Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Twarze z Hunts Point

Twarze z Hunts Point

2012-07-23 Łukasz Jaroń
Natalie.html
"Natalie"/fot. Chris Arnade/Flickr

Internet to jednak dobra rzecz. Od czasu do czasu przypomina mi o tym fakt, że wśród filmików z kotami i tekstów piosenek można czasem znaleźć prawdziwe skarby, na które bez sieci nie wpadlibyśmy nigdy. Jedną z takich niezwykłości jest krążący ostatnio wśród internautów projekt Amerykanina Chrisa Arnade "Faces Of Addiction", czyli "Twarze uzależnienia".

Hunts Point to taka część nowojorskiego Bronxu, na którą lepiej się nie zapuszczać nawet w biały dzień. Ponury krajobraz przemysłowych budynków, ciemnych uliczek i zrujnowanych bloków mieszkalnych, zaludniony przez prostytutki, narkomanów, alkoholików i gangsterów. W tę scenerię w grudniu ubiegłego roku wkroczył ze swoim aparatem Chris Arnade, by portretować ludzi, którzy trafili do tej wyklętej części Wielkiego Jabłka.

Vanessa.html
"Vanessa"/fot. Chris Arnade/Flickr

Od końca 2011 roku Arnade zgromadził ponad 80 portretów mieszkańców Hunts Point i wysłuchał ich historii. Każdemu zdjęciu towarzyszy opis w podobnej formule – imię, nazwisko, wiek, zawód. Każda z prostytutek bez ogródek opowiada, dlaczego sprzedaje swoje ciało: bo potrzebują pieniędzy na heroinę, bo jeszcze jako małe dzieci uciekły z patologicznych domów i nie potrafiły znaleźć innego zarobku. Napotkani przez fotografa bezdomni narkomani też dzielą się swoimi historiami i chętnie pozują do zdjęć. Arnade często powraca, by podarować im odbitki swoich portretów, a jego modele cieszą się na wieść, że ich twarze i opowieści trafiły do sieci. Zgodnie powtarzają: "To świetnie. Może dzięki temu ktoś się opamięta i nie skończy tak, jak my". Arnade pod niemal każdym zdjęciem zaznacza: "Publikuję historie ludzi dokładnie tak, jak sami mi je opowiedzieli. Nie jestem dziennikarzem. Nie sprawdzam ich wiarygodności, po prostu słucham".

Projekt Amerykanina wciąż trwa. Arnade regularnie, co kilka dni publikuje nowy portret i nową opowieść, czasem wraca do swoich starych znajomych. Większość z nich spotyka na ulicy, innych już nie – niektórzy trafiają do więzienia albo znikają bez wieści. Zostają po nich historie oraz bardzo smutne i piękne fotografie.

Galeria "Faces Of Addiction" do obejrzenia w serwisie Flickr pod tym adresem.




Komentarze
  • Patrzac na ten projekt widac dokladnie ,jak wielka kulturowa roznica dzieli Stany Zjednoczone i Polske. Jak rozna jest nasza mentalnosc. Jakos trudni mi wyobrazic,aby polskie prostytutki zdecydowaly sie brac udzial w podobnym projekcie.

    • W sumie mają rację - wg Ciebie jest się czym chwalić?

      • One nie zgadzają się na te zdjęcia po to, żeby się chwalić, tylko ku przestrodze dla innych. Najwyraźniej nie przejmują się tym, że jacyś tzw. porządni obywatele mogą źle o nich pomyśleć. Może żyją w takim oderwaniu od reszty społeczeństwa, że nawet nie robi im to różnicy. U nas by to nie przeszło, bo z naszą mentalnością właśnie przyjdzie jeden z drugim i zaczną oceniać, że ta to cichodajka, a ta menelka, dzięki temu poczują się samemu lepszym, najlepiej jeszcze obrzucić te kobiety wyzwiskami, a na koniec iść do kościoła.

  • W USA panuje większa otwartość - tam nawet ludzie z patologicznych środowisk są bardziej ufni wobec innych niż polski strażak, nie wspominając o milicjantach czy strażnikach miejskich. W Polsce ciągle czuć komunizmem - strach, niepewność, lęk, nieufność.

  • @ andrzej0791, bo w Polakach ciągle tkwi komunizm, cechujący się totalnym zaszczuciem, a to owocuje brakiem zdrowych relacji międzyludzkich. W Polsce ciągle dominuje strach i brak zaufania. Naiwnym jest więc oczekiwanie otwartości od polskiej prostytutki, podczas gdy polski strażak atakuje dziecko robiące mu zdjęcia (patrz słynny film na YT), czy tez policjant który bierze na dołek faceta który zrobił mu zdjęcie. W Stanach nikt ni robi problemu jeśli zapytasz się go o zarobki, a w Polsce sam wiesz...

  • @stanyblogpl --> chyba coś Ci się poprzestawiało. To w USA temat zarobków to TABU a nie w Polsce. W Polsce wszyscy w firmie wiedzą ile kto co zarabia. A jak się w Stanach współpracownika czy nawet przyjaciela spytasz o jego zarobki to Cię na policję zgłosi.

  • Dość odważny pomysł i, muszę się zgodzić z przedmówcami, w Polsce nie spotkałby się chyba z dobrym przyjęciem. Może to wynik tego, że nawet największe polskie miasta nie gwarantują anonimowości?

  • I za tą szczerość i otwartość lubię Amerykanów ...