Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Wilk z Wall Street: Wynaturzony Amerykański Sen

Wilk z Wall Street: Wynaturzony Amerykański Sen

2014-02-17 Przemysław Barwik
Scorsese wykorzystuje każdą sztuczkę w grze.  Z pomocą nieustraszonych aktorów i satyrycznego scenariusza, przechodząc swoistą kurację odmładzającą.
 
.html
 Leo - popis aktorski na miarę Oscara
Martin Scorsese powraca jedną z najostrzejszych komedii ostatnich lat. Ten reżyser, w młodości uczący się od wielkich rebeliantów kina, hołduje zasadzie: Jeden dla nich, jeden dla mnie. Po nakręceniu fantastycznego filmu dla dzieci ("Hugo. Maszyna czasu"), mógł skupić się na nakręceniu czegoś dla dorosłych. Czegoś ostrego i godnego starego Mistrza. 
 
Ekranizacja "Wilka z Wall Street" to historia zdeprawowanego giełdowca Jordana Belforta. Zawiłości rynku finansowego nie są dobrym tematem na czarną komedię. Pewnie dlatego scenarzysta i reżyser posłużyli się narracją w stylu "Chłopców z ferajny", mającą lepiej przemówić do publiczności. Jordan raz po raz zbywa więc wyjaśnienia tego, jak doszedł do swych bogactw. Na ekranie oglądamy zaś ogromny, czasami wręcz groteskowy przepych: striptizerki tańczące w firmie, rzucanie karłami, drogie samochody, jachty, helikoptery i, last but not least, tony narkotyków.   
 
Scorsese zawsze miał ostre poczucie humoru. "Wilk z Wall Street" to być może jego najmocniejsza komedia od czasów niedocenianego "Po godzinach". Są tu slapstick, subtelne żarty słowne, mrugnięcia do publiczności czy zapożyczenia ze wspomnianych "Chłopaków z ferajny”.  Scorsese wykorzystuje każdą sztuczkę w grze.  Z pomocą nieustraszonych aktorów i satyrycznego scenariusza, przechodząc swoistą kurację odmładzającą. Giełdowy przepych sprzed dwóch dekad jest bowiem ukazywany z młodzieńczym wigorem. Mamy "Wall Street" dla nowego pokolenia.
 
W materiałach na temat filmu można przeczytać, że Leonardo DiCaprio ponad 5 lat chodził z książką Belforta, próbując sfinansować projekt. Zaangażowanie aktora procentuje na ekranie. Kreacja Belforta to najlepsza jak dotąd rola jednego z najciężej pracujących i najmniej docenianych aktorów Hollywood.  Leo lubi poświęcać się dla ról, zwłaszcza dla Scorsese. Tu tworzy prawdziwe monstrum; postać tak zdeprawowaną, że nie możemy oderwać od niej oczu. Już same próby wejścia bohatera do białego Lamborghini zasługują na (komediowego) Oscara. Ktokolwiek wątpił  w talent aktora, otrzyma od Leo solidną lekcję warsztatu.
  
.html
 Hill - doskonała rola...
Przy tak wielkiej roli w tak rozbuchanym filmie, bardzo ważny staje się drugi plan. I tu casting także nie zawiódł. Jonah Hill przeżywa renesans, którego jeszcze kilka lat temu nikt by się nie spodziewał. Wyskoki typu scenka u Quentina Tarantino, można było przecież uznać za szczęście fana. U Scorsese Hill jednak naprawdę gra. Bardzo odważnie, dorównując Leo na każdym kroku. Dla dobra wspólnej sprawy, potrafi się poniżać, obnażać i kaleczyć. Zgrywa się z Leo kapitalnie, tworząc tandem, który trzyma uwagę widza przez 3 godziny trwania filmu.
 
Margot Robbie, aktorsko niedoświadczona, mogłaby zniknąć w tak wielkiej obsadzie. Tymczasem doskonale komplementuje DiCaprio. Dając wyobrażenie, jaki typ kobiety mógł złapać i utrzymać tak rozbestwioną jak filmowy Belfort postać. Na tym jednak nie koniec z kapitalnymi rolami na drugim planie. Matthew McConaughey na 10 minut dosłownie kradnie film, jako mentor młodego maklera. Rob Reiner (fantastyczny reżyser od m.in. "Misery", "To jest Spinal Tap".), pojawia się co chwilę jako ojciec Belforta. Przy tak długim filmie ciężko wymienić wszystkie udane epizody. Są przecież i świetne, drobne role Jona Favreau czy pokazującej klasę Joanny Lumley
 
Fani wiedzą, że u Scorsese można się również spodziewać świetnie dopasowanej muzyki oraz doskonałego montażu (nieoceniona Thelma Schoonmaker). Aby recenzja nie zamieniła się jednak w panegiryk, trzeba wspomnieć o kontrowersjach wokół filmu. Związanych także z jego rzekomo amoralną wymową. 
 
