Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > W imię: Blisko banału

W imię: Blisko banału

2014-02-27 Dorota Urbańska

Szumowska sprowadza poważny problem do banału. Opowiedziana historia jest nie tyle wstrząsająca, co banalna właśnie.

.html
 Chyra jako ksiądz na popegerowskiej wsi/Kino Świat

Film "W imię" Małgorzaty Szumowskiej, nagrodzony na festiwalu w Berlinie, wzbudził wiele kontrowersji. To historia księdza Adama (w tej roli Andrzej Chyra), który za swoje przewinienia zostaje przeniesiony z Warszawy na popegeerowską wieś. Tam współtworzy ośrodek dla trudnej młodzieży. Osamotniony ksiądz jest zarazem homoseksualistą. Walczy ze swoimi skłonnościami, które jednak ujawniają się w sposób subtelny; za pomocą spojrzeń i gestów. Szczególną (i wzajemną) sympatią zaczyna obdarzać jednego z chłopców - Szczepana (Mateusz Kościukiewicz), który mieszka z mamą i niepełnosprawnym bratem.

Ten film bardzo mnie rozczarował. Po pierwsze dlatego, że większość aktorów stanowią amatorzy; chłopcy, którzy wcale nie muszą udawać, że wymagają resocjalizacji. Aktorami z pełnego zdarzenia są przyjaciele pani Szumowskiej – wspomniany Chyra i Maja Ostaszewska, a także małżonek reżyserki - Mateusz Kościukiewicz.

Większość scen jest zbyt długa i po prostu nudna. Pewnie trudno za pomocą dialogów wyrazić np. samotność księdza Adama, czy też jego ból, gdy rozdzierająco krzyczy – "Jestem pedałem". Ksiądz bardzo cierpi, ponieważ kocha inaczej, kocha nie tylko Chrystusa, któremu ślubował wierność. Przeżywa dramat, będąc jednocześnie samotnym, jak każdy ksiądz. Dramat tym większy, bo jego pragnienia i skłonności (których nie potrafi ich ani stłumić, ani nad nimi zapanować), pozostają w sprzeczności z ideami, które głosi, a którym ślubował wierność.

Bohater chce być księdzem, a jednocześnie kochać i być kochanym. Nie radząc sobie z tym, nadużywa alkoholu, popadając w nałóg. Ludzie wokół powoli uświadamiają sobie jego problem, jednak nie pozwalają sobie na jawną krytykę czy pogardę. Kwintesencją niechęci jest napis na drzwiach do mieszkania. Ksiądz miewa też propozycje ze strony kobiety, znudzonej mężatki kierownika ośrodka, którym jednak nie ulega, mówiąc, że jest już zajęty. Młodzież z ośrodka szybciej od mieszkańców wioski zauważa niepokojące sygnały. Kilku z nich też miewa tego typu doświadczenia. Być może są to młodzieńcze eksperymenty, a może już ujawnione skłonności. Historia kończy się przeniesieniem księdza do innej parafii, po "życzliwym" donosie kolegi – współpracownika.

Ten film jest owiany atmosferą skandalu. Spodziewałam się więc czegoś w rodzaju "Sponsoringu”, czy też "33 scen z życia”, innych bardzo nietuzinkowych filmów Szumowskiej. Jednak spotkało mnie rozczarowanie. Mało było scen skandalizujących, a jedna najmocniejsza wcale nie dotyczyła głównych bohaterów. Oglądając ten film nie byłam jakoś szczególnie zgorszona tym, że opisuje się los księdza, że pokazuje problem istniejący, a jednak ukrywany w kościele katolickim. Może dlatego, że ksiądz Adam takiej niechęci nie wzbudza. Także dlatego, że postać księdza jawi nam się, jako postać jednak zwykłego człowieka z jego ułomnościami, a przecież nikt nie jest doskonały.

Przychylam się do zarzutów, że film sprowadził poważny problem do banału, bo opowiedziana historia jest nie tyle wstrząsająca co banalna właśnie. Z drugiej strony – czy aby na pewno ksiądz o takich skłonnościach zasługuje na krytykę, a nawet na odrzucenie? Pozostali księża muszą walczyć ze skłonnościami do osób innej płci, mniej lub bardziej skutecznie. Prawie w każdej parafii są księża, którzy mają swoje stałe partnerki, wielu ma dzieci. Na to jest społeczna zgoda, bo to postrzegamy w kategoriach "normalne”.

Właściwie nie wiem czemu zrobiono ten film. Jaka była intencja reżyserki? Czy chodziło o naświetlenie problemu? A może po prostu pokazanie, że osoby o skłonnościach homoseksualnych są wśród nas, były i będą? Może najwyższy czas pogodzić się z tym, pogodzić z ich innością, zamiast ją piętnować? Kto dał prawo osobom o skłonnościach heteroseksualnych do krytykowania, obrażania czy wreszcie dyskryminowania pozostałych?

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.
 



Komentarze
  • Hmm... miałam ochotę obejrzeć ten film ze względu na tematykę, a po tej recenzji nie wiem, czy warto. Długie i nudne sceny to nie dla mnie. Aczkolwiek lepiej wyrobić sobie własną opinię niż sugerować się cudzymi.