Pod patronatem kulturaonline.pl
Jesteś w: Strona główna > Artykuły > Życie jest snem: Wszystko prześnione

Życie jest snem: Wszystko prześnione

2014-02-07 Monika Branicka

Spektakl Lecha Raczaka ukazuje wachlarz różnych postaci, mierzących się z własnymi wyobrażeniami. Gdybyśmy jednak spróbowali odnaleźć w nich cząstkę siebie, okazałoby się, że nie są na tyle wyraźnie zbudowane.

.html
Scena ze spektaklu/fot. Tomasz Żurek za: Wrocławski Teatr Współczesny

Może to był sen? Może przez sto minut śniłam. Trudno powiedzieć. Realność zaciera się z senną marą. Z takiego założenia wychodzi Lech Raczak, reżyser przedstawienia "Życie jest snem" (na deskach Wrocławskiego Teatru Współczesnego). Snując na wpół oniryczną opowieść motywowaną dramatem Pedro Calderóna de la Barca.

Z ciemności wyłania się przestrzeń spektaklu. Wielka metalowa konstrukcja z ruchomymi elementami, pod nią kilka siedzeń, a na środku okratowane włazy w podłodze. Klimatem przypomina to dworzec lub poczekalnię. Siedzący bohaterowie wyglądają zresztą, jakby czegoś oczekiwali. To mieszkańcy królestwa. Polska Calderona – miejsce mityczne i nieokreślone – została zamieniona na Polskę współczesną. Obraz malowany tu i teraz ma stanowić odniesienie do rzeczywistej kondycji państwa. Twórcy posługują się dramatem jako kalką, próbując w ten sposób obnażyć rodzime konflikty i kompleksy. Nie jest to jednak wystarczająco czytelne. Choć pojawia się wątek polsko-rosyjskich relacji i symbol wraku samolotu pod postacią scenograficznego szkieletu – przypowieść o pokusach władzy i ideowych zmaganiach wybrzmiewa zbyt ogólnikowo. Kilka zniczy, kwiaty i hasła rewolucyjne to za mało, żeby interpretować temat aktualnie. Trudno, poza tym, wychwycić go spośród fabuły przesadnie balansującej na granicy jawy i snu. To ona staje się najistotniejszym obiektem zainteresowania, motywem najmocniej zarysowanym w sztuce.

 Główną oś spektaklu stanowi wątek sporu o władzę. Nie wiadomo tylko czy wyśnioną, czy realną. Królestwem Polski rządzi Basilio (Maciej Tomaszewski), któremu przepowiedziano nikczemny los dla narodzonego syna. Zła wróżba przesądza o życiu młodego Segismunda (Krzysztof Zych), rysując jego przyszłość w roli potwora i mordercy własnego ojca. Przerażony król więzi księcia za miastem. Wtrąca go do lochu, gdzie dla nas – widzów, rozpoczyna się właściwa historia (miejsce to jest widoczne dla naszych oczu dzięki obrazowi z kamery, transmitowanemu w telewizorach). Robi to, by po latach sprzeciwić się własnemu przeznaczeniu i wypuścić potomka na wolność. To w jego ręce chce oddać królestwo, kiedy sam staje się już zmęczony (kandydatura księcia Moskwy, Astolfa, nie jest przecież pierwszorzędnym pomysłem przez wzgląd na polsko-rosyjskie stosunki). Odsuwa się w cień i z bezpiecznej pozycji obserwuje działania swojego następcy. Segismundo niczym nie zaskakuje. Jego natura jest porywcza, a rządy krwawe. Boryka się z namiętnościami, które wzbudza w nim pierwsza napotkana kobieta Rosaura (Anna Kieca). Śmiało wykorzystuje też wolność i nową pozycję do długo wyczekiwanej zemsty. Przyzwolenie na to nie trwa jednak zbyt długo. Królewski oprawca wraca z powrotem pośród cztery ściany celi.

Czy okres rządów królewskiego syna to prawda czy tylko wyśnione marzenie? Jak wskazuje tytuł spektaklu, życie jest snem, więc wszystko jest tylko ułudą. W takim przekonaniu żyje Segismundo, bo wszyscy dookoła wmawiają mu, że nigdy, nawet na chwilę, nie opuścił swojego więzienia. We śnie raz jesteś księciem, raz psem na łańcuchu. Nie dziwię się, że jest gotów w to wierzyć. Sama o mało co się nie pogubiłam.

Raczak otwarcie mówi o swojej fascynacji snami, dlatego wykorzystuje tę tematykę aż do szczętu. Każdy bohater prowadzony jest przez iluzje własnych światów. Astolfo (Tadeusz Ratuszniak) marzy o małżeństwie z infantką Estrellą (Aleksandra Dytko; Jolanta Solarz), ona natomiast – o królewskim tronie. Zdradzoną Rosaurą powoduje chęć zabicia moskiewskiego księcia, a Poseido (Dariusz Maj) snuje wizję rewolucji. Przykłady można mnożyć, ale wszystko to wydaje się być przesadzone. Pada za dużo słów, układanych w niezbyt wiele znaczące sensy. Powtarzane jak mantra przypominają o sennym porządku, który rządzi światem.

"Życie jest snem" to spektakl, który ukazuje wachlarz rozmaitych postaci, mierzących się z własnymi słabościami i wyobrażeniami. Gdybyśmy jednak spróbowali odnaleźć w nich cząstkę siebie, okazałoby się, że nie są na tyle wyraźnie zbudowane. Reżyser skupił się na samej historii, wtłaczając w jej ramy bohaterów, którzy na scenie pozostali zagubieni, uwięzieni pośród górnolotnych wyobrażeń. Choć aktorzy starają się obronić swoje kreacje, nie mogą zbudować ich sami. Najwyraźniej zostały pozbawione głębi już na etapie konstrukcji.

Fabularnie nie jest to arcydzieło. Przydługie i monotonne sekwencje scen potrafią doprowadzić widza do znużenia. Na jego uwagę zasługuje natomiast warstwa wizualna i dźwiękowa przedstawienia. Wspomniane wyżej elementy scenografii, autorstwa Bohdana Cieślika, stają się idealną przestrzenią do zabawy ze snem - nie narzucają jednomyślnej interpretacji, ale poruszają wyobraźnię. A muzyka? Grana na żywo przez aktorów przyczynia się do poczucia kameralnej atmosfery.

W ciągu jednego wieczoru dowiedziałam się prawdy: życie jest snem. Nie istnieje wyraźna granica między jawą a ułudą. Przedstawienie Lecha Raczaka zatem też mi się śniło. Dlaczego więc nikt mnie nie obudził?

Spektakl "Życie jest snem" jest grany na deskach Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Najbliższe inscenizacje: 7, 8, 9 lutego.

Tekst powstał w ramach programu Praktyka w Kulturaonline.pl. Jeszcze więcej recenzji, relacji i tekstów początkujących dziennikarzy tutaj.



 
 





Komentarze
  • A moze aktorzy pozostaja zagubieni na scenie poniewaz sa przekonani,ze snia a nie graja? A"przydlugie i monotonne sekwencje scen" maja za zadanie uspic widza? Wszak jak wskazuje tytul:zycie to sen.