Dualizm amerykańskiej publiczności potrafi zadziwić. Widzowie z USA przeglądają sex-taśmy swoich celebrytów, zachowując jednocześnie niemal XIX-wieczny purytanizm.  Film okrzyczano więc jako demoralizujący, nieszanujący kobiet i Bóg wie, co jeszcze. Oczywiście, Scorsese pokazuje rozpustę największych rozmiarów i nie stara się epatować cierpieniem okradzionych przez Belforta. Ale nie przeszkadza to w odbiorze filmu. Reżyser nie próbuje bowiem idealizować postaci. Wręcz przeciwnie, przekonuje, jak wynaturzony stał się Amerykański Sen. Purytanie jednak wiedzą swoje i kręcą nosem. Nawet na tak niefiltrowane ukazanie degeneracji. Paradoksalnie, to święte oburzenie pomaga sprzedawać film. Szok i kontrowersja zawsze są w cenie. Scorsese jest zbyt starym wygą, by o tym nie wiedzieć. 
 
"Wilk z Wall Street" nie jest dziełem bez skazy. 3 godziny to za dużo. Niezależnie od jakości filmu, taka ilość deprawacji może widza wyczerpać. Jest to zarazem najdłuższy film Mistrza. Przycięcie jednej czy dwóch imprez Belforta, mogłoby z pewnością pomóc projektowi. Inną rzeczą, o której warto wspomnieć, to wtórność całości dla fanów poprzednich dzieł reżysera. Bo tak naprawdę, Scorsese kręci tu "Giełdowców z ferajny".  
 
Twórcy kina często słabną z wiekiem. Martin Scorsese wydaje się na szczęście tej teorii przeczyć. Być może to zasługa DiCaprio, który pcha reżysera w podobne co "Wilk" projekty. I dobrze. Stary wilk nadal ma coś do powiedzenia.
 
Film powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Więcej artykułów początkujących dziennikarzy na redakcyjnym blogu tutaj.

 

 Trailer
 
     











Komentarze
  • Po "Wilku z Wall Street" Margot Robbie nie zostanie zapomniana choćby przez pryzmat scen w jej mieszkaniu i niestety podejrzewam, że głównie to zostanie w pamięci widzów na dłużej. Trochę szkoda, bo to całkiem przyzwoita aktorka, która dobrze zagrała min.w "About Time". A Leo od pewnego czasu tak dobiera role, że naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić. Osobiście marzy mi się by jeszcze raz zagrał u Nolana.

  • Ten film jest bardzo dobry, wulgarny w niektórych momentach ale bardzo dobry, Leo gra zawodowo, żarty i wspomniane wsiadanie do auta a później " bezkolizyjna" jazda wywołały salwy śmiechu na sali kinowej. Jest to rewelacyjny film, Postaci drugoplanowe idealnie wkomponowały się w świetnie opowiedzianą historię. Jedynym minusem może być długość filmu ale właściwie nie czuć upływu czasu. Polecam.Oscar dla LEO :D

  • Też polecam ten film. Dużo dobrego humoru, trochę refleksji, dobra gra aktorska. Rzeczywiście film nie należy do najkrótszych, ale ogląda się z przyjemnością, a Leo coraz lepszy z filmu na film.

  • Oglądałam. Mnie ten film kupił absolutnie we wszystkim, także polecam z czystym sumieniem :) Mimo, że trwa prawie 3 godziny, to tu ciągle się coś dzieje, a ciężko jest zrobić taki film, żeby ciągle było tempo :) Przyjemnie się oglądało i cieszyło oczy tym "ich" światem.

  • Mimo uplywu lat cieszyc powinna tak dobra forma Martina Scorsese.Stara gwardia nie rdzewieje! Zgodze sie,ze ten obraz ma troche wspolnego z "Chlopcami z ferajny",ale tamten film byl wybitny,czego o "Wilku z Wall Street" nie mozna niestety powiedziec.

  • No nie doczekal sie chlopak Oskara. Moze innym razem. Scorsese nagral bardzo dobry film z kilkoma naprawde zabawnymi scenami. Film bardzo dlugi, ale wcale nie przynudzal. Warto obejrzec.

  • obejrzalam ten film niedawno i musze przyznać, że spodziewalam sie patetycznego stylu i typowo amerykańskiej otoczki, która będzie wszystko uwznioślać. Tymczasem humoru i ostrych scen było sporo !