tego tramwaju i od�o�y�a do siatki.

  • Cóż, dokładnie o tym pisałem na facebooku KulturaOnline kiedy pojawiła się informacja o tej akcji. Jakoś jednak nie cieszę się z tego, że ponownie miałem rację...

  • Slyszac narzekania organizatorow na znikanie ksiazek nie rozumiem jaki ma tej akcji przyswiecac cel. Sadzilem,zema to byc forma "bookcrossingu". Natomiast,jezeli ma to umilac czas podczas jazdy-to moze warto wykladac stare gazety? :) Zgadzam sie z opiniami,ze ksiazka moze zaciekawic i chcialoby sie ja przeczytac cala.Ale potem powinien nastapic jej zwrot! A gazet chyba nikt nie bedzie zalowal? ;)

  • Maiło być dobrze a wyszło no niestety nie tak jak powinno ogólnie pomysł dobry tylko nie dopracowany. Z gazetami było by może lepiej nie by tak nie znikały ale znam sporo osób które nie czytają gazet maja złe opnie o nich.