Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Wiosenna gorączka filmowej nocy

Wiosenna gorączka filmowej nocy

2012-04-30 Łukasz Badula

Tereny wokół Domu Gościnnego UJ na Przegorzałach zagrały już w niejednym filmie. Usytuowany na lesistym wzgórzu kompleks, kusi głównie malowniczym widokiem na Kraków, rozpocierającym się z tarasu tamtejszej restauracji. To ulubione miejsce twórców komedii romantycznych i... par młodych, nie wyczerpuje listy przegorzalskich atrakcji. Od kilku lat Sławomir Idziak zaprasza tam młodych filmoców z całej Europy, aby pod okiem profesjonalistów szkolili swój warsztat. 28 kwietnia owo szkolenie przybrało zgoła masowy charakter. Dziedziniec Domu Gościnnego stał się bowiem jednym wielkim planem filmowym. 

.html
 Kamera, akcja, start - klaps na Film Spring Open/fot. Ł. Badula

Gdy dzień przed imprezą, Idziak zachwalał atmosferę panującą na warsztatach, sądziłem, że przemawia przez niego zwykła kurtuazja. Oto hollywoodzki operator wyciąga rękę do początkujących twórców, a oni odwdzięczają się sumienną, ale nudną pracą nad technicznymi detalami rzemiosła. Gdy więc otrzymałem zaproszenie na Film Spring Night Fever, moje oczekiwania nie wychodziły poza dwugodzinną posiadówę na koncercie, z kamerami w tle. Niewiedza (czytaj: ignorancja?) słono jednak kosztuje. W tym wypadku - mimowolną karierę aktorską. 

W upalne, sobotnie popołudnie wsiadłem do autobusu, który miał przewieźć uczestników na miejsce koncertu. I tu pierwsza niespodzianka. Witają mnie kamery, a do podpisania cyrograf dotyczący własnego wizerunku. Tzn. zgadzam się na jego użycie. Skoro tak, to kamera w autobusie ma używanie i ze mnie. Panowie, ja tu jestem oddelegowany zawodowo - próbuję wybrnąć z kłopotliwych pytań. Nie chcę grać żadnej roli. Cóż, nie chcę, ale muszę

Po dotarciu na dziedziniec Domu Gościnnego oczom ukazują się tony sprzęty filmowego. Na statywach i na podnośnikach. Na plecach i w rękach. Olbrzymie kamery, konsolety, ale też przenośne cyfrówki. Ze swoją "biedną" komóreczką czuje się niczym jaskiniowiec. Jak tu robić zdjęcia, żeby nie wywołać konwulsyjnego śmiechu osób postronnych? Zwłaszcza znawców tematu, którzy rozdzielczość 5 megapikseli traktują jako obrazę dla zmysłu wzroku?

.html
 Gęściej pod sceną czy przy kamerach?/fot. Ł. Badula

Kilka minut o godz. 20.00 rusza koncert zespołu hipiersoniK, łączącego jazzowe (czy raczej yass'owe) pasaże z klubowymi pulsacjami. Ekipy filmowe zaczynają pracę pełną parą. Sceny rozgrywają się zarówno wśród publiczności, jak i np. na balkonach Domu Gościnnego. Udaje mi się wyławić kilka fabularnych zarysów. 

Jakaś para nie może dojść do porozumienia przed sceną. Na dziedziniec wkracza tajemniczy jegomość. Obok wijącej się w tańcu grupki stoi niewzruszony chłopak z... fikusem. Na boku, dwóch wysportowanych statystów robi salta. Przystrojone niczym rusałki dziewczęta kursują tam i z powrotem. Z dala od zgiełku młoda reżyserka filmuje mechanicznego chrabąszcza. Zasłaniasz cień - przegania mnie. To miłosna historia - wyjaśnia temat swojej etiudy. 

Tak naprawdę to dopiero przygotowania do właściwej pracy na planie. Po godzinie 21.00  Idziak oficjalnie inauguruje pierwszego klapsa. Od tej pory, przez 35 minut wszystkie ekipy kręcą symultanicznie. Każda z fabuł opowiada inną historię, rozgrywającą się jednak w tym samym czasie. Odnotowuję jeszcze chłopaków w kombinezach ochronnych (epidemia?) oraz dziewczynę, która chodzi po omacku z wielkim abażurem na głowie. Hitem imprezy jest niewątpliwie ogromny kufel z piwem. Na samym dnie spoczywa bowiem... mała, wodoodporna kamera. Kamera pracująca non stop.  

Na chwilę przed końcem koncertu, rozlega się hasło "freezing". Wszyscy, łącznie z zespołem zamierają w totalnym bezruchu. Kamerzyści dostają 3 minuty na rejestrację efektownych, statycznych ujęć. Potem wraca muzyka i ogólny szał pod sceną. 

.html
Zagadkowy jegomość - jedna z fabuł rozgrywanych wśród tłumu/fot. Ł.Badula

Plan filmowy oficjalnie zamyka podwoje około 22.00. Filmowa gorączka trwa jednak w najlepsze. Na scenie instalują się dj'e, a na dziedzińcu zaczyna panować coraz mniej zobowiązująca atmosfera. Dostaję angaż do sekwencji z podnoszeniem puszki piwa. Jedno ujęcie, drugie, trzecie i dalej źle. Reżyser, jak to reżyser, ma swoją wizję. 

O północy przychodzi się pożegnać i wrócić do autobusu. Podobno najbardziej ambitni uczestnicy chcą montować swoje etiudy jeszcze nad ranem. Zabawa przy dobrej muzyce była na pewno cenną szkołą tego, jak powstaje kino. Zarówno dla uczestników Film Spring Open, jak gości przegorzalskiej imprezy. 

Efekty sobotnich szaleństw wkrótce trafią do internetu. Każda etiuda stanie się częścią swoistego kompozytora fabuły online. Będzie można wybierać odpowiednie sceny i układać je we własną historię. Z góry ostrzegam przed namolnym człowiekiem z komórką w ręku. On był tam tylko "oddelegowany zawodowo".

  •  odwiedź witrynę Film Spring Open tutaj
      



Komentarze
  • Troche to dziwne,ale i ciekawe doswiadcenie.Ciekawe jak ta sama impreze widzieli tworcy etiud?

  • Fajna impreza w przepięknym plenerze niestety nie miała okazji być w Domu Gościnnego UJ ale słyszałam wiele pozytywnych komentarzy na temat tego miejsca mam nadzieję że się kiedyś tak wybiorę.