Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Wrocławska Stacja Dizajn: Obcując z przestrzenią /relacja z wystawy/

Wrocławska Stacja Dizajn: Obcując z przestrzenią /relacja z wystawy/

2016-03-09 Mariola Matwijiszyn
 fot. Mariola Matwijiszyn

Jaki jest wycinek malarstwa Justyny Sireckiej i dźwięków Jerzego Chwastyka, przekonali się uczestnicy wernisażu, który odbył się 29 lutego we wrocławskiej Stacji Dizajn.

To był kolejny pokaz dzieł z cyklu “Profesorowie uczelni wrocławskich przedstawiają…”. Tym razem do obcowania ze sztuką zaprosił prof. Klimczak-Dobraniecki, a przedstawiono pracę dyplomową młodej malarki.

- Płótna prezentowane były w Browarze Mieszczańskim. Stanowiły kompozycję, do której się wchodziło, która otaczała odbiorcę. Dzięki specyfice tamtego miejsca, mogłam stworzyć swój własny świat - mówiła Justyna Sirecka. - Tu w galerii, płótna i formy towarzyszące są oknem do tego świata. Mogą państwo do niego wejść, dać się wciągnąć.

 

Przez ogromną lupę

Jak zdradziła nam malarka, prof. Klimczak-Dobraniecki miał nie lada zasługę w powstaniu dzieła:

- Kompozycja powstawała pół roku, ale zalążek narodził się w domu już dawno. Chciałam go wyrzucić lub schować głęboko do szuflady, ale, ponieważ dzieliłam się z profesorem każdym pomysłem, powiedziałam również o tym. Profesor zainteresował się i mnie zmotywował. W pracy wyszłam od pustej przestrzeni. Chciałam wejść do środka, ukazać jej budowę i to stało się tematem i językiem mojej wypowiedzi. To tak, jakbyśmy popatrzyli na przestrzeń, która nas otacza przez ogromną lupę.

Autorka na tle jednego ze swoich dzieł/fot. Mariola Matwijiszyn

Na obronie dyplomu, płótna tworzyły portale, jakby podwójne wejścia.

- Płótna są pokryte siecią cząsteczek - plam odbijanych za pomocą folii i papieru, z drugiej czarną tkaniną. Instalację można było oglądać z dwóch stron - wyjaśniała malarka. - Dyplom to w ogóle szalona sprawa, wyniszczająca, wiele pracy i nerwów. Zresztą, całe malarstwo to ogromny wysiłek, a prezentowanie sensu swoich dzieł, to obnażenie. To nie jest proste. Gdy pracuję nad czymś, często nie jestem zadowolona z efektu i gdybym do tego wróciła, to wiele bym zmieniła, ale to również znaczy, że się rozwijam. Bycie malarką to jednocześnie najgorsze i najlepsze, co mogło mnie spotkać.

 

Dzieło nie broni się samo

Sirecka wyznała, przy okazji, co jeszcze w malarstwie i byciu malarką lubi, a za czym nie przepada:

- Bardzo lubię, gdy ktoś opowiada mi o odbiorze dzieła, to inspiruje. Kiedyś stworzyłam obraz na podstawie snu koleżanki Martyny Rejczak. Nie lubię mówić o sobie - artystka ani tego, gdy ktoś mówi, że tworzę abstrakcję. To nieprawda - wszystko coś wyraża i jest do czegoś podobne. Nie lubię, gdy ludzie oczekują, bym nakreśliła, co powinni widzieć w moich pracach. Każdy ma prawo je samodzielnie interpretować. Jestem przeciwniczką tezy, że dzieło broni się samo, chociaż przyznam, że jest to główna forma mojej wypowiedzi. Nic nie wyraża emocji lepiej, chociaż z drugiej strony to ważne, żeby twórca się wypowiedział i pokazał swoją perspektywę.

 fot. Mariola Matwijiszyn

Wiele kultur - jedna gitara

Z wernisażem korespondował koncert Jerzego Chwastyka. Bardzo zdolnego młodego gitarzysty, który był nagradzany już na nie jednej scenie i konkursie. Tym razem zaprezentował utwory Joaquin Rodrigo, Toru Takemitsu i Alexandra Tansmana. Kompozycje wprowadziły wiele emocji - radość, energię czy nostalgię, pomogły wejść w świat dzieł malarki. Miało się wrażenie podwójnego przenikania: przez płótna i szczególną muzykę artystów, pochodzących z różnych krajów, czerpiących inspirację z wielu kultur.

 fot. Mariola Matwijiszyn

Więcej zdjęć pracy dyplomowej Justyny Sireckiej można podziwiać pod adresem https://justynasirecka.wordpress.com/2015/10/29/entrance/

 

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl.

Komentarze